łabędzie

Zimna wiosna 2011 roku

0014w5y9

Wiosna zwleka w tym roku z nadejściem. Chociaż mieszkam w „najcieplejszym” miejscu rezerwatu, nadal codziennie palę w piecu, jak w zimie. Najwyższa dotychczasowa temperatura maja to 6oC. W ciągu ostatniego tygodnia nie było dnia bez opadów śniegu, z tym że śnieg od razu taje. Oczy stęskniły się już za błękitnym niebem i zielonym krajobrazem, ale na to przyjdzie jeszcze poczekać do czerwca. Mimo że Rezerwat Kronocki leży na tej samej szerokości geograficznej, co Kaługa i Briańsk…

0014t5dp

Głuszec czarnodzioby tokuje na brzozie Ermana.

0014x0b4

0014yys1

Łęczak, brodziec leśny lub trawnik — tak w języku polskim nazywa się ten ptak z rodziny bekasowatych. W języku rosyjskim ma zabawniejsze imię: fifi (ros. фифи).

0014z0qf

Tu był zając bielak.

00150gpq

Tu się pożywiały łosie.

0014szdb

Pierwsze kwiaty w tundrze: naskałka pełzająca.

00152kxd

00151d8h

W dół rzeki Kronockiej…

000htx4g

Moją chatkę od wybrzeża Pacyfiku dzieli w linii prostej pięć kilometrów. Nieustannie słyszę szum oceanu, czuję jego zapach, a nawet widzę w czasie silnych sztormów szczyty spienionych fal. Jednak między moją chatką i oceanem rozciąga się grząska tundra i liman, wspólny dla dwóch dużych rzek rezerwatu: Kronockiej (ros. Кроноцкая) i Bogaczowki (ros. Богачёвка). Dlatego pozostaje tylko jedna droga nad ocean: wodna.

We wrześniu, wkrótce po moim przybyciu w to miejsce, z oceanu przez liman płynęły na tarło ławice ryb z rodziny łososiowatych, dlatego bywałem na wybrzeżu praktycznie codziennie, kontrolowałem sytuację w limanie i w trzymilowym akwenie morskim rezerwatu. Teraz bywam nad oceanem znacznie rzadziej, ponieważ ryby dotarły już w górę rzek, nie chcę także bez potrzeby niepokoić tysięcy kaczek i setek łabędzi zimujących w limanie.

Zawsze wypływam przed świtem, kiedy niebo na wschodzie, nad oceanem, zaczyna delikatnie zielenieć. Na rufie pontonu mam zamontowany miniaturowy silnik o mocy 5 kW, ale w stronę oceanu zawsze płynę wiosłując, aby nie spłoszyć zwierząt albo możliwych kłusowników. We wrześniu i w październiku w rzece polują niedźwiedzie, dlatego wpatruję się uważnie w jeszcze gęsty mrok, aby w porę je ominąć. Płynąc w dół rzeki, spotykam zawsze do dziesięciu niedźwiedzi. (Z powrotem, pod prąd, płynę z włączonym silnikiem, dlatego spotykam wtedy znaczniej mniej niedźwiedzi). Niebezpieczne są także zwalone konary, przyniesione przez rwącą rzekę, ale wszystkie je dobrze znam.

Po usypanym gwiazdami niebie, nisko nad rzeką, lecą nad ocean mewy. Raz po raz podpływam do stada kaczek, a one zrywają się do lotu i znikają w ścielącej się nad rzeką mgle. Wokół pontonu co jakiś czas rozchodzą się na wodzie wielkie kręgi: to płynące w górę rzeki ławice wielkich łososi — ket i kiżuczy. Gorbusze, znacznie mniejsze od wspomnianych wyżej gatunków łososi, złożyły już ikrę i tysiące martwych rybich ciał bieleją na dnie rzeki. Dlatego poranna mgła ma zapach rozkładających się ryb. Nos jednak szybko przyzwyczaja się do tego zapachu i przestaje go wyczuwać. Z zarośli olchy i wierzby, porastających brzegi, niesie się trzask i chlupot błota pod łapami niedźwiedzi. Od czasu do czasu rozchodzi się donośny ryk. Najczęściej ryczą niedźwiadki, domagając się od swojej matki ryby. Zaskakująco niskim basem ryczą łoszaki wielkości psa myśliwskiego.

Za ostrym zakrętem rzekę dzieli od oceanu jedynie piaszczysta mierzeja o szerokości dwustu metrów, porośnięta kępami trzcinnika i krzakami borówek. W miejscu tym słodka woda rzek trafia już w strefę morskich przypływów i odpływów. W czasie odpływów na odkrytych piaszczystych mierzejach siedzą setki mew i kaczek, wylegują się najedzone łososiami nerpy. Trzy kilometry dalej widać wyjście na ocean z wielkimi falami na ławicach ujściowych. Po opadach deszczu woda w limanie rozdziela się jak gdyby na dwa nurty: krystalicznie czystej z rzeki Kronockiej i mętnej, o barwie kawy z mlekiem, z rzeki Bogaczowki. Te dwa nurty nie mieszają się ze sobą aż do wypłynięcia na otwarty ocean. Gardziel limanu upodobały sobie z jakichś powodów wale szare. We wrześniu i w październiku widywałem je tam podczas każdego mojego pobytu.

Wybrzeże oceanu jest tutaj niskie, najbliższe skały na Półwyspie Kronockim oddalone są o kilkadziesiąt kilometrów. To bezludne plaże, pokryte niskimi wydmami z czarnego piasku wulkanicznego, z którego słone fale zlizują ślady zwierząt. Nigdzie indziej na świecie nie doświadczałem takiego uczucia odosobnienia, jak tutaj, w sąsiedztwie wielorybów i niedźwiedzi. I za każdym razem dziękuję losowi za szczęście, że mogę to wszystko zobaczyć na własne oczy i dzielić się tym z innymi ludźmi…

000hzq78

Kaczki i łabędzie o wschodzie słońca.

000hwcek 000hxs6z 000hyfpk

000k07p4

Mewy czekają na resztki ze śniadania niedźwiedzia.

000k1999

Wulkan Bolszoj Siemiaczik, inaczej Zubczatka.

000k25sw

Kronocka Sopka od strony limanu.

000k3h51

Nerpy w limanie.

000k4ys1

Czy te oczy mogą kłamać…

000k5aze

Pogodny poranek nad brzegiem Oceanu Spokojnego.