Zapraszam na spotkanie!

„Rezerwat Kronocki: tutaj chroni się dzikie łososie” — tak nazywa się wystawa moich fotografii, która odbywa się teraz w Moskwie w centrum handlowym „MEGA Tiopłyj Stan”. Wystawa potrwa do 18 sierpnia, a jej tematem przewodnim są łososie pacyficzne żyjące na chronionych obszarach Kamczatki.

Szczerze mówiąc, sam jeszcze nie odwiedziłem wystawy, ponieważ jej otwarcie przypadło na czas mojej eskapady po archangielskich lasach. Podziękowania dla fundacji „Krasiwyje dieti w krasiwom mirie”, firmy „M.Video” i centrum handlowego „MEGA Tiopłyj Stan” — ta trójka wspaniałych partnerów zajęła się organizacją wystawy!

Na wystawę przyjadę 14 sierpnia. O godz. 19 w strefie Underline na pierwszym piętrze planujemy nieformalne spotkanie. Porozmawiamy o Rezerwacie Kronockim, o tym, dlaczego fotografowie i filmowcy z całego świata chcą się tu dostać, i jaką rolę odgrywają w tym łososie pacyficzne. Dowiecie się, jaka historia kryje się za prezentowanymi na wystawie zdjęciami, jak należy się zachowywać w królestwie niedźwiedzi i łososi, będziecie mogli także zadać pytania autorowi i organizatorom wystawy. Dzieci mile widziane — dowiedzą się wiele nowych rzeczy!

Niewykluczone, że wydawcy zorganizują sprzedaż moich ostatnich książek — wtedy zrobię sesję z autografami. Zapraszam!

Reklamy

W Parku Narodowym „Pomorze Oneskie”

W ostatnim wpisie opowiadałem o bezlitosnej wycince resztek starodrzewów porastających międzyrzecze Dwiny i Pinegi. Wielu pytało, czy istnieje jakiś skuteczny sposób, by ocalić takie lasy. Istnieje. Biorąc pod uwagę obowiązujące w Rosji przepisy prawne, można mówić praktycznie tylko o jednym takim sposobie. Aby ocalić las od wycinki, można nadać mu status obszaru chronionego. Czyli zakaznika (rezerwatu czasowego), zapowiednika (rezerwatu), parku narodowego, parku natury. Podkreślę, że obszar chroniony może skutecznie ocalić las od wycinki, ale nie od klęsk żywiołowych, takich jak pożary, osuwiska, lawiny śnieżne. W Rosji obszary chronione mogą mieć znaczenie federalne, regionalne i lokalne. W przypadku międzyrzecza Dwiny i Pinegi obszar chroniony byłby regionalnym zakaznikiem krajobrazowym, którego reżim pozwalałby na tradycyjne użytkowanie, w tym polowanie i połów ryb.

Obecnie w Rosji ochronie prawnej podlega bardzo mała część starodrzewów: niewiele ponad 5% znajduje się w granicach federalnych obszarów chronionych. W obwodzie archangielskim mamy dwa takie obszary: Park Narodowy „Pomorze Oneskie” i niewielki Rezerwat Pineżański. Pierwszy z nich, utworzony stosunkowo niedawno — w 2013 roku, chroni znaczną część starodrzewów porastających północną część Półwyspu Oneskiego. Jednak większa część pierwotnych masywów leśnych znajduje się poza granicami parku, nie udało się ich włączyć w jego obszar. Dlatego też w centralnej części Półwyspu Oneskiego odbywa się taka sama zagłada lasów jak w międzyrzeczu Dwiny i Pinegi.

„W etot kraj tajożnyj tolko samolotom możno doletietʹ…” (‘Do tej krainy porośniętej tajgą tylko samolotem można dolecieć’ — słowa znanej rosyjskiej piosenki).

Dotarcie do starodrzewów parku okazało się nie takie łatwe. Co nie dziwi: gdyby można było tutaj łatwo trafić, tajga zniknęłaby, zanimby powstał park.

Musiałem zostawić samochód ekspedycyjny w Archangielsku i przypomnieć sobie, jak się lata „antkiem”. Rejsy do nadmorskich wsi Półwyspu Oneskiego odbywają się trzy razy w tygodniu. Studiując przed wyprawą mapę parku, zdecydowałem, że chcę się dostać nad jezioro Bolszoje Wygoziero (nie mylić z karelskim jeziorem Wygoziero!) i jego okolice, gdzie parę lat temu naukowcy odkryli wiekowe drzewa: ponad 300-letnie świerki i ponad 400-letnią sosnę (dane stąd). Kupiliśmy bilet do najbliższej osady ludzkiej — nadmorskiej wsi Letniaja Zołotica. Ale nie udało się nam tam polecieć z powodu zalegającej nad wsią gęstej mgły. Na drugi dzień mgła nad wsią nadal wisiała i wymieniliśmy bilety na Łopszeńgę, mając nadzieję, że uda nam się dotrzeć do Zołoticy drogą lądową. I udało się. Osiemdziesięciokilometrowy odcinek wzdłuż wybrzeża pokonaliśmy traktorem, UAZ-em, wszędołazem własnej konstrukcji i pieszo, w większości mając za towarzyszy ulewny deszcz i silny sztorm nad morzem. Trzy noclegi w drodze. Temperatura w te dni wahała się pomiędzy pięcioma i dziesięcioma stopniami ciepła. Oj, surowy bywa półwysep w środku lata!

Pod skrzydłami samolotu i niskimi chmurami — ta sama pierwotna tajga.

Nadmorska Łopszeńga — punkt startowy naszej trasy na półwyspie.

Przed niepogodą chroniliśmy się w takich oto chatkach myśliwskich. Na zdjęciu: nasz przewodnik po parku, ornitolog Albiert Bragin. Obserwuje, jak rybołów łowi w morzu wachnię i taszczy ją do swojego gniazda. Podziękowania dla Alberta i innych pracowników parku za pomoc w poszukiwaniu lasów pierwotnych!

Stare, gęste lasy świerkowe wychodzą wprost na brzeg Morza Białego. Korony świerków rosnących z samego przodu mają kształt flagi, one jako pierwsze biorą na siebie uderzenia żywiołów.

Letniaja Zołotica.

Dalej przez moczary można poruszać się tylko pieszo lub wszędołazem własnej konstrukcji, zwanym po rosyjsku karakatem. To bardzo popularny środek transportu na północnym zachodzie Rosji, gdzie jest mnóstwo bagnistych terenów. W obwodzie wołogodzkim widywałem całe chałupnicze montownie takich pojazdów. Kosztuje takie monstrum 200 tys. rubli, a przewieźć może 2-3 osoby i nieduży ładunek.

Przy ścieżce prowadzącej nad jezioro Bolszoje Wygoziero można ujrzeć sosny z wyrytymi napisami. Ten został zrobiony 110 lat temu. Już wtedy sosna była rosłym drzewem.

A tu już w ogóle pozaprzeszły wiek!

Równie wiekowe świerki.

Świerki rosną na terenach bagnistych, gdzie przyrost roczny jest znikomy, dlatego ich pnie mają niewielką średnicę. Ale ich wiek można szacować — na podstawie mapy taksacyjnej — na ponad dwieście lat.

Las tutaj nie był nigdy wycinany, zachodzi tu naturalna wymiana pokoleń drzew…

Nasz Susanin przewodnik. W ubiegłych stuleciach brak dróg chronił owe ostępy leśne od wycinki. Obecnie zaś, kiedy możliwości tworzenia potrzebnej infrastruktury drogowej są praktycznie nieograniczone, przyszłość tutejszych lasów zapewnia reżim parku narodowego.

Rzeka Chołka w otoczeniu lasów i mszarów.

Wieczorem 9 lipca zdarzył się cud: deszczowe chmury się rozproszyły i na kilka godzin zapanowała ładna pogoda. Udało mi się wzbić dronem na wysokość pięciuset metrów, żeby zrobić rozległą panoramę pierwotnej tajgi porastającej okolice jeziora Bolszoje Wygoziero. Ale następnego ranka znowu przyszedł deszcz i nie ustał aż do naszego powrotu do Archangielska…

Międzyrzecze Dwiny i Pinegi: jak giną lasy pierwotne

Wróciłem do domu z archangielskiej tajgi. Odwiedziłem dwa oddalone od siebie miejsca: Park Narodowy „Pomorze Oneskie” nad Morzem Białym i międzyrzecze Dwiny i Pinegi we wschodniej części obwodu archangielskiego. O „Pomorzu Oneskim” opowiem nieco później, a dziś będzie o wyprawie w dwińsko-pineżański masyw leśny, która nie była dla mnie typowa, gdyż zazwyczaj podróżuję po rezerwatach i parkach narodowych Rosji, fotografując przyrodę, która ma już status ochronny, ma przyszłość. A tym razem znalazłem się na odległym froncie, o którym ludzie niewiele wiedzą, snując głównie domysły na jego temat.

Ja również domyślałem się, że resztki pierwotnej tajgi w północno-zachodniej części Rosji są niszczone, ale nie sądziłem, że w takim tempie i w takiej skali, o czym przekonałem się podczas wyprawy. Wcześniej łudziłem się, że ludzie zajmujący się ochroną przyrody mają jeszcze trochę czasu, że są jeszcze zaciszne bezdroża, gdzie resztki reliktowej tajgi pozostaną nienaruszone przez długie lata. Ale teraz wiem, że nie ma ani czasu, ani leśnych bezdroży. Odbywa się na niespotykaną w historii skalę wycinka północnej tajgi, oparta na współczesnych technologiach.

W międzyrzeczu Dwiny i Pinegi zachował się do naszych dni największy w Europie masyw pierwotnej — wzorcowej — tajgi. Do niedawna jego obszar liczył około miliona hektarów. Wypływa stąd lub przepływa tędy osiemnaście rzek będących miejscem tarła łososia szlachetnego, którego przetrwanie zależy od czystości owych rzek. Lasy międzyrzecza Dwiny i Pinegi są także jedną z ostatnich ostoi renifera tundrowego, którego populacja w tym regionie znajduje się na skraju wyginięcia wskutek niszczenia siedlisk i kłusownictwa. Całe terytorium dwińsko-pineżańskiego masywu leśnego dzierżawione jest przez wielkie firmy pozyskujące drewno, stąd pochodzi surowiec dla przedsiębiorstw sektora drzewnego w regionie. Najwięksi dzierżawcy lasów (zalicza się do nich grupa przedsiębiorstw „Titan” i spółka akcyjna „Archangielskij CBK”) mają niemałe wpływy w regionie. Deklarują swoją „ekologiczność” i nawet dobrowolnie wystąpili o przyznanie certyfikatu FSC, który rosyjskim firmom daje „zielone światło” na wyczulone na sprawy ochrony środowiska zagraniczne rynki. Niemniej lasy użytkowane są ekstensywnie. Po wycinkach nie jest przeprowadzana właściwa odnowa lasów, w miejscu reliktowych lasów iglastych wyrastają  brzozy i osiki, a firmy pozyskujące drewno kontynuują pochód w głąb pierwotnej tajgi, jak gdyby nie miała ona nigdy końca. Gdy ją już zupełnie wytrzebią, a stanie się to w całkiem niedługim czasie, będą zmuszone zmienić swoje podejście do biznesu. Tylko pierwotnej tajgi już nie będzie.

Brak dróg przez wieki ratował tajgę od intensywnego użytkowania. Nowo wybudowane drogi wiodą nie do osiedli ludzkich, ale w głąb nieznających wcześniej topora masywów leśnych.

Na gliniastych i stromych odcinkach ułożono płyty betonowe. Sektor drzewny regionu przeznacza kolosalne sumy pieniędzy nie na właściwe zalesianie miejsc wycinki, ale na zachowanie i rozwój systemu ekstensywnej gospodarki leśnej, na budowę coraz nowszych dróg prowadzących do ostatnich niemal nietkniętych masywów leśnych, na zwiększenie objętości pozyskiwanego drewna.

Pozyskane z odległych zakątków tajgi drewno musi przebyć zazwyczaj setki kilometrów do miejsc obróbki i pomimo dobrych dróg nawet potężne ciężarówki nie nadążają z wywózką. Wzdłuż dróg można zobaczyć sztaple drewna o kubaturze kilkudziesięciu tysięcy metrów. Tu dobitnie zdajesz sobie sprawę ze skali wycinki.

Tak wygląda teraz archangielska tajga z lotu ptaka. Prostokąty wyciętego lasu. Każda działka rębna może sięgać pięćdziesięciu hektarów. Wkrótce drwale zrobią użytek z zalesionych prostokątów i na długo stracą zainteresowanie ogołoconymi miejscami.

Ekspedycyjny „Sobol” wśród stosów ściętych drzew.

Drzewa na północy rosną powoli i nie osiągają gigantycznych rozmiarów. Te świerki mogą mieć znacznie ponad sto lat.

Osiedle pracujących przy wyrębie lasów. Organizatorzy biznesu drzewnego pozują na dobroczyńców miejscowej ludności. W rzeczywistości zaś działają według schematu kolonialnego: ci, do których dobra spływają, mieszkają w stolicach, albo i w ogóle w krajach słynących z dobrobytu, a miejscowym po takim użytkowaniu lasu pozostaje rozorana tajga i nędza. Nowoczesne technologie eksploatacji lasów potrzebują minimalnej ilości ludzi. Cyrulik syberyjski, nad którym pracował szalony cudzoziemiec-wynalazca w filmie Nikity Michałkowa, istnieje od dawna i z przerażającą efektywnością wytrzebia lasy na całym świecie. Tylko jeden kompleks składający się z dwóch maszyn o angielskich nazwach harwester i forwarder może zastąpić ponad pięćdziesiąt osób pracujących przy wyrębie tradycyjnymi metodami. Przy wywózce drewna używane są ciężarówki Mercedes i Volvo, które przewożą jednorazowo cały wagon „wałków”. Obecnie Rosja należy do trójki państw-liderów pod względem skali wycinki lasów pierwotnych, a obwód archangielski przoduje w Rosji w tej dziedzinie.

Na początku tego wieku, kiedy jasnym stało się, jakie nieszczęście grozi północnej tajdze, organizacje zajmujące się ochroną przyrody, naukowcy, społeczność rozpoczęli prace nad stworzeniem regionalnego rezerwatu (ros. zakaznik) krajobrazowego w międzyrzeczu Dwiny i Pinegi, dzięki któremu udałoby się ochronić choć część reliktowej tajgi przed wycinką. Rygor ochronny rezerwatu pozwoliłby miejscowej ludności na tradycyjne użytkowanie lasów: polowanie, łowienie ryb, zbieranie grzybów i jagód, ale masowy wyrąb drzew byłby zabroniony.

Zorganizowano wiele ekspedycji naukowych w celu zbadania terenu, rozpoczęły się trudne negocjacje z przedstawicielami przemysłu drzewnego i władzami. Utworzenie rezerwatu odkładano wielokrotnie, jego powierzchnię zmniejszano, przeciwko jego powołaniu toczono wojny informacyjne. W 2013 roku projekt rezerwatu o powierzchni 500 tys. hektarów przeszedł pomyślnie ekspertyzę państwową. W 2017 roku gubernator obwodu archangielskiego potwierdził, że rezerwat zostanie powołany. W 2018 roku osiągnięto porozumienie z dzierżawcami co do przebiegu granic rezerwatu i jego powierzchni, która miała wynieść 300 tys. hektarów. Dzierżawcom udało się odsunąć terytorium rezerwatu jak najdalej od granic ich własnych interesów, dlatego przebieg jego granic nie można nazwać idealnym. Według planu zatwierdzonego przez Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Przemysłu Drzewnego obwodu archangielskiego rezerwat powinien zostać utworzony w początkach 2019 roku, ale dokumentu potwierdzającego powołanie takiego rezerwatu do tej pory nie ma. I to budzi niepokój…

Kiedy archangielski oddział WWF Rosji dowiedział się o moim projekcie fotograficznym poświęconym pierwotnym lasom Rosji, zaprosił mnie do wzięcia udziału w kolejnej wyprawie mającej na celu zbadanie terytorium przyszłego rezerwatu. Wyprawę rozpoczęliśmy w położonej nad Pinegą, jakieś trzysta kilometrów od Archangielska, wsi Kuszkopała, a następnie przez sto kilometrów jechaliśmy nowymi drogami pomiędzy niekończącymi się wyrębami aż do środkowego biegu rzeki Juła. To właśnie na tym stukilometrowym odcinku zrobiłem zdjęcia ukazujące zagładę archangielskiej tajgi.

Później płynęliśmy drewnianymi łódkami z silnikiem w górę rzeki Juła, która nie przoduje pod względem głębokości wody. Na mieliznach musieliśmy wyskakiwać z łódki i robić za burłaków. Dlatego też przemieszczaliśmy się powoli, jakieś siedemdziesiąt kilometrów w ciągu dwóch dni. Naszymi przewodnikami byli miejscowi myśliwi, pod których tereny dotarły bezpośrednio masowe wyręby.

Zakole rzeki Juła z lotu ptaka. Reliktowe lasy świerkowe ciągną się przez dziesiątki kilometrów. To centralna część przyszłego rezerwatu.

Granicznik (Lobaria) — wskaźnik czystości środowiska.

Organizacje ekologiczne i miejscowa ludność są sojusznikami w walce o rezerwat. Na zdjęciu: zaangażowani od samego początku w utworzenie rezerwatu zawodowy myśliwy ze wsi Kuszkopała Wiktor Chudiakow (po lewej), którego ziemie znajdują się na terytorium przyszłego rezerwatu, i dyrektor „Programu Leśnego” WWF Rosji Andriej Szczegolew (po prawej).

Wzdłuż rzek przepływających przez przyszły rezerwat znajduje się około pięćdziesięciu podobnych leśnych chatek, w których zatrzymują się miejscowi myśliwi i rybacy, a także turyści. Dwie trzecie mężczyzn z okolicznych miejscowości nie wyobraża sobie życia bez regularnego kontaktu z przyrodą. Z powodu masowych wycinek wielu z nich straciło swoje miejsca polowań i połowów, a także wypoczynku.

Juła w środkowym biegu.

Pierwotna, nieznająca topora tajga.

Zbieg rzek Juła i Ura w środkowej części przyszłego rezerwatu.

Bezkresne przestwory dzikiej, dziewiczej przyrody na naszych oczach stają się mitem. Bezduszny system oparty na pieniądzach zabiera miejscowej ludności pewną przyszłość; zabiera dom, środowisko życia współmieszkańcom naszej planety, zubaża różnorodność biologiczną. Dziwią nas klimatyczne kataklizmy ostatnich lat. Tajga odgrywa wielką rolę w stabilizacji klimatu, to swoisty „płaszcz ziemi”, który przeciwdziała wnikaniu w głąb kontynentu zimnych arktycznych mas powietrza, utrzymuje i redystrybuuje wilgoć. Są to ważne argumenty przemawiające za ocaleniem chociażby części przekształconych w niewielkim stopniu i pierwotnych obszarów leśnych, w tym utworzeniem dwińsko-pineżańskiego rezerwatu krajobrazowego.

W archangielskiej tajdze

Zeszłej nocy wróciłem do Archangielska z międzyrzecza Dwiny i Pinegi, gdzie zachowały się reliktowe lasy świerkowe, na które ze wszystkich stron czyhają drwale. Jestem wstrząśnięty rozmiarem i tempem wycinki archangielskiej tajgi. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie powstanie tu mimo wszystko rezerwat, którego projekt opracowany został przez WWF. Szczegółową relację zdam po powrocie.

Teraz siedzę na lotnisku w miejscowości Waśkowo, skąd odbywają się miejscowe loty. Wybieram się do Parku Narodowego „Pomorze Oneskie”, do wsi Letniaja Zołotica, na Półwysep Oneski, w tę jego część, gdzie nie ma letnich dróg samochodowych. I gdzie przetrwały północne lasy pierwotne. Wszystkie rejsy się odbyły, oprócz tych do miejscowości Sołowki i Letniaja Zołotica, które nie przyjmują samolotów ze względu na mgłę. Ale za to miałem czas, żeby napisać na blogu :)

Rzeka Juła, dopływ Pinegi.

O nowym samochodzie ekspedycyjnym

Nowy samochód ekspedycyjny w drodze do archangielskich lasów. Przystanek w Rostowie.

Kilka miesięcy temu opowiadałem o swoim nowym projekcie fotograficznym, poświęconym pierwotnym lasom Rosji. Taki projekt wymaga bez wątpienia licznych wypraw do miejsc, gdzie jeszcze zachowały się starodrzewy. Zadanie mógłby znacznie ułatwić samochód ekspedycyjny. A jeśli o marzeniach mówi się głośno, to niebo je usłyszy. I taki „dom na kółkach” pojawił się u mnie. Składa się z dwóch części: ciężarówki GAZ „Sobol” z napędem na cztery koła i zdejmowanego modułu mieszkalnego.

Ciężarówkę „Sobol” przekazała na potrzeby mojego projektu fabryka samochodów GAZ. Sam bym nie pomyślał o takiej możliwości, ale jest WWF Rosji, który zajął się skutecznie negocjacjami z GAZ-em. Osobne podziękowania należą się Nadieżdzie Toporkowej, która wpadła na ten pomysł! Już wkrótce WWF Rosji skończy 25 lat! Jeszcze raz dziękuję tej organizacji za ogromne wsparcie rosyjskich obszarów chronionej przyrody, za skuteczne i doniosłe projekty na rzecz ochrony przyrody (np. przywrócenie naturze wolnej populacji żubrów)!

W module mieszkalnym jest autonomiczny układ zasilania, zapas zimnej i ciepłej wody, wygodne miejsca do spania, aneks kuchenny — wszystko, co niezbędne do komfortowego funkcjonowania podczas dalekiej wyprawy. Za pomocą podnośnika można zdjąć moduł nawet samemu! Moduł mieszkalny został zakupiony na potrzeby projektu przez Fundację „Krasiwyje dieti w krasiwom mirie”. To nie pierwsza nasza współpraca, nie tak dawno fundacja ta wspierała moją ekspedycję poświęconą stuleciu istnienia obszarów chronionych w Rosji i kilka wystaw fotograficznych. W odróżnieniu od WWF Fundacja „Krasiwyje dieti w krasiwom mirie” to mała organizacja, a właściwie maleńka, do niedawna liczyła bowiem tylko 1,5 pracownika. Fundacja realizuje dwa programy. W ramach pierwszego — „Piękne dzieci” — finansowane są operacje dzieci z wrodzonymi wadami szczękowo-twarzowymi. Do tej pory ze środków fundacji sfinansowano prawie dziewięćset zaawansowanych technologicznie operacji i innych etapów leczenia, dano dzieciom szczęśliwe uśmiechy. Drugi program fundacji — „Piękny świat” — wspiera projekty na rzecz ochrony dzikiej przyrody, rosyjskie rezerwaty i parki narodowe. Wymienić tu należy przywrócenie dąbrów w Parku Narodowym „Ugra”, badanie populacji niedźwiedzia brunatnego w Rezerwacie „Briański Las”, renifera tundrowego w Wodłozierskim Parku Narodowym, bielika w Rezerwacie Wołżańsko-Kamskim, tygrysa w Rezerwacie Sichotealińskim i wiele innych… O szczegółach działalności fundacji można dowiedzieć się tutaj.

Trzy dni temu razem z synem Makarem wybrałem się nowym kamperem w pierwszą daleką podróż, do archangielskich lasów, tych samych, w których rosyjski pisarz Michaił Priszwin szukał lasu nietkniętego toporem, „kniei Berendeja”. Dwutysięcznokilometrowa trasa z Briańskiego Lasu do Archangielska pokonana wzorowo i bez szczególnego wysiłku. Dziś o godz. 17 spotkam się w Archangielsku z czytelnikami, a po spotkaniu wraz z szefem archangielskiego oddziału WWF Andriejem Szczogolewem udamy się w dwińsko-pineżański masyw leśny na poszukiwania kniei Berendeja…

Jak nazwać projekt?

W zeszłym roku opowiadałem, że w najbliższych latach chciałbym się skupić na fotografowaniu resztek rosyjskich starodrzewów, aby zwrócić uwagę ogółu na potrzebę ich ochrony. Projekt jest ambitny i wymaga niemałych środków na jego realizację. Wszystko niby się układa, pierwsze kroki w tym temacie za mną, niedługo pojawi się samochód ekspedycyjny, zgłosiły się organizacje zajmujące się ochroną przyrody, które gotowe są wesprzeć moją pracę. Ale brakuje jednej rzeczy: nazwy projektu i jego logo. Moja ostatnia ekspedycja poświęcona była stuleciu istnienia rezerwatów i nazywała się „Сто заповедных лет” (‘Sto lat rezerwatów’). Tak nazywały się też wystawy fotograficzne podsumowujące rezultaty wyprawy i taki też tytuł nosi poświęcona jej książka. Od tygodni głowię się nad nazwą nowej wyprawy, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Dlatego liczę na inteligencję zbiorową. O koncepcji wyprawy opowiedziałem tutaj.

Na zdjęciu: stara lipa w Soczijskim Parku Narodowym; aby ją objąć, potrzeba siedmiu osób.