tęcza

Obrazki znad jeziora

855168_original

Pogoda nad jeziorem jest ostatnio bardzo kapryśna: to deszcz z tęczą, to chwilowe przejaśnienie, to silny szkwał…

855403_original 856800_original857366_original855581_original857252_original

Reklamy

Spotkanie w mieście Barnauł

578763_original

Pozdrawiam wszystkich z Górnego Ałtaju, z rejonu kosz-agackiego, sąsiadującego z Mongolią. Spełniłem swoje dawne marzenie o przejechaniu Traktu Czujskiego (ros. Чуйский тракт). Wokół zapierające dech w piersi krajobrazy, rwące rzeki mające swoje źródła w lodowcach.

28 czerwca w mieście Barnauł (ros. Барнаул), w galerii sztuki „Бандероль” (Пролетарская, 139) planuję spotkanie z mieszkańcami Ałtaju. Początek o godz. 17. Mam nadzieję, że wrócę do stolicy Kraju Ałtajskiego na czas :)

578840_original

Ural Południowy

573225_original

Od dwóch dni obozuję na granicy obwodu orenburskiego i Baszkirii w niewiarygodnie pięknym (i chłodnym!) miejscu. Rozkoszuję się deszczem i chłodem, których nie miałem od prawie dwóch miesięcy. Zajmuję się tą oto dziatwą:

573519_originalPodziękowania dla masklat za naprowadzenie na świstacze miejsca!

573928_original

Tęcza

527352_original

Wielu fotografów, w tym i ja, z nostalgią wspomina dawne „przedcyfrowe” czasy, kiedy to głównym zajęciem fotografa było robienie zdjęć, a nie siedzenie przed monitorem. Siedzisz i siedzisz, tylko po co… Zima minęła, czas ruszyć w daleką podróż, a połowa zeszłorocznych zdjęć i tak nadal nieobrobiona :( Za to praca nad albumem o życiu fotografa na Kamczatce na ostatniej prostej. Dziś „męczyłem” wstęp i zakończenie.

Zdjęcie z folderu „Kienoziero 2012” (ros. Кенозеро).

Chatka na przylądku Trawianoj

504685_original

Zeszłą jesień spędziłem na przylądku Trawianoj w Zakazniku Południowokamczackim. Kiedy mieszka się długo w jednym miejscu, to ciekawie jest fotografować jeden i ten sam obiekt w zmieniającym się otoczeniu. Jak na przykład te wysepki powstałe z zastygłej lawy wulkanicznej. Fotografowałem je specjalnie. Natomiast dzisiejsza seria z chatką wyszła przypadkowo. Wracając pieszo do osady stale tym samym szlakiem, często nie mogłem się powstrzymać od sfotografowania takiego sielskiego pejzażu. A teraz, porządkując archiwum, zestawiłem te poniekąd przypadkowe zdjęcia w jeden cykl…

503130_original503013_original503815_original504274_original504418_original

Tęczowy internet w zapadłym kącie

494296_original

Często, a nawet bardzo często wspominam jedną i tę samą historię. Zdarzyła się ona na Kamczatce, w Zakazniku Południowokamczackim. Na przylądku Trawianoj wylądował helikopter, a z niego wysypała się grupa japońskich studentów, którzy przylecieli popatrzeć, jak niedźwiedzie łowią ryby. Jedna z dziewczyn wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy i odkryła, że nie ma zasięgu. Pokazała kolegom… i zaczęło się! Studenci obejmowali się, skakali z radości, że na planecie ostały się jeszcze miejsca, gdzie nie działają komórki, a oni, szczęśliwcy, w takim właśnie miejscu się znaleźli… Młodzi Japończycy byli tym wstrząśnięci nie mniej niż włóczącymi się nieopodal niedźwiedziami…

Według japońskiej miary muszę być zatem bardzo szczęśliwym człowiekiem. I jestem. Od kiedy zakończyłem naukę w instytucie, nigdy nie mieszkałem w mieście dłużej niż przez tydzień. Większą część życia spędziłem w miejscach, gdzie jedynym środkiem łączności były trzeszczące radiostacje „Len”, „Angara” i temu podobne.

Obecnie dla mieszkańców miast i wsi szybki internet jest czymś tak powszechnym, jak wodociąg, kanalizacja, centralne ogrzewanie. Internet może zastąpić wszystkie inne sposoby komunikacji, dostępny zaś jest niemal wszędzie. Mieszkaniec miasta ma w domu stałe łącze, na ulicy może korzystać z internetu bezprzewodowego, czasami bezpłatnie. I wszytko to kosztuje paręset rubli na miesiąc.

Ja jednak mieszkam w zupełnie innych warunkach. I choć najbliższy nadajnik sieci komórkowej znajduje się w odległości 10 km od mojej głuchej wsi w Briańskim Lesie, telefon komórkowy działa tu tylko wysoko nad ziemią. (Komórka leży u mnie na strychu, w związku z czym prawie zawsze nie odbieram połączeń przychodzących — ci, co do mnie dzwonią, dobrze o tym wiedzą :)). Natomiast internet tutejszej sieci komórkowej zupełnie nie działa. Zapytacie więc: jak prawie codziennie publikuję posty na blogu i kontaktuję się ze światem? Otóż korzystam z dwukierunkowego internetu satelitarnego.

Dwukierunkowy internet satelitarny sprawdza się wyśmienicie: jest stabilny i szybki. Jedyna jego wada to koszt abonamentu. Im więcej piszę na blogu, tym więcej muszę płacić. Im większe zdjęcie zamieszczam, tym większy rachunek. Odpowiadam na komentarze czytelników — znowu taryfa. W rezultacie wydatki na internet zaczęły pożerać największą część naszego rodzinnego budżetu — kilkadziesiąt tysięcy rubli miesięcznie. Teraz mnie zrozumiecie, dlaczego unikam publikowania na blogu filmików i dużych plików.

W ciągu trzech lat istnienia mojego blogu ani razu nie zamieściłem na nim płatnej reklamy, chociaż niemal codziennie dostawałem takie propozycje po tym, jak znalazłem się w pierwszej dziesiątce w rankingu LiveJournal (chodzi o rosyjską wersję tego blogu). Ale by móc nadal finansować prowadzenie swojego blogu (tj. pokrywać wydatki na internet) zdecydowałem, że od czasu do czasu zamieszczę reklamę. Na razie jednak nie ma takiej potrzeby. Pojawił się bowiem u mnie sponsor: federalny operator satelitarny РАДУГА-ИНТЕРНЕТ (Raduga-Internet; raduga w języku rosyjskim oznacza ‘tęcza’). Kilka dni temu pracownicy firmy przywieźli i zamontowali w mojej wsi Czuchraje niezbędny sprzęt: antenę i modem satelitarny. Wszytko pięknie działa z zadziwiającą dla mnie prędkością! Wreszcie uda mi się zrealizować plan stworzenia na moim blogu działu, w którym będę zamieszczał zdjęcia w dużym formacie — do wykorzystania jako tapety na pulpit. I częściej też będę mógł się z wami spotykać! Podziękowania dla  РАДУГА-ИНТЕРНЕТ!