Dzisiejszy poranek w Briańskim Lesie

Co nowego u nas w Briańskim Lesie? Od tygodnia co rano radują się szpaki. Powietrze przesycone zapachem rozkwitających wierzb drażni mile nozdrza. Dziś w nocy spadł ciepły deszcz i porobił mnóstwo przetain w lesie. I pokazało się już słońce, które cały dzień będzie poszerzać owe przetainy. Teraz droga prowadząca do mojej wsi zrobi się ciekawsza: przejedziesz albo i nie.

Noworoczna opowieść o domu na kołach…

Szczęśliwego nowego roku, Przyjaciele! Po szaleństwach sylwestrowych następuje zazwyczaj kilka „leniwych” dni. To dobra okazja, aby spełnić dawną obietnicę i opowiedzieć w końcu o moim ekspedycyjnym domu na kołach. Opowieść będzie przydługawa, ale wolnego czasu mam jeszcze sporo…

Widniejąca na zdjęciu po lewej stronie ciężarówka Sadko służyła mi w latach 2013-2016 podczas wyprawy z Briańskiego Lasu na Kamczatkę i z powrotem. Sobolem widniejącym po prawej podróżuję obecnie.

Po co mi właściwie dom na kołach w wydaniu terenowym? Otóż kilka lat temu postanowiłem zająć się obszernym i niezwykle ciekawym  tematem: pierwotnymi lasami Rosji, które wycinane są w zastraszającym tempie przez uzbrojone w najnowsze technologie przedsiębiorstwa pozyskujące drewno; resztki dziewiczych lasów porozrzucane są na ogromnym obszarze rozciągającym się od Półwyspu Kolskiego do Półwyspu Kamczackiego. I pierwsze pytanie, jakie pojawiło się na początku mojej pracy: jak się przemieszczać po tej bezkresnej i w większości pozbawionej dróg przestrzeni? Gdzie mieszkać w czasie wyprawy? Jak przewozić i gdzie przechowywać ogromne ilości sprzętu potrzebnego do pracy? Rozwiązaniem było stworzenie ekspedycyjnego domu na kołach, wygodnego i terenowego kampera. W ogóle o domu na kołach marzyłem od dziecka. I to marzenie nieustannie się rozwija.

Kilka lat temu dokonałem wyczynu: w ciągu czterech sezonów pokonałem czteronapędową ciężarówką GAZ Sadko, następczynią kultowej wersji GAZ-66, trasę od Briańskiego Lasu do Kamczatki i z powrotem. Celem było stworzenie fotoopowieści o sieci rosyjskich rezerwatów, obchodzącej swój setny jubileusz. Dlaczego nazywam to „wyczynem”? Bo moja maszyna to nie był dom na kołach, ale ciężarówka z przyczepą do przewożenia towarów, mobilny sklep dla bezdroży. Bez odpowiedniego ocieplenia, w ogóle bez autonomicznego ogrzewania, bez prysznica i bieżącej wody. Namarzłem się w nim (w szczególnie mroźne dni wkładałem do śpiwora termofory), ale swoje zrobiłem. Spałem w nim spokojnie pośród południowokamczackich hord niedźwiedzi.

Po powrocie z Kamczatki przerobiłem na mobilny domek minibus UAZ. Zdemontowałem go, obkleiłem matą wibroizolacyjną i wygłuszającą, dodałem nieco przytulności. Ale minibus okazał się zbyt ciasny i niewygodny dla dalszych podróży. Używam go w Briańskim Lesie w charakterze czatowni fotograficznej albo jako mobilny domek podczas niedalekich włóczęg po bezdrożach, z jednym lub dwoma noclegami.

W Rosji po prostu nie ma gotowych, prawdziwych kamperów wyprawowych. Czasami firmy tuningowe podejmują się budowy takich pojazdów, ale problem w tym, że projektowane są one przez osoby, które same nie jeżdżą owymi kamperami w dalekie wyprawy. Są oczywiście świetnie przemyślane zagraniczne kampery wyprawowe, ale ceny mają kosmiczne. Wziąwszy pod uwagę własne możliwości finansowe, musiałem sam zbudować kamper, niejednokrotnie metodą prób i błędów. I dziś, po zakończeniu drugiego sezonu wyprawowego, nadszedł czas, aby opowiedzieć o moim kamperze bardziej szczegółowo.

Mój projekt poświęcony pierwotnym lasom Rosji wspierają fundacja „Krasiwyje dieti w krasiwom mirie” i WWF, których logo umieszczone jest na module mieszkalnym. I wielkie dzięki dla fabryki GAZ za przekazanie na potrzeby projektu Sobola!

Mój kamper zbudowany został na bazie modelu GAZ Sobol. Tutaj nie byłem oryginalny, maszyny te cieszą się popularnością wśród dysponujących ograniczonym budżetem podróżników, którzy poruszają się nie tylko po drogach, ale także po bezdrożach. Dziesiątki kamperów w Rosji skonstruowano na bazie Sobola. Przyczyna jego popularności tkwi nie tylko w stosunkowo niskiej cenie i dużej pojemności, ale także w wysokiej dzielności terenowej, którą zapewniają duży prześwit, dołączana przednia oś, a nawet fabryczna blokada mechanizmu różnicowego. Żeby jeszcze zwiększyć dzielność maszyny w terenie, założyłem opony o rozmiar większe od fabrycznych; w tym celu musiałem poszerzyć przednie nadkola, w tylnych natomiast opony zmieściły się bez problemu.

Na rynku znajdziemy dość szeroki asortyment produkowanych specjalnie dla Sobola akcesoriów, które ułatwiają samodzielny tuning terenowy. Ja na przykład, żeby zabezpieczyć chłodnicę od gałęzi i kamieni, zamontowałem zderzak, który ma możliwość podpięcia wyciągarki. I w zasadzie do tego sprowadził się cały mój „tuning”. Silnik wysokoprężny Cummins okazał się całkiem ekonomiczny, średnie zużycie paliwa podczas wszystkich wypraw wyniosło ok. 13 l/100 km. Gdybym nie jeździł po sto kilometrów na godzinę między punktami mojej wyprawy, to zużycie paliwa byłoby znacznie mniejsze, ogromny opór aerodynamiczny modułu mieszkalnego przy dużych prędkościach zwiększa dramatycznie spalanie. Podczas jazdy bez modułu mieszkalnego mieściłem się zawsze w 10 l/100 km.

Moje konie badają kamper zbudowany na bazie wersji Sobola z zamkniętym furgonem. Z tyłu widnieje mój domek zbudowany na bazie wersji z otwartą skrzynią ładunkową.

Zazwyczaj do tworzenia podobnych kamperów wykorzystuje się wersje Sobola z zamkniętym furgonem, zmieszczą się w nim i dwa łóżka, i niewielka kuchnia, i lodówka. Ale ja zrobiłem po swojemu. Nawet duża pojemność zamkniętego furgonu Sobola była dla mnie niewystarczająca. W końcu jechałem nie po to, by po prostu podziwiać przyrodę, ale żeby pracować przez długie miesiące w dzikich miejscach, czasami zupełnie z dala od cywilizacji. Oprócz zapasów żywności, wody i paliwa musiałem wozić ze sobą cały stos sprzętu i ekwipunku, jak np. czatownie, pontony i silniki do łodzi, generator prądu, drabiny, wyciągarki, zestawy narzędzi. Dlatego wybrałem Sobola z otwartą skrzynią ładunkową i zamontowałem na nim przestronny moduł mieszkalny z włókna szklanego. Jednocześnie ominęły mnie problemy z przerejestrowaniem samochodu, gdyż w świetle przepisów Prawa o ruchu drogowym moduł mieszkalny na pace traktowany jest po prostu jako ładunek. W czasie jazdy nikt nie może przebywać w module mieszkalnym. Za pomocą czterech podnośników mogę zdjąć moduł z paki i używać go w charakterze domku, leśnej chatki, a samego Sobola używać zgodnie z jego przeznaczeniem — do przewożenia ładunku.

Ten sam Sobol w roli nieekspedycyjnej, bez modułu mieszkalnego. Wozi siano dla koni.

Nie trzeba mieć prawa jazdy kat. C, żeby prowadzić Sobola. Można nim bez problemu jeździć po centrach metropolii, takich jak np. Moskwa, co też regularnie czynię. Co prawda, mój Sobol jest nieco przykrótki, przez co trzymetrowy moduł mieszkalny stworzony dla modelu Gazela wystaje nieco z paki, ale nie narusza to przepisów. Całkowicie gotowy moduł, z pełnym wyposażeniem kempingowym, zakupiony został za niecałe milion rubli tutaj.

Na dachu modułu umieszczone zostały dwa panele słoneczne, wewnątrz znajduje się akumulator żelowy 200ah i przetwornica napięcia na 220V. Instalację elektryczną sprawdzili i przerobili moi przyjaciele z firmy Sorokoput. Ciepło zapewnia ogrzewanie niemieckiej firmy Webasto, w aneksie kuchennym jest kuchenka gazowa i szybkowar. Co więcej, jest też mały prysznic z ciepłą wodą! W ogóle kamper może służyć jako drugi dom, dom na wszelki wypadek. Tak na przykład linia energetyczna doprowadzająca prąd do mojej wsi idzie przez las, w związku z czym niemal przy każdych opadach mokrego śniegu albo przy silnym wietrze zdarzają się przerwy w dostawie prądu i nie działa wtedy u mnie instalacja wodna, kanalizacja ani kuchenka. Ale to nic strasznego! Przenoszę się wtedy do stojącego na podwórzu kampera, w którym wszystkie systemy zapewniające byt działają autonomicznie. A może się zdarzyć, że kogoś wyrzuci z domu żona — i kamper jak znalazł!

Bez wątpienia duże gabaryty modułu mieszkalnego zmniejszają znacznie dzielność kampera w terenie, trudno mu przejeżdżać pod zwisającymi nad drogą drzewami, przez zarośnięte leśne dukty. Początkowo bałem się o stabilność mojej maszyny na stromych zboczach górskich, ale doświadczenia z Kaukazu pokazały, że niepotrzebnie. Najcięższy ładunek (akumulatory, zapasy paliwa i wody, wszelkiego rodzaju żelastwo) umieszczony został w schowkach przy podłodze, tak więc środek ciężkości wypadał nisko.

Moduł mieszkalny z włókna szklanego jest hermetyczny i wytrzymały, ale mimo wszystko nie został stworzony z myślą o ciężkich wyprawach, przebijaniu się przez tajgę, lecz z myślą o rodzinnym, imprezowym wypoczynku, wieloosobowych wypadach na łono natury, w ciepłe strony. W module zmieści się niemało osób. Kiedyś dla żartu zaprosiłem na herbatę 15 osób — i wszyscy mieli gdzie siedzieć. Moduł jest komfortowy, na imprezy idealny, ale w przypadku dalekich wypraw jest to przesadny luksus. Miejsc do spania jest więcej, niż potrzeba: duża wnęka nad kabiną plus rozkładane sofy, na których zmieści się luźno pięć dorosłych osób. W rzeczywistości w module nigdy nie spało więcej niż trzy osoby, tyle właśnie może znajdować się w kabinie Sobola.

W ciągu dwóch sezonów samochód nabił 50 tysięcy kilometrów. Sobol w osiedlu Jajlu nad brzegiem Jeziora Teleckiego, Republika Ałtaju.

Stepowa Chakasja.

Górzysta Chakasja, Sajany.

Archangielskie drogi do zwózki drewna.

„Długo będzie się Karelia śnić…”

W lasach Kaukazu Zachodniego.

Górna granica lasu w górach Parku Narodowego Soczi.

W Parku Natury „Las Wepski” w obwodzie leningradzkim.

Briański Las: dom na kołach to bezpieczne schronienie przed kudłatymi mieszkańcami kniei.

W obecnym domu na kołach STALE mi brakuje jednej rzeczy: miejsca na ekwipunek wyprawowy. Nie ma osobnych schowków do transportu woniejących paliwem generatorów, silników do łodzi, zbiorników z płynami technicznymi. Wszystko to trzeba pakować hermetycznie i odpakowywać za każdym razem, kiedy jest potrzebne. Tak więc do pełnego szczęścia brakuje mi jeszcze pojemniejszego domu na kołach, z wydzielonymi strefami. Czekać na ukazanie się nowego Sobola Next nie mam już sił. Plan jest taki: będę pracować nad moim leśnym projektem, używając obecnego Sobola, ale jednocześnie zacznę budowę nowego, jeszcze bardziej terenowego i ładownego domu na kołach. Mogącego sprostać najcięższym warunkom, ale na tyle komfortowego, żeby nie musieć wkładać do śpiwora termoforów :) Tym razem jako baza posłuży GAZ Sadko Next, kolejna generacja tego samego Sadko, którym dojechałem kiedyś na Kamczatkę.

Noworoczny prezent

Dziś w nocy do mojej wsi dotarł noworoczny prezent! Drugi tom opowieści o mojej czteroletniej wyprawie przez rosyjskie rezerwaty przyrody. Poświęcony w całości kamczackiemu etapowi, najbarwniejszemu i najbogatszemu w wydarzenia. Taki sam prezent może się znaleźć i w Waszych rękach — na stronie wydawnictwa МИФ dziś i jutro książkę będzie można nabyć w superatrakcyjnej cenie.

Dodam, że pod względem jakości druku jest to moja najbardziej udana książka. Na stronie wydawnictwa można kupić również pierwszy tom opowieści (też z 50% zniżką) — prezent będzie podwójnie cenny!

Nerka. Cenna ryba (Нерка. Рыба красная)

Taki tytuł nosi nowy film dokumentalny nakręcony przez mojego brata Dmitrija. Premiera filmu odbędzie się 30 sierpnia w Moskwie: dostąpi on zaszczytu zamknięcia 6. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych „DOKer”. Sam Dima na premierze się nie pojawi, ponieważ przebywa teraz na Kamczatce, gdzie kręci swój następny film (o życiu lisów). Odpokutowywać za niego będą musieli jego bliscy, w tym ja. Bilety są jeszcze dostępne, zapraszam! Szczegóły tutaj.

Kto rano wstaje, ten innym spać nie daje…

Aby fotografować takie cudowne mgły w maju-czerwcu, trzeba wstać przed czwartą rano. Nie każdemu jest to dane…

Kilka lat temu poznałem na Kamczatce pilota Airpano Stasa Siedowa. Stas to ekstremalny skowronek, wstaje nieprzyzwoicie wczesnym świtem, ale ciszy zachować nie umie. Przez niego też zacząłem wstawać na długo przed wschodem słońca, a później cały dzień chodziłem niewyspany. Parę dni temu Stas zawitał do naszej wsi, przywiózł jedzenie i alkohol cierpiącym w kwarantannie. Ale znowu nie dawał spać rano i taki jest tego efekt.

A na tym filmiku możecie zobaczyć nie tylko przepływającą przez rezerwat Nierussę, ale także moją wieś i moje konie! Nawiasem mówiąc, wszystkie zdjęcia zrobiłem prosto z ganku mojego domu.