Pacyfik

Z powrotem na Kamczatce i na blogu

838012_original

Od ponad tygodnia jestem na Kamczatce. Przez pierwsze dni szwendałem się po Rezerwacie Kronockim, eskortując turystów, a teraz mieszkam w Zakazniku Południowokamczackim, nad Jeziorem Kurylskim, na przylądku Trawianoj. Tutejszy internet ledwie ciągnie, ale mam nadzieję, że na potrzeby bloga wystarczy. A poniżej krótka fotorelacja z Rezerwatu Kronockiego.

838195_originalWybuch gejzeru Bolszoj.

838629_original
Wieczór w Dolinie Gejzerów.

839367_original
W kalderze wulkanu Uzon.

839460_original
Okolice Jeziora Kronockiego.

839743_original
Wal szary w Zatoce Kronockiej na tle Kronockiej Sopki.

839077_original
Niedźwiedź nad brzegiem Oceanu Spokojnego, nieopodal ujścia rzeki Kronockiej.

Reklamy

Dalekie góry

505816_original

Czasami na Kamczatce powietrze jest tak zadziwiająco przejrzyste, że można zobaczyć ziemie oddalone o setki albo i więcej kilometrów od półwyspu. Jesienią 2007 roku mieszkałem w Rezerwacie Kronockim, w chatce położonej nieopodal ujścia rzeki Tichaja (ros. Тихая). Parę razy na południowym wschodzie ukazywał się taki oto ląd. Zdjęcie zostało zrobione długim obiektywem 500 mm. Do tej pory zgaduję jedynie, co takiego wtedy sfotografowałem…

Stary niedźwiedź mocno śpi…

0019xsbb

Objadają się niedźwiedzie gorbuszami, mniej się włóczą, a więcej śpią. Dziś podszedłem blisko do jednego takiego chłopiska śpiącego mocno na piasku przy wtórze szumu oceanu. Długo się zastanawiałem, czy niedźwiedź żyje, czy też jest martwy, dopóki ten nie zmienił pozycji we śnie. I wtedy przypomniała mi się opowieść zoologa Władimira Mosołowa, zastępcy dyrektora ds. nauki w rezerwacie: „Szedłem kiedyś brzegiem oceanu i zobaczyłem, że w strefie przypływu leży niedźwiedź. Obejrzałem go dokładnie przez lornetkę i zorientowałem się, że zwierzę jest martwe. Podszedłem, zrobiłem pomiary, żadnych widocznych śladów na ciele nie znalazłem. Poszedłem dalej. Widzę, że kilkaset metrów dalej w strefie przypływu leży kolejny niedźwiedź. Dwa trupy z rzędu — to już anomalia. Czyżby jakaś epidemia — pomyślałem. Podchodzę do niedźwiedzia, już zamierzałem go obrócić, a on nagle sam podnosi głowę. Poczułem, jak krew odpływa mi od mózgu… Ale miałem szczęście: szumiał ocean, wiatr wiał w moją stronę. Niedźwiedź najprawdopodobniej po prostu mnie nie wyczuł i z powrotem zwalił głowę na piasek…”.