ochrona przyrody

Jak nazwać projekt?

W zeszłym roku opowiadałem, że w najbliższych latach chciałbym się skupić na fotografowaniu resztek rosyjskich starodrzewów, aby zwrócić uwagę ogółu na potrzebę ich ochrony. Projekt jest ambitny i wymaga niemałych środków na jego realizację. Wszystko niby się układa, pierwsze kroki w tym temacie za mną, niedługo pojawi się samochód ekspedycyjny, zgłosiły się organizacje zajmujące się ochroną przyrody, które gotowe są wesprzeć moją pracę. Ale brakuje jednej rzeczy: nazwy projektu i jego logo. Moja ostatnia ekspedycja poświęcona była stuleciu istnienia rezerwatów i nazywała się „Сто заповедных лет” (‘Sto lat rezerwatów’). Tak nazywały się też wystawy fotograficzne podsumowujące rezultaty wyprawy i taki też tytuł nosi poświęcona jej książka. Od tygodni głowię się nad nazwą nowej wyprawy, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Dlatego liczę na inteligencję zbiorową. O koncepcji wyprawy opowiedziałem tutaj.

Na zdjęciu: stara lipa w Soczijskim Parku Narodowym; aby ją objąć, potrzeba siedmiu osób.

Reklamy

Nowe doniesienia w sprawie Jeziora Kronockiego

Na zdjęciu: meandry rzeki Listwiennicznaja nieopodal jej ujścia do Jeziora Kronockiego.
Tutaj trwa zbiórka podpisów pod petycją w sprawie ochrony Jeziora Kronockiego. Mamy już ponad 14 tys. podpisów!

Dasza wraca do domu!

Dobra wiadomość: kierowniczka działu naukowego Daria Paniczewa została wypuszczona z chabarowskiego aresztu i wraca na Kamczatkę, do syna! Na razie jednak przebywać będzie w areszcie domowym. Podziękowania dla wszystkich, którzy wspierają Darię!!!

Wciąż zbieramy podpisy pod petycją! Jestem przekonany, że się przydadzą! Absurdalnych zarzutów wobec Darii nie oddalono. Nikt też nie dał gwarancji, że Jezioro Kronockie pozostanie nienaruszone.

Petycję podpisać można tutaj.

„Oligarchów u nas wielu, a Jezioro Kronockie jest tylko jedno…”

Jezioro Kronockie nie jest dla mnie czymś abstrakcyjnym. Spędziłem nad jego brzegami nie jeden miesiąc, pracując jako strażnik rezerwatu. Znam każdy zakątek tego największego słodkowodnego zbiornika Kamczatki. Nad wypływającą z niego rzeką Kronocką mieszkałem w latach 2010-2011 przez ponad rok, nie wyjeżdżając ani razu w miejsca bardziej cywilizowane. Przez cały ten okres codziennie publikowałem wpisy na blogu — wielu z was pewnie dobrze to pamięta. O tym szczęśliwym roku w moim życiu opowiedziałem w książce Moi kamczaccy sąsiedzi (ros. Мои камчатские соседи), która stała się bestsellerem i doczekała się pięciu wydań. Moi sąsiedzi: lisy Alisa, Kazik, Złodziej Złodziejewicz, niedźwiedzie Szkaf Komodycz, Suziemka, Robinson stali się bliscy wielu czytelnikom. I teraz temu rajskiemu zakątkowi grozi realne niebezpieczeństwo.

Jezioro Kronockie znajduje się pośrodku Kronockiego Rezerwatu Biosfery, wpisanego na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Cóż by tu mogło zagrozić jezioru? Odpowiedź jest znana: bezgraniczna ludzka chciwość — o czym przeczytać można tutaj (po rosyjsku).

Obowiązujące prawo jest zdecydowanie po stronie rezerwatu, ale ludzie, którzy stoją za projektem pozyskiwania ryb z jeziora, są w stanie zmienić prawo lub je zignorować. Takie przypadki w historii współczesnej Rosji już się zdarzały, przywołać tu można chociażby budowę zbiornika na rzece Biełaja, który zmienił krajobraz Baszkirskiego Parku Narodowego.

Gdy tylko załoga rezerwatu zaczęła przeciwstawiać się szaleństwu oligarchów, aktywizowały się kamczackie siłowiki, stając naturalnie po tej stronie, gdzie są wielkie pieniędze. Dobrze to znam: i ja, i moi bliscy, i moi znajomi doświadczaliśmy podobnej presji, gdy w 2007 roku rozpoczynaliśmy walkę ze zorganizowanym kłusownictwem w Zakazniku Południowokamczackim. Wtedy siły dobra zwyciężyły. Teraz schemat działań jest taki sam, ale użyte środki bardziej bezwzględne. Wczoraj aresztowano i przewieziono do Chabarowska kierowniczkę działu naukowego Darię Paniczewą — organizatorkę badań naukowych pokazujących zgubny dla przyrody i nieopłacalny pod względem ekonomicznym charakter wspomnianego projektu. Przedstawiono jej absurdalny zarzut popełnienia przestępstwa gospodarczego. Daria samotnie wychowuje niepełnoletniego syna. Dziecko jest teraz u jej przyjaciół, ale schemat działań siłowików jest znany: spróbują zaangażować organy opieki społecznej. Wcześniej u niemal wszystkich zastępców dyrektora rezerwatu odbyły się przeszukania.

Ani Jeziora Kronockiego, ani Rezerwatu Kronockiego, ani Darii Paniczewej nie oddamy na pastwę ludzi, przez których trzeszczy i jęczy Rosja. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy; przecież jest nas tak wielu — tych, dla których dzika przyroda Kamczatki to nie puste słowa! Pokażmy to!

Na początek podpisujemy petycję tutaj!

Nie dajcie się, moi kamczaccy koledzy i przyjaciele! Nie daj się, Dario Michajłowna! Sił wszystkim!

Jezioro Kronockie to biegun zimna rezerwatu. Zimą nie są tu niczym niezwykłym czterdziestostopniowe mrozy, a grubość lodu pokrywającego jezioro może sięgać jednego metra.

Jedyne miejsce, które nigdy nie zamarza, to ujście rzeki Kronockiej. Tutaj zaczyna ona swój trzydziestokilometrowy bieg ku Pacyfiku.

Jezioro latem.

W tafli jeziora odbija się regularny stożek Kronockiej Sopki.

Wulkan Unana w porannym świetle.

Wieczorne sylwetki Gór Wałagińskich.

Dlaczego fotograf przyrody nie powinien zapominać o dziecięcych marzeniach?

26 stycznia na moskiewskim festiwalu „Pierwotna Rosja” wezmę udział w dwóch wydarzeniach.

O godz. 15 w sali kinowo-koncertowej Centralnego Domu Artystów (ros. Центральный Дом Художника) odbędzie się pokaz specjalny filmu „Niedźwiedzie Kamczatki. Początek życia”. Po seansie zaplanowane jest spotkanie z bohaterami twórcami filmu. W tak dużym gronie jak 26 stycznia bardzo rzadko udaje się nam spotkać. Film otrzymał do tej pory 22 nagrody na krajowych i zagranicznych festiwalach filmowych, uznany został także za najlepszy projekt medialny 2018 roku.

Po wspomnianym spotkaniu, o godz. 17, opowiem o tym, jak ważne dla fotografa dzikiej przyrody są dziecięce marzenia i jak przekuwa się najskrytsze marzenia w twórcze działania. Jednym z moich wcielonych w życie marzeń jest czteroletnia ekspedycja fotograficzna wzdłuż i wszerz Rosji, poświęcona setnej rocznicy istnienia rosyjskich rezerwatów przyrody. Wystąpieniu towarzyszyć będzie prezentacja mojej nowej książki, opowiadającej o wspomnianej ekspedycji. Książka nosi tytuł „Сто заповедных лет. Фотоистория большого путешествия” (‘Sto lat rezerwatów. Historia wielkiej podróży’).

Książka dostępna jest już w dużych księgarniach stacjonarnych i księgarniach internetowych (rosyjskich). Będzie ją można także nabyć na festiwalowym stoisku z książkami. Na życzenie opatrzę ją swoim autografem lub imienną dedykacją.

Do zobaczenia wkrótce!

W. B. Stiepanicki: „Dlaczego odszedłem z Ministerstwa Przyrody Rosji”

W kwestii obszarów chronionych nie wszystko wygląda tak kolorowo…

Z jednej strony rosyjskie rezerwaty i parki narodowe to wspaniała dzika przyroda. To świetne i skuteczne projekty jej ochrony (wystarczy wspomnieć ocalenie od zagłady niemalże całkowicie wytępionego sobola i bobra europejskiego w czasach, gdy powstawały w Rosji pierwsze obszary chronione, albo odbudowę dzikiej populacji żubra europejskiego w obecnych czasach). To zadziwiający entuzjazm dla spraw ochrony przyrody zarówno sto lat temu, jak i dziś. Ale z drugiej strony te nasze sukcesy w dziedzinie ochrony przyrody są często rezultatem nadmiernej eksploatacji wspomnianego entuzjazmu, a nie prawidłowo funkcjonującej struktury organizacyjnej.

Podczas mojej czteroletniej ekspedycji poświęconej stuleciu istnienia rosyjskich obszarów chronionych, której trasa biegła z Lasu Briańskiego na Kamczatkę i z powrotem, dziesiątki razy zadawałem swoim kolegom jedno i to samo pytanie: co jest ich zdaniem głównym problemem. I dostawałem jedną i tę samą odpowiedź, tylko różnie sformułowaną: główna bolączka to słabe zarządzanie federalnymi obszarami chronionej przyrody.

Rosja liczy 103 rezerwaty państwowe, 50 parków narodowych, 59 zakazników federalnych, w których pracuje około 10 000 osób. To znaczy istnieje gałąź gospodarki, którą trzeba zarządzać. Zajmuje się tym Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Ekologii Federacji Rosyjskiej (po rosyjsku Ministierstwo prirodnych riesursow i ekołogii, w skrócie: Minprirody) — ogromny resort, który odpowiada za użytkowanie przyrody, użytkowanie surowców mineralnych (zauważcie, że na oficjalnym herbie tegoż ministerstwa widnieje wieża wiertnicza wsparta swoimi nóżkami na ciele Rosji), gospodarkę leśną, gospodarkę wodną, monitoring środowiska, ochronę flory i fauny, ochronę rzadkich gatunków, gospodarkę łowiecką. Gdzieś w tym zagubiły się rezerwaty i parki narodowe. Oddzielna struktura, oddzielny organ odpowiedzialny za federalne obszary chronione nie istnieje. W trzewiach Departamentu Polityki Państwowej i Regulacji w Zakresie Środowiska Przyrodniczego było kilku specjalistów cieszących się najwyższym autorytetem w naszych kręgach, którzy robili, co mogli, aby podtrzymać przy życiu rosyjskie obszary chronione. Jednak w jubileuszowym roku stulecia istnienia obszarów chronionych nie zdołali utrzymać frontu…

Link do artykułu (w języku rosyjskim) Wsiewołoda Stiepanickiego „Dlaczego odszedłem z Ministerstwa Przyrody Rosji”.

Blog Wsiewołoda Stiepanickiego

Zdjęcie ilustrujące wpis Wsiewołoda Stiepanickiego poświęcony zmaganiom dyrektora rezerwatu „Kałużskije zasieki” Siergieja Fiedosiejewa (pierwszy z prawej).

W przeszłości wiele razy prezentowałem swoim czytelnikom blogerów poruszających tematykę rezerwatów i parków narodowych. Dziś chciałbym przedstawić wam nowego. Nowego w przestrzeni blogowej, ale nie w naszej profesji. Wsiewołod Stiepanicki v_stepanitskiy od ćwierćwiecza przewodzi działaniom na rzecz obszarów chronionych w Rosji. Na przestrzeni tych lat różnie nazywały się stanowiska, które zajmował, ale nie zmieniało to istoty rzeczy: Wsiewołod Stiepanicki pozostawał nieprzerwanie uznanym liderem w swojej dziedzinie, i pozostaje nim nadal. Nikt nie zna lepiej niż on bieżącej sytuacji w systemie obszarów chronionych, nikt nie zna lepiej niż on ludzi pracujących na rzecz obszarów chronionych i jestem przekonany, że nikt lepiej niż on nie może opowiedzieć „od środka” o rosyjskich obszarach chronionych. Zachęcam znających język rosyjski do śledzenia bloga Wsiewołoda Stiepanickiego!