Krajobraz

Wcześniej latałem nad Nierussą tylko we śnie…

Kilka miesięcy temu mój najmłodszy syn Makar kupił drona — miniaturowego „Mavica”. Kiedy się nim do woli wybawił, dronem zaczął latać starszy syn Andriej. A teraz — hura! — przyszła moja kolej. Puszczam drona prosto z trawnika przed domem, dlatego wszystkie zdjęcia zrobione zostały w promieniu dwóch kilometrów od mojego domostwa. Spójrzcie, w jakim cudownym miejscu mieszkam!
Zacząłem żałować, że nie miałem takiej zabawki podczas mojej wyprawy na Kamczatkę i z powrotem. Nic, tylko powtarzać ekspedycję!

Nęcące drogi…

Kilka lat temu przyszło mi czekać na lotną pogodę w odległej osadzie strażników Rezerwatu Kronockiego. Nie mogłem się zbyt daleko zapuszczać, ponieważ helikopter mógł przylecieć po mnie w każdej chwili. Na strychu strażniczej chatki stały skrzynie z zakurzonymi książkami, które pomogły mi przeczekać niepogodę. Jedną z książek — „Przewodnik po psychiatrii” — przeczytałem od deski do deski. W książce tej znalazłem opis swojej choroby. Poriomanii, zwanej też dromomanią. Czyli nieprzepartego popędu do podróży. Później jednak profesjonalny psychiatra rozczarował mnie. Okazało się, że o prawdziwej dromomanii można mówić, kiedy człowiek zupełnie się nie kontroluje: ląduje w innym mieście i zupełnie nie pamięta, jak się tam znalazł. Ale skoro jest taka choroba, to muszą być i stany pograniczne, kiedy człowieka nic nie może powstrzymać, jednak cały czas panuje on nad sytuacją. I jeśli dla takiego człowieka nadeszła pora, by wyruszyć w podróż, to on wyruszy. I nie ma znaczenia, jak tego dokona.

Kiedy wybierałem fotografie do książki opowiadającej o mojej wyprawie śladami rosyjskich rezerwatów, przygotowałem zestaw zdjęć przedstawiających drogi, które miałem okazję przemierzyć w ciągu tych czterech ekspedycyjnych sezonów. Do książki trafi zaledwie kilka z tych zdjęć, a resztę pokażę tutaj. Jeśli w jakiś sposób poruszą was te fotografie, będzie to oznaczać, że też jesteście nosicielami wirusa dromomanii :)

Górne zdjęcie jest pierwszym, jakie zrobiłem podczas wyprawy. Zrobiłem je prosto z kabiny swojej ciężarówki 11 kwietnia 2013 roku, po kilku minutach od wyjazdu ze wsi Czuchraje.

A to zdjęcie zrobiłem ponad rok później, latem 2014 roku na Kamczatce, na mierzei pomiędzy Morzem Ochockim i rzeką Opałą. Droga ta prowadzi na południe Kamczatki, w kierunku rzeki Oziornaja, wypływającej z Jeziora Kurylskiego. Jezioro to było najdalszym punktem mojej wyprawy.

Droga patrolowa w dąbrowach Rezerwatu Łazowskiego (Kraj Nadmorski).

A tą oto drogą pokonałem pasmo górskie Sichote-Aliń, jadąc z Rezerwatu Sichotealińskiego w kierunku Chabarowska.

Kiedy wjeżdżałem z obwodu archangielskiego do pierwszego karelskiego miasteczka Pudoż, dogonili mnie na sygnale policjanci z drogówki i wlepili mi mandat za brudną rejestrację. Musiałem zapłacić 250 rubli. Był to jedyny mandat, jaki dostałem w ciągu czterech lat wyprawy, w trasie liczącej ponad 60 tysięcy kilometrów.

Pogodny ranek gdzieś nieopodal Krasnojarska.

Jesień w Kienozierskim Parku Narodowym, obwód archangielski, rejon kargopolski. Droga ta ciągnie się wzdłuż wierzchowiny zalesionej grzędy morenowej, stanowiącej dział wodny między zlewiskiem Morza Białego i Morza Bałtyckiego.

Karelia, jesień 2016 roku, ostatni miesiąc ekspedycji.

Droga patrolowa w Rezerwacie „Czarne Ziemie” w Kałmucji.

Kolejna droga patrolowa, ale tym razem w Rezerwacie Orenburskim, sektor „Step Burtiński”.

Kraj Ałtajski. Tą drogą przeprawiałem się do Rezerwatu Tigirieckiego.

2013 rok. Droga na wyspie Olchon nad Bajkałem. Wyspa ta jest skupiskiem wszelkich problemów, jakie zrodził rozkwit turystyki zmotoryzowanej. Życzmy sił moim kolegom z Nadbajkalskiego Parku Narodowego i miejscowym władzom w działaniach na rzecz ekologizacji turystyki w tym wspaniałym miejscu.

Listopad 2013 roku. Pierwsze kilometry mojej ciężarówki na Kamczatce.

Trasa „Amur” gdzieś między Czytą i Birobidżanem.

Droga przez Step Agiński prowadząca do Rezerwatu Daurskiego.

Kraj Nadmorski. Droga ta prowadzi przez terytorium Rezerwatu Sichotealińskiego do miejscowości Terniej. W ciągu godziny jazdy tą drogą zobaczyłem więcej zwierząt niż w czasie całej jazdy przez ogromną Syberię. W górnej części zdjęcia, po prawej stronie drogi widoczna jest wieżyczka, z której strażnicy rezerwatu przez całą dobę kontrolują okolice.

Droga do osady strażników w Rezerwacie Sichotealińskim, prowadząca przez dalekowschodnią tajgę.

Między Ułan-Ude i Czytą. Latem jedzie się w dymie z leśnych pożarów.

Kraj Ałtajski. Okolice Rezerwatu Tigirieckiego.

Na zakończenie: najpiękniejsza droga w Rosji. Trakt Czujski w Górnym Ałtaju.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Bajkalskie motywy

Po raz pierwszy jestem nad Bajkałem zimą. Tak, tutaj wciąż jeszcze zima — codziennie rano jest ponad dwadzieścia stopni mrozu. A w środku słonecznego dnia topnieją sople lodu.

Górne zdjęcie zostało zrobione z osiedla Dawsza. Widniejące na pierwszym planie drzewa iglaste rosną na ziemiach Rezerwatu Barguzińskiego (Buriacja), a widoczne w tle różowe góry znajdują się na terytorium Rezerwatu Bajkalsko-Leńskiego. Oba rezerwaty dzieli 45 kilometrów lodowej tafli Bajkału. I to właśnie po tej tafli lodu odbywa się nasza eskapada. Jako środek transportu służy nam UAZ „Buchanka”.

Współautorem dzisiejszego wpisu jest mój syn Makar. Ja fotografowałem z ziemi, a on — z lotu ptaka za pomocą drona.

Poruszanie się po Bajkale w tym sezonie jest bajecznie proste: najczęściej jedzie się po zupełnie gładkim lodzie. Choć zdarzają się czasem przeszkody pod postacią szczelin i torosów; trzeba wtedy tracić czas na poszukiwanie objazdu.

Mój dzień zaczyna się najczęściej przed szóstą rano, kiedy jezioro i jego okolice spowija mroźna mgła. Na zdjęciu: gniazdo bielika olbrzymiego w Zabajkalskim Parku Narodowym.

Góry półwyspu Święty Nos wczesnym świtem.

Osiedle Ust’-Barguzin. Za Zatoką Barguzińską wznoszą się góry półwyspu Święty Nos — to już terytorium Zabajkalskiego Parku Narodowego. A w osiedlu mieści się biuro Parku.

Skała Szamanka na wyspie Olchon w Nadbajkalskim Parku Narodowym — jedno z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc nad Bajkałem.

Dzisiejszy świt w Parku Narodowym „Rosyjska Północ”

925388_original

Zdążyłem już pobyć za kołem podbiegunowym (gdzie nie miałem zupełnie dostępu do internetu) i teraz wracam do domu przez obwód wołogodzki.
Na zdjęciu widnieje Monastyr Świętego Cyryla Biełozierskiego położony w mieście Kiriłłow, przez które przejeżdżałem dziś przed wschodem słońca.
Wyprawa dobiega końca, nawigacja pokazuje, że do Briańskiego Lasu pozostało zaledwie tysiąc kilometrów.