rezerwaty przyrody

Moje kalendarze na 2018 rok

Za miesiąc Nowy Rok. Najwyższy czas pomyśleć o prezentach. Na 2018 rok przygotowałem dwa kalendarze: „Niedźwiedzie sezony” i „Briański Las — moja mała ojczyzna”. Kalendarze wydrukowano metodą cyfrową, format A4, na spirali, 14 kart. Można je zawiesić na ścianie albo postawić na biurku.
Kalendarze najprościej zakupić w moim sklepie internetowym: http://shpilenokphoto.wixsite.com/shpilenokphoto/online-store
Na życzenie mogę je opatrzyć swoim autografem albo imienną dedykacją. Należy poinformować o tym w specjalnym polu podczas składania zamówienia.
Cena jednego kalendarza: 600 rubli wraz z kosztami przesyłki pocztowej w dowolne miejsce Rosji.
Oprócz kalendarzy na wspomnianej stronie internetowej możecie kupić moje książki. Tak samo jak w przypadku kalendarzy można je zamówić z autografem lub specjalną dedykacją.

Od tłumacza: w sprawie kosztów wysyłki do Polski proszę kontaktować się z Autorem. Pod tym linkiem warunki wysyłki obowiązujące w zeszłym roku.

Reklamy

Dzikie tulipany

Znaczna część mojej trasy z Briańskiego Lasu na Kamczatkę biegła przez południowe regiony Rosji, przez miejsca, gdzie królują obecnie pola uprawne, a gdzie jeszcze nie tak dawno temu ciągnęły się dziewicze stepy, Dzikie Pola. Z owych stepów ostały się w europejskiej części Rosji jedynie niewielkie, objęte ochroną, skrawki, które uzmysławiają nam, jak piękny i cenny krajobraz został bezpowrotnie utracony. Kwitnące stepy to jedno z moich najżywszych ekspedycyjnych wspomnień.

W Rezerwacie Rostowskim, na wyspie Wodnyj położonej na jeziorze Manycz-Gudiło, pojąłem, że różnokolorowe tulipany z upraw zawdzięczamy nie holenderskim hodowcom, ale przede wszystkim matce naturze. Tulipany rosnące na objętej ochroną wyspie mają więcej barw i odcieni niż tulipany rosnące na nieznajdujących się pod ochroną ziemiach, na których zazwyczaj mają czerwony kolor. Być może ludzie zbierają w pierwszej kolejności kwiaty o rzadkiej barwie, a te powszechne czerwone zostawiają.

Aby stworzyć fotokolekcję różnokolorowych tulipanów, straciłem niejeden poranek na stepie.

Podróż z różanecznikami

Obecnie przygotowuję dużą wystawę w Moskwie poświęconą mojej niedawnej czteroletniej „wyprawie życia”, która wiązała się z setną rocznicą istnienia obszarów chronionych w Rosji. Przeglądam i obrabiam setki zdjęć, wracając wspomnieniami do tamtych wydarzeń i przygód. Jednym z takich żywych wspomnień są różaneczniki. „Gdie-to bagulnik na sopkach cwietiot” (‘gdzieś tam na wzgórzach bagulnik kwitnie’) — głoszą słowa znanej rosyjskiej pieśni. Pod ludową nazwą bagulnik kryje się kilka gatunków różaneczników rosnących na Syberii i Dalekim Wschodzie.

W połowie kwietnia 2016 roku wyruszyłem w drogę powrotną — znad brzegów Pacyfiku w kierunku Briańskiego Lasu. I przez pierwsze dni podróży, w rezerwacie „Kiedrowaja padʹ”, w najcieplejszym miejscu Dalekiego Wschodu, zachwycałem się pięknem kwitnących na wzgórzach różaneczników. A potem przez kolejne tygodnie, kierując się na północny zachód, w chłodniejsze miejsca Syberii, wciąż napotykałem budzącą się wiosnę. Zmieniały się rezerwaty i parki narodowe, zmieniały się widoki, zmieniały się gatunki różaneczników, ale w jakiś zadziwiający sposób zawsze trafiałem w epicentrum kwitnienia tych roślin…

Pierwsze spotkanie z różanecznikami w rezerwacie „Kiedrowaja padʹ” (ros. Кедровая падь). Podziękowania dla Diny Matiuchiny!

W Rezerwacie Łazowskim, Kraj Nadmorski.

W Rezerwacie Sichotealińskim, Kraj Nadmorski.

W Rezerwacie Zejskim, obwód amurski.

Wcześniej latałem nad Nierussą tylko we śnie…

Kilka miesięcy temu mój najmłodszy syn Makar kupił drona — miniaturowego „Mavica”. Kiedy się nim do woli wybawił, dronem zaczął latać starszy syn Andriej. A teraz — hura! — przyszła moja kolej. Puszczam drona prosto z trawnika przed domem, dlatego wszystkie zdjęcia zrobione zostały w promieniu dwóch kilometrów od mojego domostwa. Spójrzcie, w jakim cudownym miejscu mieszkam!
Zacząłem żałować, że nie miałem takiej zabawki podczas mojej wyprawy na Kamczatkę i z powrotem. Nic, tylko powtarzać ekspedycję!

Dzika przyroda Rosji w M.Video

Od dwóch tygodni we wszystkich sklepach M.Video (ros. М.Видео) w 165 miastach Rosji odbywają się cyfrowe wystawy fotograficzne poświęcone setnej rocznicy istnienia obszarów chronionych w Rosji. Wasz pokorny sługa jest autorem fotografii wyświetlanych przez pierwsze dziesięć minut każdej godziny na monitorach i ekranach znajdujących się w sklepie.

W otwarciu wystawy, które odbyło się w jednym z moskiewskich oddziałów na ulicy Krasnaja Priesnia, wziął udział szef Ministerstwa Zasobów Naturalnych i Ekologii Federacji Rosyjskiej Siergiej Donskoj.

Wystawa prezentowana jest od razu na 60 000 ekranach, co stanowi o jej unikalności. Zdjęcie powyżej i poniżej zostało zrobione parę dni temu w jednym ze sklepów M.Video w Briańsku.

Podziękowania dla M.Video! Podziękowania dla Fundacji „Krasiwyje dieti w krasiwom mirie”, bez której nie byłoby tej wirtualnej wystawy!
Dodam, że nie jest to jedyny projekt wystawowy wspomnianej fundacji. W tej chwili w moskiewskich parkach odbywają się nie wirtualne, ale całkowicie realne wystawy fotograficzne poświęcone rezerwatom i parkom narodowym Rosji. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Zapisz

Olbrzymka z tajgi Dalekiego Wschodu

Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem topolę Maksymowicza w Kraju Nadmorskim, w Sichotealińskim Rezerwacie Biosfery. Drzewo poraziło mnie swoimi rozmiarami. Średnica jego pnia na wysokości klatki piersiowej człowieka może sięgać dwóch metrów. Abyście mogli lepiej uzmysłowić sobie wielkość topoli Maksymowicza, dodam, że w jej dziuplach lubią urządzać sobie gawry niedźwiedzie himalajskie.
Topola Maksymowicza została nazwana na cześć rosyjskiego badacza Dalekiego Wschodu, botanika Carla Maximowicza.

Liczne dziuple i szczeliny w pniu topoli są domem dla mieszkańców tajgi.

Kora topoli Maksymowicza.

Martwa topola, powalona przez starość, staje się substratem dla nowego życia.

Zapisz

Nęcące drogi…

Kilka lat temu przyszło mi czekać na lotną pogodę w odległej osadzie strażników Rezerwatu Kronockiego. Nie mogłem się zbyt daleko zapuszczać, ponieważ helikopter mógł przylecieć po mnie w każdej chwili. Na strychu strażniczej chatki stały skrzynie z zakurzonymi książkami, które pomogły mi przeczekać niepogodę. Jedną z książek — „Przewodnik po psychiatrii” — przeczytałem od deski do deski. W książce tej znalazłem opis swojej choroby. Poriomanii, zwanej też dromomanią. Czyli nieprzepartego popędu do podróży. Później jednak profesjonalny psychiatra rozczarował mnie. Okazało się, że o prawdziwej dromomanii można mówić, kiedy człowiek zupełnie się nie kontroluje: ląduje w innym mieście i zupełnie nie pamięta, jak się tam znalazł. Ale skoro jest taka choroba, to muszą być i stany pograniczne, kiedy człowieka nic nie może powstrzymać, jednak cały czas panuje on nad sytuacją. I jeśli dla takiego człowieka nadeszła pora, by wyruszyć w podróż, to on wyruszy. I nie ma znaczenia, jak tego dokona.

Kiedy wybierałem fotografie do książki opowiadającej o mojej wyprawie śladami rosyjskich rezerwatów, przygotowałem zestaw zdjęć przedstawiających drogi, które miałem okazję przemierzyć w ciągu tych czterech ekspedycyjnych sezonów. Do książki trafi zaledwie kilka z tych zdjęć, a resztę pokażę tutaj. Jeśli w jakiś sposób poruszą was te fotografie, będzie to oznaczać, że też jesteście nosicielami wirusa dromomanii :)

Górne zdjęcie jest pierwszym, jakie zrobiłem podczas wyprawy. Zrobiłem je prosto z kabiny swojej ciężarówki 11 kwietnia 2013 roku, po kilku minutach od wyjazdu ze wsi Czuchraje.

A to zdjęcie zrobiłem ponad rok później, latem 2014 roku na Kamczatce, na mierzei pomiędzy Morzem Ochockim i rzeką Opałą. Droga ta prowadzi na południe Kamczatki, w kierunku rzeki Oziornaja, wypływającej z Jeziora Kurylskiego. Jezioro to było najdalszym punktem mojej wyprawy.

Droga patrolowa w dąbrowach Rezerwatu Łazowskiego (Kraj Nadmorski).

A tą oto drogą pokonałem pasmo górskie Sichote-Aliń, jadąc z Rezerwatu Sichotealińskiego w kierunku Chabarowska.

Kiedy wjeżdżałem z obwodu archangielskiego do pierwszego karelskiego miasteczka Pudoż, dogonili mnie na sygnale policjanci z drogówki i wlepili mi mandat za brudną rejestrację. Musiałem zapłacić 250 rubli. Był to jedyny mandat, jaki dostałem w ciągu czterech lat wyprawy, w trasie liczącej ponad 60 tysięcy kilometrów.

Pogodny ranek gdzieś nieopodal Krasnojarska.

Jesień w Kienozierskim Parku Narodowym, obwód archangielski, rejon kargopolski. Droga ta ciągnie się wzdłuż wierzchowiny zalesionej grzędy morenowej, stanowiącej dział wodny między zlewiskiem Morza Białego i Morza Bałtyckiego.

Karelia, jesień 2016 roku, ostatni miesiąc ekspedycji.

Droga patrolowa w Rezerwacie „Czarne Ziemie” w Kałmucji.

Kolejna droga patrolowa, ale tym razem w Rezerwacie Orenburskim, sektor „Step Burtiński”.

Kraj Ałtajski. Tą drogą przeprawiałem się do Rezerwatu Tigirieckiego.

2013 rok. Droga na wyspie Olchon nad Bajkałem. Wyspa ta jest skupiskiem wszelkich problemów, jakie zrodził rozkwit turystyki zmotoryzowanej. Życzmy sił moim kolegom z Nadbajkalskiego Parku Narodowego i miejscowym władzom w działaniach na rzecz ekologizacji turystyki w tym wspaniałym miejscu.

Listopad 2013 roku. Pierwsze kilometry mojej ciężarówki na Kamczatce.

Trasa „Amur” gdzieś między Czytą i Birobidżanem.

Droga przez Step Agiński prowadząca do Rezerwatu Daurskiego.

Kraj Nadmorski. Droga ta prowadzi przez terytorium Rezerwatu Sichotealińskiego do miejscowości Terniej. W ciągu godziny jazdy tą drogą zobaczyłem więcej zwierząt niż w czasie całej jazdy przez ogromną Syberię. W górnej części zdjęcia, po prawej stronie drogi widoczna jest wieżyczka, z której strażnicy rezerwatu przez całą dobę kontrolują okolice.

Droga do osady strażników w Rezerwacie Sichotealińskim, prowadząca przez dalekowschodnią tajgę.

Między Ułan-Ude i Czytą. Latem jedzie się w dymie z leśnych pożarów.

Kraj Ałtajski. Okolice Rezerwatu Tigirieckiego.

Na zakończenie: najpiękniejsza droga w Rosji. Trakt Czujski w Górnym Ałtaju.

Zapisz

Zapisz

Zapisz