turystyka

Nad rzeką Kambalną

776454_original

W odległości czterech kilometrów od mojej chatki w dół rzeki Kambalnej znajduje się jeszcze jeden mało znany obiekt infrastruktury Zakaznika Południowokamczackiego. Tak wygląda ów obiekt teraz: zasypane śniegiem po dach domki modułowe, dostarczone tu przez wiatr na linie podwieszonej do śmigłowca. A poniżej widać, jak wyglądały one zeszłego lata.

776760_original

Obiekt składa się z dwóch modułów mieszkalnych i salonu jadalnego. Może tu mieszkać całkiem wygodnie dziesięć osób i obserwować niedźwiedzie prosto z ganku lub przez okna. Z początkiem lipca w rzece Kambalnej pojawiają się zmierzające na tarło nerki, a nad jej brzegi napływa niezliczony tłum niedźwiedzi. Niedźwiedzi, które nieszczególnie boją się człowieka. Są to te same osobniki, które przyzwyczajone są do widoku całkowicie niegroźnych dla nich turystów, przyjeżdżających co roku nad Jezioro Kurylskie. W lipcu we wspomnianym jeziorze i jego dopływach panuje wysoki poziom wody, co utrudnia niedźwiedziom łowienie ryb. Natomiast rzeka Kambalna jest uboga w wodę i płytka — wprost idealna do połowu. I dlatego misie przenoszą się tutaj na pierwszą w sezonie rybną ucztę. Z pewnością widzieliście fotografie Siergieja Gorszkowa i Nikołaja Zinowjewa z siedzącym na kamieniach pośrodku rzeczki zbiorowiskiem 15-20 misiów. Zdjęcia zostały zrobione tutaj, na płyciznach Kambalnej!

777126_original

Reklamy

Mutnowska Sopka

701065_original

Spędziłem kilka dni w masywie wulkanu Mutnowska Sopka, znajdującym się w Parku Przyrodniczym „Wulkany Kamczatki”. Nocowałem nieopodal tego kanionu. Rzeczka tworząca 80-metrowy wodospad wypływa spod lodowca położonego w kraterze wulkanu.

703047_originalŚnieżnik przed zejściem do krateru.

701205_original701669_original701865_originalMutnowska Sopka to jeden z najbardziej dostępnych wulkanów Kamczatki, dlatego prawie zawsze można tu spotkać turystów. Z Pietropawłowska Kamczackiego do krateru wulkanu jest około 100 km. Najpierw jedzie się drogą asfaltową z osiedla Termalnyj (ros. Термальный), potem — rozjeżdżonymi górskimi żwirowymi serpentynami na przełęcz Wiluczinskij pieriewał (ros. Вилючинский перевал), za którą na wysokości mniej więcej 1000 m zaczyna się płaskowyż wulkaniczny. Ostatni — najtrudniejszy — piętnastokilometrowy odcinek drogi, prowadzący przez pola pokryte śniegiem, zastygłą lawą i kamieniami, dostępny jest jedynie dla samochodów terenowych. A w samym kraterze można się poruszać tylko na piechotę.

702074_originalObóz turystyczny nieopodal krateru. Podstawowym środkiem transportu są tu tzw. wachtowki (specjalne autobusy z napędem na cztery koła służące do przewozu ludzi w trudnych warunkach terenowych), zbudowane na podwoziu ciężarówek Ural albo Kamaz.

702391_originalMój dom na czterech kółkach wdrapał się na płaskowyż wulkaniczny.

702669_originalNa tle wulkanu Opała (ros. Опала).

702805_originalZjazd z wulkanu po topniejącym śniegu.

W rezerwacie „Stołby”

584162_original

Opuściłem rezerwat „Stołby”, dziś nocuję w Krasnojarsku, a jutro wyruszam do Chakasji.

„Stołby” (ros. Столбы ‘słupy’, ‘filary’) — to zadziwiające miejsce. Zadziwia nie tylko sama przyroda, nie tylko słynne skalne ostańce, górujące nad tajgą, ale także stosunek mieszkańców miasta do rezerwatu. Fenomen tzw. stołbizmu (ros. столбизм). To właśnie stołbiści (ros. столбисты), wśród których było i jest niemało wpływowych ludzi, wystąpili prawie 90 lat temu z inicjatywą utworzenia rezerwatu, to właśnie oni wspierali go w trudnych czasach, wspierają go i dzisiaj. Kultura stołbizmu kształtowała się przez półtora wieku. Stołbizm to nie tylko wspinaczka skalna bez asekuracji, to także pełen troskliwości stosunek do przyrody, do skał. Jeśli naruszysz panujące tu zasady, na przykład spróbujesz wcisnąć w szczelinę skalną śmieci, zamiast znieść je do najbliższego kosza, pierwszą osobą, która stanie ci na drodze, będzie nie strażnik rezerwatu, lecz stołbista. Stołbista porozmawia z tobą, albo sam wyciągnie śmieci ze szczeliny i zabierze ze sobą — taki przypadek widziałem na własne oczy…

Zadziwił mnie też stosunek doświadczonych stołbistów do początkujących wspinaczy — takich jak ja! Zupełnie obcy ludzie niejednokrotnie zmieniali swoje plany, by pokazać mi sprytne przejścia na wierzchołki skał. Podziękowania dla wspinaczkowego wirtuoza Artema, który przedwczoraj późnym wieczorem pomógł mi zejść z masywu Stołb Pierwszy (ros. Первый Столб) po przejściu silnej ulewy, kiedy już zdążyłem się pogodzić z tym, że będę musiał w mokrym ubraniu spędzić całą noc na śliskich skałach!

Dla swobodnego ruchu turystycznego udostępniono Stołby Centralne (ros. Центральные Столбы), położone nieopodal miasta i zajmujące zaledwie 4% powierzchni rezerwatu. Odwiedza je 250 tysięcy turystów rocznie. W żadnym innym rezerwacie i parku narodowym Rosji nie widziałem tak mądrze, pięknie i solidnie wytyczonych ścieżek dydaktycznych, tak dostępnej informacji o przyrodzie rezerwatu, tak solidnej infrastruktury. Krótko mówiąc: udał się mieszkańcom Krasnojarska rezerwat, a rezerwatowi udali się mieszkańcy Krasnojarska :)

584555_original 584776_original585011_original585606_original 585756_original 586168_original 586539_original586270_original584330_original

Rezerwat „Szulgan-Tasz”. Jaskinia Kapowa

576012_original

W historii rosyjskich obszarów chronionej przyrody znane są przypadki, kiedy odkrywano unikalne na skalę światową obiekty na terenach już istniejących rezerwatów. W pierwszej połowie ubiegłego wieku tworzono rezerwaty zazwyczaj w celu chronienia jakiegoś gatunku zwierząt. Na przykład Rezerwat Kronocki powstał w 1934 roku, aby ocalić przed wyginięciem populację sobola, kamczacka Dolina Gejzerów zaś została odkryta przez pracownika Rezerwatu Kronockiego Tatianę Ustinową siedem lat po utworzeniu rezerwatu, w 1941 roku.

Podobna sytuacja zdarzyła się w przypadku Rezerwatu „Szulgan-Tasz” (ros. Шульган-Таш). Utworzono go przede wszystkim z myślą o ochronie dzikiej burziańskiej pszczoły (o niej opowiem oddzielnie). W 1959 roku, w drugim roku istnienia rezerwatu, zoolog Aleksandr Władimirowicz Riumin odkrył na ścianach Jaskini Kapowej (ros. Капова пещера) rysunki naskalne z epoki paleolitu. Przy czym nie było to przypadkowe odkrycie, lecz świadome poszukiwanie miejsc, które miały potwierdzić przypuszczenia badacza, że na południu Uralu, dokąd nie dochodziły lodowce, powinny zachować się ślady bytowania ludzi pierwotnych.

Jaskinia Kapowa znajduje się na brzegu rzeki Biełaja w rejonie burziańskim Baszkirii. Jaskinia ciągnie się przez około 3 kilometry, a wyżłobiła ją podziemna rzeczka Szulgan. Na brzegach rzeki Biełaja istnieje wiele innych pieczar, ale to właśnie Jaskinia Kapowa była używana przez ludzi pierwotnych jako miejsce obrzędów. Odkryto w niej malowidła naskalne pochodzące z czasów późnego paleolitu. Jest to najstarsza galeria Europy Wschodniej, wiek rysunków określa się na 17-18 tysięcy lat! Podobne jaskinie istnieją tylko w Europie Zachodniej — we Francji i w Hiszpanii. Na ścianach Jaskini Kapowej widnieją namalowane czerwoną ochrą mamuty, konie, żubry, jelenie, nosorożce — zwierzęta, które żyły w sąsiedztwie lodowców w tamtej surowej, zimnej epoce.

576311_original576699_original 577041_original577760_originalMalowidła naskalne mocno ucierpiały w wyniku upływu czasu, a także na skutek wandalizmu ludzi, dlatego jaskinia dostępna jest tylko dla zorganizowanych wycieczek, przy czym wejść można tylko do jej najbliższej części, przylegającej do groty Portał (ros. Портал), i podziwiać jedynie kopie niektórych pierwotnych rysunków, znajdujących się w trudno dostępnych czeluściach jaskini.

577827_original
Potok Szulgan, wypływający z jeziora Gołuboje, przy wejściu do jaskini.

Tam na nieznanych ścieżkach ślady niezwykłych zwierząt…

356891_original

Uważni czytelnicy zauważyli na wczorajszym zdjęciu kaldery wulkanu Uzon, zrobionym z pokładu helikoptera, szare pasy i wysunęli hipotezę, że są to albo asfaltowe drogi, albo specjalne ścieżki dla turystów. Na szczęście nie są to drogi dla pojazdów, lecz — istotnie — turystyczne drewniane ścieżki. Nie mają racji ci, którzy twierdzili, że zrobione są one z myślą o chronieniu obuwia turystów. Takie ścieżki układa się tam, gdzie gleby tundry lub grzęzawisk są szczególnie narażone na zniszczenie. W szczególnym stopniu dotyczy to Doliny Gejzerów i kaldery Uzona — słynnych na cały świat atrakcji przyrodniczych. Odwiedzający nie powinni schodzić z wyznaczonych drewnianych ścieżek.

Budowa takich kładek i utrzymanie ich w należytym stanie to kłopotliwe i kosztowne zajęcie, gdyż każdą deskę trzeba przywozić na miejsce helikopterem. Z wygodnych ścieżek chętnie korzystają nie tylko turyści, ale i stali mieszkańcy rezerwatu.

Bear tourist 357431_original Crooked trail

Kraina, którą trzeba odwiedzić!

Autumn channel

Po raz pierwszy trafiłem do Kienozierskiego Parku Narodowego (ros. Кенозерский национальный парк ) niemalże przez przypadek. Jakieś dziesięć lat temu pojechałem swoim domem na czterech kółkach — GAZ-em 66 — na wyprawę do Karelii, nad Wodłoziero (ros. Водлозеро). Trzeci wieczór podróży zastał mnie na starym trakcie z archangielskiego miasta Kargopol do karelskiego miasta Pudoż. Nad jezioro Wodłoziero zostały zaledwie cztery godziny drogi, ale w związku z tym, że nadciągała już noc, otworzyłem atlas drogowy, aby znaleźć miejsce na nocleg. Okazało się, że stoję praktycznie na granicy Kienozierskiego Parku Narodowego. Po kilku minutach byłem już nad brzegiem jeziora Lokszmoziero (ros. Лёкшмозеро) w starej wsi Orłowo. Skrząca się ogromna tafla wieczornego jeziora, szczyty starych jodeł na jego brzegach, niezwykłe dla mnie północne wiejskie domostwa, pierwsza w moim życiu biała noc — wszystko to oczarowało mnie…

Muszę przyznać, że nad jezioro Wodłoziero do tej pory nie trafiłem, czego oczywiście żałuję. Ale odkryłem dla siebie kienozierską krainę lasów i jezior, gdzie w drugiej połowie XIX wieku spisano 83 tradycyjne ruskie opowieści epickie, zwane bylinami (i gdzie do tej pory żyją starcy, którzy znają na pamięć przekazane im ustnie przez babcie i dziadków fragmenty bylin o Ilji Muromcu i Słowiku-Rozbójniku…).

Kienozierski Park Narodowy położony jest na granicy rejonu kargopolskiego i pliesieckiego, w południowo-zachodniej części obwodu archangielskiego. Park liczy około 300 jezior, spośród których swoją wielkością wyróżniają się dwa: Kienoziero (ros. Кенозеро) o powierzchni 90 km2 i Lokszmoziero (ros. Лекшмозеро) o powierzchni 54 km2. Od dawien dawna tereny te zamieszkują ludzie. Kienoziero wygląda na znacznie mniejsze, niż jest w istocie. Jego lustro rozdrobnione jest dziesiątkami dużych i małych wysp, półwyspów, zatok. Natomiast mniejsze od niego Lokszmoziero sprawia wrażenie morza — przeciwległy niski brzeg jest ledwie widoczny, i to w pogodny dzień.

Słowianie, którzy zjawili się w tych stronach niemal tysiąc lat temu, napotkali tu Skandynawów  i Czudź — ugrofińskie plemiona. Pierwszą drogą nowogrodczan nad Morze Białe był tzw. Kienskij wołok (ros. Кенский волок), łączący baseny Morza Bałtyckiego i Morza Białego. Słowianie przynieśli ze sobą znajomość uprawy ziemi i to właśnie rozwój rolnictwa ukształtował znane nam dzisiaj oblicze krainy: przytulne wioski nad wodami, pola i łąki ze stogami siana na pagórkowatych brzegach, ciemnozielone sylwetki „świętych” gajów, pamiętające czasy pogaństwa, cyple porośnięte drzewami iglastymi, stare krzyże na rozstajach dróg… I wspaniałe kienozierskie czasownie…

St. Nikola in winter

Nikolska czasownia (pocz. XIX w.) w miejscowości Wierszynino.

W odróżnieniu od cerkwi w czasowniach nie ma ołtarza, dlatego nie można w nich sprawować liturgii. Czasownia służy do czytania tzw. „czasów” — psalmów i modlitw przeznaczonych na określoną porę dnia (czas to po rosyjsku ‘godzina’). Czasownię może zbudować każdy, kto ma na to środki — nie jest potrzebna do tego zgoda biskupa, jak w przypadku budowy cerkwi. Większość z zachowanych kienozierskich czasowni została zbudowana w XVIII i XIX wieku „na życzenie miejscowej ludności”. Tak też się dzieje i w naszych czasach. Całkiem niedawno wzniesiono czasownię we wsi Myza. Nigdzie w Rosji nie spotkamy takiej koncentracji i różnorodności czasowni, jak w kienozierskiej krainie. Do czasów dzisiejszych zachowało się 35 zabytkowych czasowni, a było ich 65!

Czasownie nigdy nie przestały być żywymi duchowymi ośrodkami kienozierskich wsi, co pozwoliło im przetrwać wstrząsy XX wieku. Tutejsi mieszkańcy w tajemnicy zmieniali przegniłe dachy, przechowywali utensylia. W latach 70. najbardziej cenne zabytki drewnianej architektury zaczęto wywozić helikopterem do muzeum Małe Korieły pod Archangielskiem. Dla czasowni oznaczało to zgubę — wyrywano je z tego krajobrazu, w którym stworzyli je artyści, zabierano je ludziom, którym służyły, „świętym” drzewom, w których otoczeniu stały od wieków. Zrobiono z nich eksponaty muzealne.

Mieszkańcom wsi Zichnowo udało się uratować przed muzealnikami wspaniałą czasownię Joanna Bogosłowa (św. Jana Ewangelisty): „Już nawet helikopter przyleciał, spuścił liny, ale odbiliśmy czasownię!”. W latach 1998-1999 czasownia została pieczołowicie odrestaurowana przez park. Ostatni mieszkaniec wsi Mamonow ostrow, stuletni Nikołaj Filippowicz Nożkin, przez czterdzieści lat opiekujący się czasownią proroka Eliasza, nie chciał jej oddać ludziom, którzy po nią przyjechali. Czasownię jednak zabrano, a on niedługo po jej stracie zmarł. Teraz jego córka, Piełagieja Nikołajewna Nożkina, opiekuje się Nikolską czasownią w Wierszyninie.

0002ybyb

Piełagieja Nikołajewna Nożkina.

Okazuje się, że władze walczyły z czasowniami nie tylko w czasach Związku Radzieckiego. Za panowania Piotra I, w 1707 roku ukazał się dekret „O likwidacji drewnianych czasowni i zakazie ich ponownej budowy”. Natomiast rozporządzenie synodu z 1722 roku nakazywało bezzwłocznie rozebrać wszystkie tego typu budowle. Jednak na dalekiej północy nie spieszono się z ślepym wypełnianiem odgórnych nakazów.

Vershinino white nights

Wierszynino podczas białych nocy.

Wierszynino to „stolica” kienozierskiej krainy. Nad wsią góruje Nikolska czasownia (św. Mikołaja). Bryła budowli, wzniesionej rękoma starych mistrzów, jest tak doskonała, jej dach tak gwałtownie wznosi się ku północnemu niebu, że mimowolnie zdejmuje się przed nią czapkę i przez długie godziny nie można od niej oderwać oczu, obchodząc ją wielokrotnie z każdej strony. Kiedy staram się zrozumieć, dlaczego tak mnie przyciąga ta kienozierska kraina, to uświadamiam sobie, że jedną z głównych przyczyn jest nieskazitelne piękno Nikolskiej czasowni. Ona emanuje swoją doskonałością w promieniu wielu kilometrów. Widać ją z okolicznych wsi, z brzegów rzeki, z wysp na jeziorze.

Trzydzieści lat temu czasownię dosłownie uratowali przed zawaleniem się studenci archangielskiego instytutu pedagogicznego, którzy wymienili przegniłe belki dachu i złożyli go na nowo. Dzięki ich wysiłkom czasownia doczekała się w 1996 roku profesjonalnej renowacji. Godne odnotowania jest to, że w czasie prac konserwatorskich spod zdjętej przez restauratorów starej okładziny we wnętrzu czasowni wypadło białe płótno z wyszytym na nim krzyżem — swoiste pozdrowienie od mistrzów, którzy ją wznieśli.

Kienozierski Park Narodowy narodził się w niełatwych czasach: w momencie rozpadu ZSRR. I gdyby dyrektorem parku nie została Jelena Flegontowna Szatkowska, to lista bezpowrotnych strat w kienozierskiej krainie byłaby znacznie dłuższa. Główna strażniczka parku zdołała zaszczepić członkom swojej załogi oddanie dla kienozierskiej ziemi, niesamowitą energię i pracowitość, zdołała zjednoczyć mieszkańców regionu w walce o ocalenie jego bogatej spuścizny kulturowej. Odrestaurowanie zabytkowych budowli wymaga ogromnych nakładów finansowych, niemniej w ciągu tych wszystkich lat istnienia parku udało się przywrócić świetność wielu czasowniom, cerkwiom, wiejskim domostwom, przywrócić tradycyjny kienozierski krajobraz.

Kienozierskie czasownie nie stały się muzealnymi eksponatami. Nadal rozbrzmiewają w nich modlitwy, prośby do Boga, nadal płoną w nich świece. W czasowni Paraskiewy Piatnicy, świętej męczennicy, pojawiają się tzw. zawietnyje chusty i ręczniki (dawane w podarek ukochanym, najbliższym), niemowlęce koszulki. W przydrożnej czasowni Kirika i Ulity, obok której przejeżdża w ciągu dnia kilkadziesiąt samochodów, leży puszka z datkami ofiarowanymi przez wędrowców jako zapłata za świece. Ale nawet największe pijaki nie ośmielają się tknąć pieniędzy.

Porzhensky in fog

Porżenskij pogost (ros. Порженский погост) z XVII wieku.

Glazovo in fog

Wieś Głazowo (ros. Глазово) z czasownią Ducha Świętego z XIX wieku.

Glazovo in winter

Głazowo zimą.

Glazovo in spring

Głazowo wiosną.

Glazovo in summer

Głazowo latem.

Glazovo in fall

Głazowo jesienią.

Abandoned shack

Stary spichlerz we wsi Gużewo (ros. Гужево).

00031db7

Widok na jedną z zatok jeziora Kienoziero.

Forest mire

Topielisko. 

0002z0p4

Rybak na jeziorze Lokszmoziero.

Kienozierskie pejzaże trzeba koniecznie zobaczyć na własne oczy!