Słowa się materializują…

564154_original

Na każdej wyprawie pełno jest niespodzianek i przeszkód. Może się zepsuć samochód w bezludnych miejscach. Psuł się — naprawiałem. Można zgubić dokumenty i pieniądze. W Rezerwacie „Czarne Ziemie” zostawiłem na stepie kurtkę, w której trzymałem dowód osobisty, prawo jazdy, pieniądze, karty bankowe z przyczepionymi do nich skrupulatnie spinaczem odpowiednimi kodami PIN. Kiedy, uświadomiwszy sobie zgubę, zawróciłem, kurtki już nie było. Byłem przekonany, że na tym zakończyłem sromotnie swoją wyprawę, i zacząłem obmyślać, jak dostać się do domu bez pieniędzy i dokumentów. Ale kiedy następnego dnia przyjechałem na kordon rezerwatu, okazało się, że kurtka jest: znaleźli ją i przynieśli ze sobą studenci-praktykanci z Petersburga.

Pod Astrachaniem spaliła mi się ładowarka do MacBooka Pro, jedynego komputera. Już prawie spanikowałem, ale Aleksander Ralnikow ralnikoff rozwiązał problem w niecałe 20 minut, zamieszczając na twitterze apel do mieszkańców Astrachania.

Inny zaś problem miał nieco mistyczny charakter. Z dziedziny: „słowa się materializują”. Już w czasie wyprawy, w Rezerwacie „Czarne Ziemie”, kończyłem książkę o pracy fotografa na Kamczatce. Wydawnictwo poprosiło mnie, abym spłodził chociaż jeden akapit o swoim sprzęcie fotograficznym. I napisałem tak: „…najważniejszym obiektywem dla mnie jest Nikkor 300 мм/2,8. Tytan pracy! Zrobiłem nim większość zdjęć zwierząt, a nawet roślin. Gdybym znalazł się w sytuacji, że mogę wziąć na bezludną wyspę tylko jeden obiektyw, to wziąłbym właśnie jego razem z Nikonem D4. Obiektyw ten cechuje się wysoką jakością odwzorowania i niezwykłą ostrością, pozwala w pełni kontrolować głębię ostrości i, co najważniejsze, umożliwia fotografowanie wielu zwierząt z wygodnej dla fotografa odległości”. Ledwie wysłałem te wersy do redakcji, jak zaklinował mi się właśnie Nikkor 300 мм/2,8 i to właśnie w aparacie Nikon D4. Aparat i obiektyw działają, ale tylko razem. Rozłączyć się ich nie da. Zaciął się bagnet mocujący! I tak oto został mi dokładnie ten zestaw, który zamierzałem wziąć ze sobą na nieistniejącą bezludną wyspę. Miałem jeszcze pięć innych obiektywów, ale nie było ich na czym umocować. Przez kilka dni musiałem fotografować tylko tym nierozłącznym zestawem, dopóki nie wróciłem do swojego bazowego obozu na kordonie Atsan-Kuduk, gdzie zostawiłem wziętego na wszelki wypadek niepełnoklatkowego Nikona D7000, który już raz ratował mnie na Kamczatce po tym, jak utopiłem swojego ówczesnego Nikona D3.

Kiedy opuściłem gorące półpustynie i dotarłem do nie mniej gorącego Astrachania, od razu z pomocą rzutkiego Żeni Połonskiego e_polonskiy, który usynowił mnie na czas mojej wizyty w tym regionie, zamówiłem w miejscowym sklepie ze sprzętem fotograficznym Nikona D800E. Aparat przyjechał z Moskwy po trzech dniach. W Rezerwacie Bogdińsko-Baskunczaskim (ros. Богдинско-Баскунчакский заповедник) robiłem zdjęcia już nowym aparatem. A w Nikonie D4 nadal tkwi trzystumilimetrowy teleobiektyw. Najwidoczniej, będzie tak tkwić aż do mojego powrotu z wyprawy. Sam sobie wykrakałem…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s