O kaczkach

817531_original

Już ponad połowa powierzchni Jeziora Kambalnego wolna jest od lodu. W bezwietrzne dni topniejące kawałki kry rozprzestrzeniają się po całym jeziorze, na nich odpoczywają kaczki. Tutejszy skład gatunkowy kaczek jest zadziwiająco ubogi. Nieco niżej na wodach rzeki Kambalnej spotykam i krzyżówki, i cyranki, i cyraneczki, i kamieniuszki. A tutaj obserwuję jedynie trzy gatunki: markaczki, lodówki i tracze długodziobe. Pokażę je na zdjęciach.

817818_originalStadko markaczek.

818120_originalParka markaczek.

818575_originalLodówki.

818896_originalTracze długodziobe, zwane też szlacharami.

Rzeka Kambalna dziś wieczorem

817351_original

Pod wieczór po raz pierwszy od dwóch tygodni na pół godziny wyjrzało słońce. W tym czasie byłem w miejscu oddalonym od mojej chatki o pięć kilometrów w dół rzeki. Jest tam mnóstwo soczystej trawy. Dziś widziałem pierwszego niedźwiedzia goniącego łososia. Niedźwiedzi post zatem dobiegł końca.

Przez dziesięć dni padało, a dziś po południu przestało

817000_original

Dziesięć dni prawie nieustannego deszczu i krajobraz zmienił się. Stał się brunatno-zielony. I niemal nie do przebycia. Pokryte firnem zaspy nawet w pierwszej połowie czerwca były dla mnie jak „biały asfalt”, można było jeździć po nim skuterem śnieżnym. A teraz spod zasp sterczą zarośla karłowej sosny i olchy. Pięknie, ale nie do przebycia. Niedźwiedzie ścieżki i otwarte fragmenty tundry przesiąknięte są wodą roztopową, można się po nich poruszać jedynie w woderach. Kambalnej nie da się przekroczyć, rzeka ta nie szumi, lecz ryczy, taszcząc przez swoje dno kamienie. Tak więc witaj zielona wiosno i żegnajcie gładkie drogi!

Problemy komunalne istnieją nie tylko w miastach…

815456_original

Dziś rano nie od razu trafiłem do toalety: zrobiła się mała kolejka. Sąsiad przyszedł odrobinę wcześniej niż ja, ale nie udało mu się otworzyć drzwi. Załatwił potrzebę w kącie. Dlaczego tak zrobił? Odpowiedź znajdziecie tutaj.

Dzisiejszy poranek Matki Czworaczków i jej przychówku

813569_original

Wczoraj obiecałem prześledzić, jak Matka Czworaczków będzie opuszczać swoją nocną kryjówkę na niebezpiecznym stromym zboczu. I o mało nie dotrzymałem słowa. Czekałem od bladego świtu na rozwój wydarzeń. A wydarzenia nie rozwijały się: rodzinka słodko sobie spała na skale. O godzinie dziewiątej musiałem się oddalić na dwie minuty, aby zgodnie ze swoim obowiązkiem nawiązać łączność z biurem rezerwatu. Ledwie dobiegłem do chatki i odwróciłem się na ganku, jak niedźwiedzie zaczęły wychodzić ze swojej sypialni. Przy czym nie wspinały się w górę, tą drogą, jaką przyszły, lecz ześlizgiwały się w dół, w stronę jeziora. Dosłownie ześlizgiwały się. Jedne na łapach, drugie na pupie. Ledwie zdążyłem zrobić parę zdjęć. A łączności z biurem nie nawiązałem…

813928_original

814137_originalMatka Czworaczków zeszła nad jezioro jako pierwsza i dosłownie asekurowała swoje dzieci.

814859_originalI pomaszerowała rodzinka ośnieżonym brzegiem jeziora w kierunku nęcących przetain. Ale nie udało jej się dotrzeć do pierwszej zielonej trawy. Matka zrobiła się nagle nerwowa i pobiegła w górę zbocza, a malcy pognali za nią. Okazało się, że brzegiem jeziora szedł im na spotkanie wielki samiec.

815147_originalI znowu powtórka z wczorajszego ekstremalnego alpinizmu, lecz tym razem w szybszym tempie, gdyż niedźwiadkom groziło realne niebezpieczeństwo.

814393_originalSamiec przeszedł prosto pod skałą, ale albo nie zauważył niedźwiedziej rodzinki, albo udał, że nie zauważył. W końcu nie wszystkie samce to kanibale.

814752_originalA Matka Czworaczków przesiedziała ze swoimi dziećmi w kryjówce jeszcze przez godzinę, po czym rodzinka wspięła się po stromym zboczu i zniknęła między krzewami.

Matko jedyna! Dokądże dzieci swe prowadzisz?!…

812958_original

Dziś Matka Czworaczków postanowiła przenocować ze swoimi pociechami na porośniętej karłowatymi olchami skale, pomiędzy płatami wiecznego śniegu zalegającymi na stromym zboczu. Śmiało poprowadziła swoje dziatki przez niebezpieczne miejsce, skąd nawet w czerwcu schodzą lawiny. A ja przez te dziesięć minut wyczerpałem swój roczny limit nienormatywnej leksyki. Kilka razy niedźwiadki ześlizgiwały się w dół zbocza, ale udawało im się zahamować pazurami. Jakoś się przeprawiły. Ułożyły się do snu w bezpiecznym miejscu. Jutro będę obserwować, jak się będą stamtąd wydostawać – prosto z okna mojej chatki zobaczę…

813169_original813485_original

Taki oto dzień mamy dziś na południu Kamczatki!

812732_original

Jezioro Kambalne powoli, lecz konsekwentnie uwalnia się od lodu. Dziś przed domem widziałem pierwszego motyla! Po czosnek niedźwiedzi nie trzeba już chodzić pięć kilometrów w dół rzeki, jego pędy pojawiły się na przetainach wokół domu. Bezpośrednio z ganku podpatruję naraz trzy niedźwiedzie wesela, jednak nie jestem w stanie podejść bliżej do zwierząt: potoki wpadające do jeziora są przepełnione, nawet w woderach nie da się ich przekroczyć. Słupek rtęci wskazuje w cieniu około dziesięciu stopni powyżej zera, ale w słońcu jest zaskakująco upalnie (chociaż zeszłej nocy był lekki przymrozek, z poranną warstewką lodu na kałużach i szreni na mokrym śniegu).

Samiec pardwy vs rodzinka niedźwiedzi

811994_original

Codziennie przechodzę obok dużej zaspy śnieżnej, na której siedzi samiec pardwy górskiej i uważnie obserwuje okolice. Choć mamy już połowę czerwca, samiec nadal nosi szatę zimową. Nieopodal zaspy jest odtajała ze śniegu duża kępa, a na niej siedzi samica pardwy górskiej, już w upierzeniu letnim. Nie ulega wątpliwości, że jest to teren lęgowy ptasiej parki, a zaspa pełni rolę posterunku.

We wczorajszym poście poprosiłem publikę o zatytułowanie zdjęcia przedstawiającego spotkanie samca pardwy i głodnej niedźwiedziej rodzinki. Jak więc zakończyła się konfrontacja tych dwóch światów?

812097_originalZwycięstwo przypadło w udziale małemu ptaszkowi – w końcu to jego zaspa! Pamiętaj: „Siła leży w prawdzie, bracie!”.

812527_original