Kałmucja

Miłość na szczudłach

756129_original

Witam ciepło w sobotni dzień! Dziś spróbuję chociażby na blogu obejść się bez niedźwiedzi, co nie jest dla mnie łatwe. Ale przecież na świecie jest tyle innych ciekawych stworzeń! Na przykład te oto cudaczne szczudłaki zwyczajne…

756266_original756729_original

Reklamy

Co to za zwierzęta na dalszym planie?

653444_original

W czasie podróży przez Kałmucję i obwód astrachański moje główne zadanie polegało na znalezieniu i sfotografowaniu suhaków. Nie było to łatwe, ponieważ zostało ich zaledwie kilka tysięcy w całym bezkresnym stepie. Czekałem na antylopy przy wodopoju przez kilka dni i w końcu się doczekałem. A zdjęcia, które dziś prezentuję, to poboczny rezultat tego długiego wyczekiwania. Na górnym zdjęciu: szczudłak zwyczajny.

653609_originalSzablodzioby zwyczajne.

654425_originalŻuraw stepowy.

653895_originalKazarka rdzawa na brzegu.

654316_originalKazarka rdzawa nurkuje w poszukiwaniu jedzenia. A w tle widać rozmyte sylwetki zwierząt, stojących na brzegu. Jak myślicie, co to za zwierzęta?

O burzy, popsutym komputerze i spotkaniu z czytelnikami w Czelabińsku

575776_original

To zdjęcie nocnej burzy na stepie zrobiłem ponad miesiąc temu w Kałmucji. Natomiast kilka dni temu fotografowałem burzę w rezerwacie „Szulgan-Tasz” w południowej Baszkirii. Niestety, silna ulewa zmusiła mnie do schronienia się w samochodzie. Tam zabrałem się za przegrywanie świeżych zdjęć z karty pamięci do laptopa. Pioruny waliły nad ciężarówką z takim hukiem, że aż zatykało uszy. W pewnym momencie komputer się zawiesił, a po zresetowaniu zupełnie przestał działać. Nie wiem, czy to burza była powodem awarii, w każdym razie zostałem bez mojego jedynego komputera — czyli bez możliwości obrabiania zdjęć, bez dostępu do bloga. Musiałem zmienić plany i pojechać do Czelabińska, aby oddać laptop do naprawy. Fachowcy stwierdzili uszkodzenie dysku twardego, na którym przechowywałem część zdjęć zrobionych przeze mnie w Baszkirii. Do wieczora mój MacBook Pro powinien zostać naprawiony.

Ogłoszenie: jutro, 18 czerwca, o godz. 19 w centrum prasowym „Комсомольская правда в Челябинске” (ул. Красная, д. 4, VI piętro, sala nr 608) planuję spotkanie z czelabińskimi czytelnikami mojego bloga. Zapraszam!

Miraże na kałmuckim stepie

560340_original

Dotarłem do Gór Żygulowskich i znajduję się obecnie w Rezerwacie Żygulowskim. Jest tu całkiem niezły zasięg, dlatego spędzę w tym miejscu  kilka najbliższych dni, odpocznę od upałów i jazdy, odpiszę na zaległe maile i bardziej szczegółowo opowiem o minionych etapach podróży. W dzisiejszym poście powrócę do wydarzeń sprzed trzech tygodni, do Kałmucji…

Jedziesz przez suchy step i nagle widzisz jezioro. Nie ma wątpliwości: przed tobą wielkie lustro wody. W wodzie odbijają się dziwne budynki. Wyciągasz mapę, ale na mapie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma niczego podobnego do jeziora. Podjeżdżasz do jeziora — i ono znika. Budynki, które z daleka wydawały się ogromne, w rzeczywistości okazują się skromną farmą zwierząt. Jezioro okazało się fatamorganą, mirażem, przywidzeniem. To tylko zjawisko optyczne, załamanie światła w warstwach powietrza o różnej gęstości.

560599_original560684_original

O łączności na stepie. A raczej o jej braku

554308_original

Co takiego fascynującego jest w dalekich wyprawach? Nieprzewidywalność. Zakładałem, że mogę mieć problemy z dostępem do internetu, ale nie aż takie… Jeśli się wyjedzie z głuchego stepu w kierunku autostrady Elista-Astrachań, to na szczytach wzgórz można złapać zasięg w telefonie. Czasami jadę na północny kraniec Rezerwatu „Czarne Ziemie”, na tamtejszą wieżę obserwacyjną, którą możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu, i nocuję w jej sąsiedztwie. Z wieży można normalnie porozmawiać przez telefon. Miejscowy internet mobilny pozwala raz za razem sprawdzić pocztę albo przeczytać komentarze, ale ani razu nie udało mi się stąd zamieścić posta, choć wielokrotnie próbowałem. Żeby opublikować wpis na blogu i poczytać komentarze, muszę jechać do oddalonej o 150 kilometrów miejscowości Jaszkul, gdzie jest bar ze stosunkowo szybkim wi-fi. Właśnie teraz zjadam w nim machan (kałmucką zupę mięsną), po czym ruszam z powrotem na step. Ale wkrótce koczownicze życie powinno mnie rzucić do Astrachania. Sądząc po ilości blogerów w tym mieście, z internetem nie ma tam problemów…