Rezerwat Sichotealiński

Olbrzymka z tajgi Dalekiego Wschodu

Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem topolę Maksymowicza w Kraju Nadmorskim, w Sichotealińskim Rezerwacie Biosfery. Drzewo poraziło mnie swoimi rozmiarami. Średnica jego pnia na wysokości klatki piersiowej człowieka może sięgać dwóch metrów. Abyście mogli lepiej uzmysłowić sobie wielkość topoli Maksymowicza, dodam, że w jej dziuplach lubią urządzać sobie gawry niedźwiedzie himalajskie.
Topola Maksymowicza została nazwana na cześć rosyjskiego badacza Dalekiego Wschodu, botanika Carla Maximowicza.

Liczne dziuple i szczeliny w pniu topoli są domem dla mieszkańców tajgi.

Kora topoli Maksymowicza.

Martwa topola, powalona przez starość, staje się substratem dla nowego życia.

Zapisz

Reklamy

Kupka tygrysa

886480_original

Po raz kolejny wydostałem się z tajgi i przyjechałem do miejscowości Terniej. A ściślej mówiąc, wywieziono mnie z chatki położonej w uroczysku Ust-Szanduj (ros. Усть-Шандуй) prastarym „Uralem” należącym do rezerwatu — po wczorajszym cyklonie lepiej nie ryzykować przeprawiania się przez przepełnione wodą rzeki innymi środkami transportu.

Już od ponad dwóch tygodni goszczę w Rezerwacie Sichotealińskim. Zdążyłem pomieszkać w pięciu różnych przechodnich chatkach, przedreptałem po ścieżkach tajgi razem z pracownikami rezerwatu kilkaset kilometrów. Co mnie najbardziej zadziwiło w rezerwacie, w przyrodzie Dalekiego Wschodu? Topola Maksymowicza — gigantyczne drzewo. O niej opowiem oddzielnie. No i oczywiście tygrys. I chociaż go nie sfotografowałem, to też poświęcę mu osobną opowieść. I goralowi.

Można powiedzieć, że tygrys jest tu pospolitym zwierzęciem. Codziennie widzi się ślady jego bytności. Nawet na poboczu asfaltowej drogi prowadzącej do miejscowości Terniej i przecinającej rezerwat malowały się w dniu naszego przyjazdu świeżutkie tropy tygrysa. Raz po raz znajduje się szczątki tygrysich ofiar: dzików i jeleni. Albo drzewa oznaczone przez tygrysy. Albo ich odchody. Nawiasem mówiąc, odchody tygrysa najtrudniej jest zobaczyć, ponieważ za ich zbieranie pracownicy rezerwatu dostają dodatkowe wynagrodzenie. Nawet się martwiłem, czy uda mi się sfotografować kupę tego drapieżnika. Ale udało się. Zdjęcie w załączeniu. Pisałem już kiedyś na blogu, że odchody zwierząt stanowią dla zoologów prawdziwą skarbnicę informacji. Z tej kupy można wyczytać, kto skończył jako obiad dla tygrysa. Jeśli odchody są świeże, można zrobić badania genetyczne i hormonalne.

Dziś czeka mnie ostatni nocleg w Rezerwacie Sichotealińskim, tuż obok bazy strażników Błagodatnyj. Jutro wczesnym świtem wyruszam na zachód, w kierunku Chabarowska, by odwiedzić inne rezerwaty i parki narodowe…

Wybrzeże morskie Rezerwatu Sichotealińskiego

886151_original

Przez kilka dni razem z pracownikami rezerwatu szukałem wpisanych do Czerwonej Księgi gorali himalajskich, które zamieszkują te oto przybrzeżne skały. O goralach opowiem oddzielnie, a dziś zamieszczam jedynie zdjęcie przedstawiające miejsce ich występowania. Teraz jadę na kilka dni w głąb rezerwatu.

Miejscowość Terniej dziś wieczorem

885948_original

Od dziesięciu dni przebywam w Rezerwacie Sichotealińskim. Boję się, żeby mi się nie przytrafiło tutaj to, co kiedyś przytrafiło mi się na Kamczatce. Pojechałem tam wtedy na dwa tygodnie, a utknąłem ostatecznie na dziesięć lat. Najwyższy czas jechać dalej na zachód, ale jakoś nie mogę. Zakochałem się w tym niezwykłym kraju i postanowiłem się tu zatrzymać.

Dzisiaj opuściłem tajgę i udałem się do miejscowości Terniej, ośrodka administracyjnego rejonu terniejskiego, żeby zrobić zapasy jedzenia i skorzystać z internetu. Zatokę Terniej odkrył dla Europejczyków wielki francuski żeglarz La Pérouse i nazwał ją na cześć francuskiego admirała de Ternaya. Do Władywostoku i Chabarowska jest stąd 650 km. W miejscowości Terniej znajduje się biuro Rezerwatu Sichotealińskiego: budynki z czerwonej cegły w prawym rogu zdjęcia. Jutro wracam do tajgi, do tropów tygrysów i niedźwiedzi himalajskich, do kwitnących różaneczników…