Moja wieś

Czuchraje z lotu ptaka

Oto wieś Czuchraje, w której mieszkam. Obecnie liczy zaledwie kilku stałych mieszkańców.

Solidny budynek w środku kadru to stacja terenowa Rezerwatu „Briański Las”. Dzięki temu budynkowi Czuchraje nazywane są żartobliwie ekologiczną stolicą Briańszczyzny. Tutaj bowiem często odbywają się konferencje i seminaria poświęcone ekologii, tutaj organizowane są letnie obozy, szkoły i praktyki studenckie. Tutaj goszczą też całkiem liczni w okresie letnim turyści. Dekadę temu jeden z badaczy nazwał ów budynek żartobliwie „świątynią słońca” — nazwa się przyjęła i jest powszechnie używana.

Widoczny w środku kadru staw to zbiornik przeciwpożarowy. Zasiedliły go liczne karasie i liny, na które polują tu bociany białe i czarne oraz czaple. Przy drodze dostrzec można kopę siana, które służy jako dodatkowa karma dla saren. Zimą można je obserwować prosto z okien stacji.

Zapisz

Reklamy

Jestem na urlopie, odpoczywam od niedźwiedzi

837761_original

Wziąłem urlop od niedźwiedzi i przeniosłem się do Briańskiego Lasu, w największy upał. W kamczacki chłód wrócę we wrześniu. Ale to dobrze, że jest upalnie, w tym roku trzeba przygotować siano dla siedmiu koni: nasza stajnia rozrosła się ponad dwukrotnie! Tak więc na razie brakuje czasu na pojawianie się w internecie :))

Niedźwiedzie z Briańskiego Lasu opuściły już gawry

675009_original

To zdjęcie ciekawskiego niedźwiedzia w wieczornej mgle zostało zrobione tydzień temu za pomocą fotopułapki umieszczonej nieopodal borsuczej nory w Rezerwacie „Briański Las”. Przez ten czas śnieg zdążył całkowicie stajać nawet w lesie. Rankiem słychać już bębnienie dzięciołów, w nocy tokują puszczyki i włochatki zwyczajne. W rzece Nierussa wody po same brzegi i lada chwila zacznie zalewać łęgi. Teraz, w środku dnia, w naszej wsi jest plus osiem. Najwyraźniej nadeszła pora, żebym i ja zbudził się ze snu zimowego…

O zimowych kąpielach…

© T. Torska

W swoją daleką transrosyjską wyprawę pojechałem niepokonaną ciężarówką GAZ, ale mam jeszcze jeden, trochę mniejszy, samochód ekspedycyjny, który służy mi podczas niedalekich podróży. W ciągu ostatnich pięciu lat, w przerwach między kamczackimi przygodami, objechałem nim wiele zakątków Rosji — od Morza Białego do Morza Czarnego. To właśnie on na górnym zdjęciu przedziera się przez archangielskie bezdroża. Użyteczna maszyna — nie tylko w ekspedycjach, ale także w gospodarstwie: w przyczepie można wozić obornik, drewno albo siano.

Wczoraj postanowiłem przytaszczyć nim belę siana dla koni. Najkrótsza i najrówniejsza droga prowadziła przez zamarzniętą taflę jeziora. Kilka dni temu, jeszcze zanim udałem się na moskiewski festiwal „Pierwotna Rosja”, jeździłem po tym jeziorze bez żadnych przygód; w końcu co noc mróz sięgał -30oC…

Ogólnie rzecz biorąc, rzadko która zima, szczególnie okres styczniowych srogich mrozów, obywa się u mnie bez lodowatych kąpieli. I żadna z tych kąpieli nie zdarzyła się z mojej własnej woli. Kąpałem się sam, z koniem, z motorem, ze skuterem śnieżnym. A z samochodem tak solidnie miałem okazję wykapać się po raz pierwszy.

673950_original Próbuję wymacać hak, żeby przyczepić do niego linę holowniczą, ale nie mogę dosięgnąć… © L. Szpilenok

674100_originalNurkuję, zapomniawszy, że mam na głowie czapkę… © L. Szpilenok

674404_originalI wynurzam się… © L. Szpilenok

Niezapomnianych przygód oczekuje się zazwyczaj daleko od domu, ale mnie się one przydarzają najczęściej tuż pod domem. Gdybym zapadł się w tym miejscu dwa lata temu, to nie byłoby takich skutków. Latem 2012 roku, w czasie suszy, wynająłem traktor, który oczyścił i pogłębił jezioro tak, że na jego dnie zaczęły bić źródła. I to właśnie nad takim źródłem zapadł się samochód…

Z pomocą pracowników rezerwatu i UAZika wyposażonego w wyciągarkę udało się po paru godzinach wyciągnąć maszynę. Teraz suszy się w garażu przy nagrzewnicy. Jeśli ktoś ma doświadczenie w reanimacji zatopionych samochodów, będę wdzięczny za porady.