Rezerwat Rostowski

Dzikie tulipany

Znaczna część mojej trasy z Briańskiego Lasu na Kamczatkę biegła przez południowe regiony Rosji, przez miejsca, gdzie królują obecnie pola uprawne, a gdzie jeszcze nie tak dawno temu ciągnęły się dziewicze stepy, Dzikie Pola. Z owych stepów ostały się w europejskiej części Rosji jedynie niewielkie, objęte ochroną, skrawki, które uzmysławiają nam, jak piękny i cenny krajobraz został bezpowrotnie utracony. Kwitnące stepy to jedno z moich najżywszych ekspedycyjnych wspomnień.

W Rezerwacie Rostowskim, na wyspie Wodnyj położonej na jeziorze Manycz-Gudiło, pojąłem, że różnokolorowe tulipany z upraw zawdzięczamy nie holenderskim hodowcom, ale przede wszystkim matce naturze. Tulipany rosnące na objętej ochroną wyspie mają więcej barw i odcieni niż tulipany rosnące na nieznajdujących się pod ochroną ziemiach, na których zazwyczaj mają czerwony kolor. Być może ludzie zbierają w pierwszej kolejności kwiaty o rzadkiej barwie, a te powszechne czerwone zostawiają.

Aby stworzyć fotokolekcję różnokolorowych tulipanów, straciłem niejeden poranek na stepie.

Reklamy

Kolory wiosennego stepu

548456_original

Nie miałem zbytniego szczęścia do pogody w okresie kwitnienia tulipanów zarówno w Kałmucji, jak i w Rezerwacie Rostowskim. Szare niebo, wiatr. Było mało momentów sprzyjających fotografowaniu krajobrazu. Aby jakoś wybrnąć, robiłem dużo zdjęć makro i portretowych, starając się przekazać zachwycające bogactwo barw tych dzikich kwiatów…

548811_original548954_original 549353_original549494_original 549792_original549991_original 550167_original550533_original 550739_original551036_original 551396_original551853_original 552158_original

Wyspa dzikich koni i tulipanów

545669_original

Przez całe życie miałem konie. Teraz w Briańskim Lesie czeka na mnie czwórka liniejących pupili, które myślą jedynie o tym, żeby nie przegapić porannego karmienia owsem, albo kombinują, jak złamać zbutwiały płot u staruchy-sąsiadki i dostać się na grządki. Moja żona przycina im kopyta, czesze grzywy i ogony, uczy różnych sztuczek.

Ale tutaj, w Rezerwacie Rostowskim, są konie o całkowicie odmiennych obyczajach! Obserwowanie ich jest równie interesujące, jak obserwowanie niedźwiedzi na Kamczatce, szczególnie teraz, wiosną, kiedy w koniach kipią miłosne żądze. To największa i najdłużej żyjąca na terytorium Rosji populacja zdziczałych koni, do tego żyjąca od sześćdziesięciu lat w izolacji na wyspie Wodnyj (ros. Водный), otoczonej przez słone wody jeziora Manycz-Gudiło (ros. Маныч-Гудило).

Wyspa Wodnyj jest największą wyspą jeziora. Jej długość sięga 12 km, a szerokość — 3,5 km. Nie ma tu ani jednego drzewa, ani nawet krzewu. To pagórkowaty step. Wyspa powstała w 1953 roku na skutek zmiany reżimu hydrologicznego jeziora, spowodowanej wybudowaniem Kanału Niewinnomyskiego (ros. Невинномыский канал). Podwyższenie się poziomu wód było zaskoczeniem dla tutejszych hodowców, przez co nie zdążyli oni przegnać zwierząt na ląd. Owce przetransportowano na łódkach, natomiast kilka koni rasy dońskiej musiało zostać na wyspie na okres zimy. Wiosną już nie dało się ich złapać — konie poczuły smak wolności. Osobniki te stały się protoplastami dzikiego tabunu.

Zanim powstał Rezerwat Rostowski, liczba koni była stosunkowo niewielka, sięgała kilkudziesięciu osobników. Każdego lata miejscowy sowchoz przywoził tutaj promem stado owiec. Wykopano dla nich studnię z półsłodką wodą, którą piły też konie. Okresowe próby odłowu i odstrzału koni zrodziły w nich strach przed ludźmi i wszelkiego rodzaju sprzętem technicznym. Koniom udało się przystosować do samodzielnego życia na narażonym na susze stepie: przez cały rok żywić się tym, co znajdą pod kopytami, żyć bez możliwości skrycia się. Z początkiem lat 90. przestano przewozić owce na wyspę, studnie zatkał muł i konie musiały radzić sobie same.

W 1995 roku utworzono Rezerwat Rostowski. Wyspa Wodnyj znalazła się w jego granicach. Dzięki strażnikom rezerwatu skończyło się odstrzeliwanie koni przez kłusowników. Przez pierwsze lata funkcjonowania rezerwatu konie z wielką nieufnością odnosiły się do człowieka. Kiedy pod koniec lat 90. po raz pierwszy tu przyjechałem, nie udało mi się ich nawet sfotografować. Tabun nie pozwalał się zbliżać na odległość mniejszą niż kilometr. Na spotkanie ludziom wybiegał ogier-przywódca, który zachowywał się dość agresywnie. Od razu traciło się ochotę na bliższe kontakty z nim.

Pracownicy rezerwatu przeprowadzili z lądu na wyspę półkilometrowy wodociąg i zorganizowali wodopój. Liczebność stada zaczęła gwałtownie wzrastać. O ile w 1995 roku na wyspie mieszkało 67 koni, o tyle w 2006 roku ich liczba zwiększyła się do ponad 400. Wyspa nie była w stanie zapewnić pożywienia dla takiej ilości koni. Zimą 2009/10 roku ponad połowa populacji padła. Część zwierząt, ratując się przed głodem, zdołała — po raz pierwszy w historii — przejść przez zamarznięte jezioro Manycz-Gudiło na tereny ościennej Kałmucji. Reszta zwierząt przeżyła dzięki dokarmianiu przez ludzi. Teraz rezerwat stara się zachować liczebność populacji w granicach 100-150 osobników poprzez odławianie części młodych koni. Obecnie wyspę zamieszkuje 150 koni.

545818_original 546286_original546415_original 547475_original546701_original 547067_original547163_original 547596_original548033_original 548319_original

Jutro wyruszam na Czarne Ziemie

545284_original

Dwa ostatnie dni spędziłem na wyspie Wodnyj (ros. Водный), znajdującej się na jeziorze Manycz (ros. Маныч) — tereny te są częścią Rezerwatu Rostowskiego. Na wspomnianej wyspie od sześćdziesięciu lat żyje, praktycznie bez pomocy człowieka, populacja dzikich koni. Manyckie mustangi. Zrobiłem o nich fotoreportaż, ale na razie nie udaje mi się go opublikować z powodu słabego zasięgu. Z tego też powodu nie zdołałem zamieścić więcej materiału o tulipanach i wrażeniach z festiwalu.

Właśnie wróciłem do Elisty. Zrobię zapasy jedzenia i wyruszę jutro na kałmuckie Serengeti, na półpustynne Czarne Ziemie.