Nowa książka

Kilka miesięcy temu zamieściłem post, w którym poprosiłem czytelników o propozycję tytułu mojej nowej książki o życiu fotografa dzikiej przyrody na Kamczatce. Autorowi najlepszego pomysłu obiecałem swoją dowolną książkę z dedykacją. Dziękuję wszystkim, którzy przysłali propozycje. Zebrało się ich kilkaset! Musiałem w mękach dokonać wyboru. Ogłaszam, że książka będzie nosić tytuł: „Kamczatka, którą kocham. Opowieści w kadrze i za kadrem” (ros. „Камчатка, которую я люблю. Истории в кадрах и за кадрами”). Podziękowania dla tatiana1840!

Udając się na wyprawę, złożyłem materiały do książki w wydawnictwie „Манн, Иванов и Фербер”. W czasie gdy tropiłem w Kałmucji suhaki, prace wydawnicze nad książką niemal dobiegły końca. I znowu męczarnie z podjęciem decyzji! Trzeba wybrać okładkę. Zagłosujcie, która wam się bardziej podoba.

555153_original555289_original

 

Na stronie wydawnictwa można się zapisać na powiadomienie o ukazaniu się książki w druku.
I jeszcze jedna sprawa: szukamy partnerów i sponsorów dla tej publikacji. Możecie zamówić część nakładu ze swoim logo. Szczegóły tutaj.

Post dla ornitologów

554974_original

Siedziałem w kryjówce w oczekiwaniu na suhaki przy wodopoju na granicy Kałmucji i obwodu astrachańskiego, a przyleciało stado tych nieznanych mi wcześniej ptaków. Popiły i poleciały. Chciałbym poznać opinię profesjonalnych ornitologów. Zdjęcia ptaków w locie nie mam – jeślibym miał, to nie musiałbym pytać ornitologów :)

Jestem w Astrachaniu. Zapraszam na spotkanie!

554621_original

Droga A154 na granicy między Kałmucją i obwodem astrachańskim. Tą drogą dojechałem wczoraj do Astrachania po trzytygodniowym pobycie na półpustynnych Czarnych Ziemiach. Taką nazwę otrzymała owa część Niziny Nadkaspijskiej nie z uwagi na żyzne czarnoziemy, lecz z powodu braku zimą ciągłej pokrywy śnieżnej. Panuje tu klimat wybitnie kontynentalny – doświadczyłem tego w pełni na sobie: były i burze piaskowe, i niemal czterdziestostopniowe upały, i nocne przymrozki. Teraz doprowadzam się do porządku w obfitującym w wodę Astrachaniu, z którym zaznajamia mnie rzutki fotograf i bloger e_polonskiy. Kolejny cel to Astrachański Rezerwat Biosfery, położony w delcie Wołgi.

Ogłoszenie dla moich czytelników z Astrachania. W najbliższą sobotę, 18 maja, od godz. 11.30 będę w księgarni „Современник” (adres: ул. Коммунистическая, д. 6). Zapraszam na spotkanie ze mną! Będzie można kupić moje książki i zdobyć autograf na pamiątkę.

O łączności na stepie. A raczej o jej braku

554308_original

Co takiego fascynującego jest w dalekich wyprawach? Nieprzewidywalność. Zakładałem, że mogę mieć problemy z dostępem do internetu, ale nie aż takie… Jeśli się wyjedzie z głuchego stepu w kierunku autostrady Elista-Astrachań, to na szczytach wzgórz można złapać zasięg w telefonie. Czasami jadę na północny kraniec Rezerwatu „Czarne Ziemie”, na tamtejszą wieżę obserwacyjną, którą możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu, i nocuję w jej sąsiedztwie. Z wieży można normalnie porozmawiać przez telefon. Miejscowy internet mobilny pozwala raz za razem sprawdzić pocztę albo przeczytać komentarze, ale ani razu nie udało mi się stąd zamieścić posta, choć wielokrotnie próbowałem. Ażeby opublikować wpis na blogu i poczytać komentarze, muszę jechać do miejscowości Jaszkul, oddalonej o 150 km, gdzie jest bar ze stosunkowo szybkim wi-fi. Właśnie teraz zjadam w nim machan (kałmucka zupa mięsna), po czym ruszam z powrotem na step. Ale wkrótce koczownicze życie powinno mnie rzucić do Astrachania. Sądząc po ilości blogerów w tym mieście, z internetem nie ma tam problemów…

Pozdrowienia z Czarnych Ziem!

552205_original

Pozdrawiam z nadkaspijskich półpustyń, z Rezerwatu „Czarne Ziemie”! Zgodnie z moimi przewidywaniami, zasięgu tutaj praktycznie nie ma – wybaczcie mi moje długie milczenie. Aby opublikować ten post i poinformować, że u mnie wszystko w porządku, musiałem pojechać sto kilometrów dalej w kierunku miejscowości Jaszkul (ros. Яшкуль), gdzie można złapać czasem słabszy, czasem mocniejszy zasięg telefonii komórkowej.
Zamieściłem post, kupiłem jedzenie – i z powrotem… Szczegółowe sprawozdanie będzie później, gdy wrócę do udogodnień cywilizacji :)

552535_original

Kolory wiosennego stepu

548456_original

Nie miałem zbytniego szczęścia do pogody w okresie kwitnienia tulipanów zarówno w Kałmucji, jak i w Rezerwacie Rostowskim. Szare niebo, wiatr. Było mało sprzyjających momentów do fotografowania krajobrazu. Aby jakoś wybrnąć, robiłem dużo zdjęć portretowych i makro, starając się przekazać zachwycające bogactwo barw tych dzikich kwiatów…

548811_original548954_original 549353_original549494_original 549792_original549991_original 550167_original550533_original 550739_original551036_original 551396_original551853_original 552158_original

Wyspa dzikich koni i tulipanów

545669_original

Przez całe życie miałem konie. Teraz w Briańskim Lesie czeka na mnie czwórka liniejących pupili, które myślą jedynie o tym, żeby nie przegapić porannego karmienia owsem, albo kombinują, jak złamać zbutwiały płot u staruchy-sąsiadki i dostać się na grządki. Moja żona przycina im kopyta, czesze grzywy i ogony, uczy różnych sztuczek.

Ale tutaj, w Rezerwacie Rostowskim, są konie o całkowicie odmiennych obyczajach! Obserwowanie ich jest równie interesujące, jak obserwowanie niedźwiedzi na Kamczatce, szczególnie teraz, wiosną, kiedy w koniach kipią miłosne żądze. To największa i najdłużej żyjąca na terytorium Rosji populacja zdziczałych koni, do tego żyjąca od sześćdziesięciu lat w izolacji na wyspie Wodnyj (ros. Водный) otoczonej przez słone wody jeziora Manycz-Gudiło (ros. Маныч-Гудило).

Wyspa Wodnyj jest największą wyspą jeziora. Jej długość sięga 12 km, a szerokość – 3,5 km. Nie ma tu ani jednego drzewa, ani nawet krzewu. To pagórkowaty step. Wyspa powstała w 1953 roku na skutek zmiany reżimu hydrologicznego jeziora, spowodowanej wybudowaniem Kanału Niewinnomyskiego (ros. Невинномыский канал). Podwyższenie się poziomu wód było zaskoczeniem dla tutejszych hodowców, przez co nie zdążyli przegnać zwierząt na ląd. Owce przetransportowano na łódkach, natomiast kilka koni rasy dońskiej musiało zostać na wyspie na okres zimy. Wiosną już nie dało się ich złapać – konie poczuły smak wolności. Osobniki te stały się protoplastami dzikiego tabunu.

Zanim powstał Rezerwat Rostowski, liczba koni była stosunkowo niewielka, sięgała kilkudziesięciu osobników. Miejscowy sowchoz przywiózł tutaj promem stado owiec. Wykopano dla nich studnię z półsłodką wodą, którą piły też konie. Okresowe próby odłowu i odstrzału koni zrodziły w nich strach przed ludźmi i wszelkiego rodzaju sprzętem technicznym. Koniom udało się przystosować do samodzielnego życia na narażonym na susze stepie: przez cały rok żywić się tym, co znajdą pod kopytami, żyć bez możliwości skrycia się. Z początkiem lat 90. przestano przewozić owce na wyspę, studnie zatkał muł i konie musiały radzić sobie same.

W 1995 roku utworzono Rezerwat Rostowski. Wyspa Wodnyj znalazła się w jego granicach. Dzięki strażnikom rezerwatu skończyło się odstrzeliwanie koni przez kłusowników. Przez pierwsze lata funkcjonowania rezerwatu konie z wielką nieufnością odnosiły się do człowieka. Kiedy pod koniec lat 90. po raz pierwszy tu przyjechałem, nie udało mi się nawet ich sfotografować. Tabun nie pozwalał się zbliżać na odległość mniejszą niż kilometr. Na spotkanie ludziom wybiegał ogier-przywódca, który zachowywał się dość agresywnie. Od razu traciło się ochotę na bliższe kontakty z nim.

Pracownicy rezerwatu przeprowadzili z lądu na wyspę półkilometrowy wodociąg i zorganizowali wodopój. Liczebność stada zaczęła gwałtownie wzrastać. O ile w 1995 roku na wyspie mieszkało 67 koni, o tyle w 2006 roku ich liczba zwiększyła się do ponad 400. Wyspa nie była w stanie zapewnić pożywienia dla takiej ilości koni. Zimą 2009/10 r. ponad połowa populacji padła. Część zwierząt, ratując się przed głodem, zdołała – po raz pierwszy w historii –  przejść przez zamarznięte jezioro Manycz-Gudiło na tereny ościennej Kałmucji. Reszta zwierząt przeżyła dzięki dokarmianiu przez ludzi. Teraz rezerwat stara się zachować liczebność populacji w granicach 100-150 osobników poprzez odławianie części młodych koni. Obecnie wyspę zamieszkuje 150 koni.

545818_original 546286_original546415_original 547475_original546701_original 547067_original547163_original 547596_original548033_original 548319_original

Jutro wyruszam na Czarne Ziemie

545284_original

Dwa ostatnie dni spędziłem na wyspie Wodnyj (ros. Водный), znajdującej się na jeziorze Manycz (ros. Маныч) – tereny te są częścią Rezerwatu Rostowskiego. Na wyspie tej od sześćdziesięciu lat żyje, praktycznie bez pomocy człowieka, populacja dzikich koni. Manyckie mustangi. Zrobiłem o nich fotoreportaż, ale na razie nie udaje mi się go opublikować z powodu słabego zasięgu. Z tego też powodu nie zdołałem zamieścić więcej materiału o tulipanach i wrażeniach z festiwalu.

Właśnie wróciłem do Elisty. Zrobię zapasy jedzenia i wyruszę jutro na kałmuckie Serengeti, na półpustynne Czarne Ziemie.

Szkice z drogi

544257_original

Wczoraj nocowałem w swoim koczowniczym furgonie nad brzegiem Manycza (ros. Маныч). Zbudziły mnie odgłosy deszczu i wzdychania. Wzdychali ci oto garbaci towarzysze, którzy przyszli popatrzeć, co to za cudo na kółkach pojawiło się w ich stronach. A dzisiejszą noc spędziłem już w Rezerwacie Rostowskim – przejechałem kilkaset kilometrów z powrotem na zachód. Poniżej zdjęcia zrobione po drodze.

544704_originalWszędzie kwitną drzewa owocowe, świeża zieleń cieszy oczy.

544981_originalFarma nad brzegiem Manycza.