kaczki

Mieszkańcy Daurskiego Rezerwatu Biosfery

902427_originalDżerenie. Niezwykłe zwierzęta. Gdyby nie Daurski Rezerwat Biosfery (ros. Даурский заповедник) z jego właściwie zorganizowaną ochroną, nie byłoby ich na terytorium Rosji.

903843_originalZając tołaj (Lepus tolai), mieszkaniec stepów, pustyń i półpustyń.

904153_originalOhary na stepie.

O kaczkach

817531_original

Już ponad połowa powierzchni Jeziora Kambalnego wolna jest od lodu. W bezwietrzne dni topniejące kawałki kry rozprzestrzeniają się po całym jeziorze, a na nich odpoczywają kaczki. Tutejszy skład gatunkowy kaczek jest zadziwiająco ubogi. Nieco niżej — na wodach rzeki Kambalnej — spotykam i krzyżówki, i cyranki, i cyraneczki, i kamieniuszki. A tutaj obserwuję jedynie trzy gatunki: markaczki, lodówki i tracze długodziobe. Pokażę je na zdjęciach.

817818_originalStadko markaczek.

818120_originalParka markaczek.

818575_originalLodówki.

818896_originalTracze długodziobe, zwane też szlacharami.

Studnia artezyjska

555544_original

Na granicy Kałmucji i obwodu astrachańskiego jest kilka studni artezyjskich, wywierconych jeszcze w czasach ZSRR, aby poić bydło. Woda z takich studni wypływa samoczynnie, tworząc niewielkie słonawe jeziorka. Naturalne zbiorniki wodne nie występują na tej półpustyni, dlatego studnie są tak ważne dla dzikich zwierząt jako źródło wody. Po stronie Kałmucji rozciąga się Rezerwat „Czarne Ziemie”, a po stronie obwodu astrachańskiego — zakaznik Stiepnoj (ros. заказник Степной). Tereny te są całkiem nieźle chronione przed kłusownikami, dlatego właśnie tutaj najłatwiej mi było sfotografować resztki niegdyś licznych stad suhaków.

W okolicach jednej ze studni spędziłem połowę swojego czasu na stepie, obserwując z kryjówki życie nad wodopojem. Razem z wodą z czeluści ziemi wydostaje się metan, który ktoś podpalił jeszcze zimą. Ogień płonie już od kilku miesięcy i zwierzęta zdążyły się do niego przyzwyczaić. Widziałem ślady suhaków i nawet wilków w odległości zaledwie kilkudziesięciu kroków od płomieni.

555937_original556260_originalPodczas pierwszego noclegu na stepie udało mi się przed wchodem słońca sfotografować stado suhaków nad wodami artezyjskimi.

556455_original556618_originalNastępnej nocy miałem niebywałe szczęście: nad wodopojem zjawiło się pięć wilków. Co prawda, cała piątka nie zmieściła się w kadrze.

558383_original556920_originalŻurawie stepowe nad wodopojem tuż po zachodzie słońca.

557311_originalKazarka rdzawa — kaczka ta zakłada gniazda najczęściej w opuszczonych lisich norach.

557542_original557687_originalBrodziec leśny?

558126_originalTak samo jak zdjęcia wilków cieszą mnie zdjęcia cudacznego szczudłaka zwyczajnego, wpisanego do Czerwonej Księgi.

557930_original

Kamieniuszki z Doliny Gejzerów

482100_original

Kamieniuszki to małe kolorowe kaczki. Zimują nad morzem, gnieżdżą się zaś na brzegach górskich rzek, spływających z lodowców i pól śniegowych — między innymi w Dolinie Gejzerów. Tutaj, w kłębach pary wodnej i w kolorowym otoczeniu kolonii bakterii termofilnych, żyjących na gorących brzegach rzeki Giejziernaja (ros. Гейзерная), kaczki te wyglądają szczególnie egzotycznie.

482411_originalSamiec kamieniuszki.

482664_originalKaczy trójkąt miłosny.

482927_originalW tym miejscu, tuż obok gejzeru Żemczużnyj (ros. Жемчужный), sfotografowałem owe kaczki.

Szara Szyjka

Mój kolega Władimir Aksionow strzeże południowej granicy Rezerwatu Kronockiego, a mieszka w opuszczonej osadzie Żupanowo, tuż za granicami chronionego obszaru. Późną jesienią Władimir wracał z obchodu i będąc już poza granicą rezerwatu, zauważył dziwne ślady pokryte kroplami krwi. Poszedł po śladach i niedaleko otwartych wód Limanu Siemiaczickiego znalazł w śniegu wycieńczoną i na wpół zamarzniętą kaczkę lodówkę. Na jej skrzydle widniała otwarta rana odsłaniająca kość. Łapa kaczki też była poważnie zraniona. Co się stało — nie wiadomo. Prawdopodobnie ptak, lecąc w ciemności, zderzył się z przeszkodą i spadł na ziemię. Kaczka rozpaczliwie walczyła o życie: przepełzła ponad dwa kilometry w głębokim śniegu, ale opadła z sił dosłownie parę metrów od wody. Jakież miała szczęście, że Władimir znalazł ją wcześniej od licznych tu lisów, wron i bielików! Strażnik zaniósł kaczuszkę do domu, opatrzył jej rany, a kiedy samiczka poczuła się troszkę lepiej, nakarmił ją rybkami.

I zdarzył się cud! Lodówka całkowicie wyzdrowiała i oswoiła się z człowiekiem. Najpierw schronieniem kaczki była skrzynka z sianem, a teraz za najwygodniejsze miejsce kaczka uznaje to, gdzie akurat znajduje się Władimir. Śpią razem, jedzą razem. Kaczka ostrożnie fruwa po domu; początkowo wpadała na okna, ale teraz już rozumie, co to takiego szyba. Gospodarz ma tylko jeden kłopot: kaczka urządza mu wczesne pobudki, nakłaniając do zdrowszego trybu życia.

Będziemy śledzić losy kronockiej Szarej Szyjki.

Autorem filmików jest Władimir Aksionow.

W dół rzeki Kronockiej…

000htx4g

Moją chatkę od wybrzeża Pacyfiku dzieli w linii prostej pięć kilometrów. Nieustannie słyszę szum oceanu, czuję jego zapach, a nawet widzę w czasie silnych sztormów szczyty spienionych fal. Jednak między moją chatką i oceanem rozciąga się grząska tundra i liman, wspólny dla dwóch dużych rzek rezerwatu: Kronockiej (ros. Кроноцкая) i Bogaczowki (ros. Богачёвка). Dlatego pozostaje tylko jedna droga nad ocean: wodna.

We wrześniu, wkrótce po moim przybyciu w to miejsce, z oceanu przez liman płynęły na tarło ławice ryb z rodziny łososiowatych, dlatego bywałem na wybrzeżu praktycznie codziennie, kontrolowałem sytuację w limanie i w trzymilowym akwenie morskim rezerwatu. Teraz bywam nad oceanem znacznie rzadziej, ponieważ ryby dotarły już w górę rzek, nie chcę także bez potrzeby niepokoić tysięcy kaczek i setek łabędzi zimujących w limanie.

Zawsze wypływam przed świtem, kiedy niebo na wschodzie, nad oceanem, zaczyna delikatnie zielenieć. Na rufie pontonu mam zamontowany miniaturowy silnik o mocy 5 kW, ale w stronę oceanu zawsze płynę wiosłując, aby nie spłoszyć zwierząt albo możliwych kłusowników. We wrześniu i w październiku w rzece polują niedźwiedzie, dlatego wpatruję się uważnie w jeszcze gęsty mrok, aby w porę je ominąć. Płynąc w dół rzeki, spotykam zawsze do dziesięciu niedźwiedzi. (Z powrotem, pod prąd, płynę z włączonym silnikiem, dlatego spotykam wtedy znaczniej mniej niedźwiedzi). Niebezpieczne są także zwalone konary, przyniesione przez rwącą rzekę, ale wszystkie je dobrze znam.

Po usypanym gwiazdami niebie, nisko nad rzeką, lecą nad ocean mewy. Raz po raz podpływam do stada kaczek, a one zrywają się do lotu i znikają w ścielącej się nad rzeką mgle. Wokół pontonu co jakiś czas rozchodzą się na wodzie wielkie kręgi: to płynące w górę rzeki ławice wielkich łososi — ket i kiżuczy. Gorbusze, znacznie mniejsze od wspomnianych wyżej gatunków łososi, złożyły już ikrę i tysiące martwych rybich ciał bieleją na dnie rzeki. Dlatego poranna mgła ma zapach rozkładających się ryb. Nos jednak szybko przyzwyczaja się do tego zapachu i przestaje go wyczuwać. Z zarośli olchy i wierzby, porastających brzegi, niesie się trzask i chlupot błota pod łapami niedźwiedzi. Od czasu do czasu rozchodzi się donośny ryk. Najczęściej ryczą niedźwiadki, domagając się od swojej matki ryby. Zaskakująco niskim basem ryczą łoszaki wielkości psa myśliwskiego.

Za ostrym zakrętem rzekę dzieli od oceanu jedynie piaszczysta mierzeja o szerokości dwustu metrów, porośnięta kępami trzcinnika i krzakami borówek. W miejscu tym słodka woda rzek trafia już w strefę morskich przypływów i odpływów. W czasie odpływów na odkrytych piaszczystych mierzejach siedzą setki mew i kaczek, wylegują się najedzone łososiami nerpy. Trzy kilometry dalej widać wyjście na ocean z wielkimi falami na ławicach ujściowych. Po opadach deszczu woda w limanie rozdziela się jak gdyby na dwa nurty: krystalicznie czystej z rzeki Kronockiej i mętnej, o barwie kawy z mlekiem, z rzeki Bogaczowki. Te dwa nurty nie mieszają się ze sobą aż do wypłynięcia na otwarty ocean. Gardziel limanu upodobały sobie z jakichś powodów wale szare. We wrześniu i w październiku widywałem je tam podczas każdego mojego pobytu.

Wybrzeże oceanu jest tutaj niskie, najbliższe skały na Półwyspie Kronockim oddalone są o kilkadziesiąt kilometrów. To bezludne plaże, pokryte niskimi wydmami z czarnego piasku wulkanicznego, z którego słone fale zlizują ślady zwierząt. Nigdzie indziej na świecie nie doświadczałem takiego uczucia odosobnienia, jak tutaj, w sąsiedztwie wielorybów i niedźwiedzi. I za każdym razem dziękuję losowi za szczęście, że mogę to wszystko zobaczyć na własne oczy i dzielić się tym z innymi ludźmi…

000hzq78

Kaczki i łabędzie o wschodzie słońca.

000hwcek 000hxs6z 000hyfpk

000k07p4

Mewy czekają na resztki ze śniadania niedźwiedzia.

000k1999

Wulkan Bolszoj Siemiaczik, inaczej Zubczatka.

000k25sw

Kronocka Sopka od strony limanu.

000k3h51

Nerpy w limanie.

000k4ys1

Czy te oczy mogą kłamać…

000k5aze

Pogodny poranek nad brzegiem Oceanu Spokojnego.