Kienozierski Park Narodowy

Na dziale wodnym

925079_original

Stoję na wąskiej grzędzie-morenie, której całą wierzchowinę zajmuje droga z miejscowości Morszczichińskaja do miejscowości Masielga, położonych w Kienozierskim Parku Narodowym. Z jednej strony zza drzew prześwieca jezioro Wilno, z drugiej strony — jezioro Masielgskoje. Grzęda ta stanowi kontynentalny dział wodny między zlewiskiem Oceanu Atlantyckiego i Północnego Oceanu Lodowatego. Wody z jeziora Wilno spływają do Północnego Oceanu Lodowatego, a wody z jeziora Masielgskoje — do Atlantyku.

Ja też jestem na „wododziale”. Od ciągłego podróżowania narosło zmęczenie i we mnie, i w mojej maszynie. Długa jazda (to już prawie 50 tysięcy pokonanych kilometrów!) poskutkowała zdartym bieżnikiem na oponach — najwyższy czas je wymienić, ale niełatwo jest znaleźć od razu cały komplet. Nazbierało się też sporo drobnych usterek, z którymi ciężarówka może się bezpiecznie poruszać jedynie w nietrudnym terenie. Na dodatek złota jesień na obszarach położonych na północ ode mnie dobiega już końca i wkrótce królować tam będą szarobure kolory późnej jesieni. No i według prognozy pogody przez najbliższy tydzień w Karelii i na Półwyspie Kolskim będzie codziennie padało. Ogólnie rzecz biorąc, jestem rozdarty: kierować się już w stronę domu, tylko na południowy zachód, starając się być nieustannie w epicentrum złotej jesieni, czy też jednak zaryzykować i udać się za koło podbiegunowe?

Moja ekspedycja poświęcona stuleciu istnienia obszarów chronionych w Rosji trwa od trzech lat. Wypada przypomnieć, że w tym roku aktywnie pomaga mi nowy partner: Fundacja „Piękne dzieci w pięknym świecie”, która realizuje dwa programy: „Piękne dzieci” i „Piękny świat”. W ramach programu „Piękny świat” fundacja wspiera rosyjskie rezerwaty i parki narodowe, a także różne inicjatywy poświęcone rosyjskim obszarom chronionym, jak na przykład moją ekspedycję.

Reklamy

Jesienne kobierce Kienozierja

921567_original

Od dwóch tygodni przebywam w Kienozierskim Parku Narodowym, w obwodzie archangielskim. I prawie codziennie leje i wieje. W żaden sposób nie udaje mi się sfotografować tego, co sobie zamyśliłem. Ale wychodzą mi za to kienozierskie naturalne kobierce, w fotografowaniu ich nie przeszkadza ani deszcz, ani wiatr.

924773_original921940_original922233_original922484_original922640_original922953_original923342_original923468_original923825_original923940_original924266_original

Zdjęcie grupowe z okazji Dnia Leśnika

921155_original

Dawniej istniała tradycja robienia sobie zdjęć grupowych — w pracy, wojsku, szkole itd. Dziś obchodzony jest Dzień Leśnika i takie właśnie zdjęcie zrobiłem tuż po zakończeniu uroczystego zebrania. Na fotografii widnieją dwa kolektywy: Kienozierskiego Parku Narodowego i Parku Narodowego „Pomorze Oneskie”, które od niedawna stanowią jedną instytucję federalną. To pierwsze wspólne spotkanie kolegów. Kienozierski kolektyw liczy już sobie dwadzieścia pięć lat. Ludziom tym udało się stworzyć najlepszy park narodowy w Rosji. Dla pracowników „Pomorza Oneskiego” to dopiero początek drogi, wszystko jeszcze przed nimi. Zdjęcie zrobiłem na ganku nowo otwartego muzeum „Na początku było Słowo” w kienozierskiej wsi Szyszkino.

Wieś Wierszynino w Kienozierskim Parku Narodowym dziś wieczorem

916755_original

Pierwsze zdjęcie zrobiłem pół godziny przed zachodem słońca, a drugie — tuż po tym, jak słońce skryło się za horyzontem. Czasownia św. Mikołaja Cudotwórcy, której początki sięgają XVIII wieku. Za czasownią widnieje wieś Wierszynino i jezioro Kienoziero.

Całe trzy dni zajęła mi droga z Uralu Północnego, z Parku Narodowego „Jugyd Wa” do Kienozierskiego Parku Narodowego, położonego na granicy obwodu archangielskiego i Karelii. To moja szósta wizyta w tym parku, tutaj znajdują się moje ulubione miejsca północno-zachodniej Rosji.

917185_original

Kiedy w Małgorzatę kropi, siano się źle kopi

original

Nad jeziorem Kienoziero co wieczór przechodzi ulewa i pojawia się tęcza. Fotografowie są zachwyceni, ale tutejsi mieszkańcy muszą zbierać siano. Deszczowa pogoda nie jest dla nich niczym osobliwym. Kiedy pogoda dopisuje, stawiają stogi, a kiedy pogody brak, stawiają tzw. zarody — długie i wąskie kopy, przez które przewiewa wiatr, dzięki czemu zebrane siano może doschnąć. Zarody stawia się nawet podczas białych nocy, byleby tylko nie padało. Wilgotne siano przesypuje się czasami solą kuchenną — krowom wtedy bardziej smakuje.

original1

original2Tak wyglądają zarody — stawia się je w wilgotne dni.

original3A to zwykłe stogi obok czasowni we wsi Głazowo; stawia się je w suche dni.