Tęczowy internet w zapadłym kącie

494296_original

Często, a nawet bardzo często wspominam jedną i tę samą historię. Zdarzyła się ona na Kamczatce, w Zakazniku Południowokamczackim. Na przylądku Trawianoj wylądował helikopter, a z niego wysypała się grupa japońskich studentów, którzy przylecieli popatrzeć, jak niedźwiedzie łowią ryby. Jedna z dziewczyn wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy i odkryła, że nie ma zasięgu. Pokazała kolegom… i zaczęło się! Studenci obejmowali się, skakali z radości, że na planecie ostały się jeszcze miejsca, gdzie nie działają komórki, a oni, szczęśliwcy, w takim właśnie miejscu się znaleźli… Młodzi Japończycy byli tym wstrząśnięci nie mniej niż włóczącymi się nieopodal niedźwiedziami…

Według japońskiej miary muszę być zatem bardzo szczęśliwym człowiekiem. I jestem. Od kiedy zakończyłem naukę w instytucie, nigdy nie mieszkałem w mieście dłużej niż przez tydzień. Większą część życia spędziłem w miejscach, gdzie jedynym środkiem łączności były trzeszczące radiostacje „Len”, „Angara” i temu podobne.

Obecnie dla mieszkańców miast i wsi szybki internet jest czymś tak powszechnym, jak wodociąg, kanalizacja, centralne ogrzewanie. Internet może zastąpić wszystkie inne sposoby komunikacji, dostępny zaś jest niemal wszędzie. Mieszkaniec miasta ma w domu stałe łącze, na ulicy może korzystać z internetu bezprzewodowego, czasami bezpłatnie. I wszytko to kosztuje paręset rubli na miesiąc.

Ja jednak mieszkam w zupełnie innych warunkach. I choć najbliższy nadajnik sieci komórkowej znajduje się w odległości 10 km od mojej głuchej wsi w Briańskim Lesie, telefon komórkowy działa tu tylko wysoko nad ziemią. (Komórka leży u mnie na strychu, w związku z czym prawie zawsze nie odbieram połączeń przychodzących — ci, co do mnie dzwonią, dobrze o tym wiedzą :)). Natomiast internet tutejszej sieci komórkowej zupełnie nie działa. Zapytacie więc: jak prawie codziennie publikuję posty na blogu i kontaktuję się ze światem? Otóż korzystam z dwukierunkowego internetu satelitarnego.

Dwukierunkowy internet satelitarny sprawdza się wyśmienicie: jest stabilny i szybki. Jedyna jego wada to koszt abonamentu. Im więcej piszę na blogu, tym więcej muszę płacić. Im większe zdjęcie zamieszczam, tym większy rachunek. Odpowiadam na komentarze czytelników — znowu taryfa. W rezultacie wydatki na internet zaczęły pożerać największą część naszego rodzinnego budżetu — kilkadziesiąt tysięcy rubli miesięcznie. Teraz mnie zrozumiecie, dlaczego unikam publikowania na blogu filmików i dużych plików.

W ciągu trzech lat istnienia mojego blogu ani razu nie zamieściłem na nim płatnej reklamy, chociaż niemal codziennie dostawałem takie propozycje po tym, jak znalazłem się w pierwszej dziesiątce w rankingu LiveJournal (chodzi o rosyjską wersję tego blogu). Ale by móc nadal finansować prowadzenie swojego blogu (tj. pokrywać wydatki na internet) zdecydowałem, że od czasu do czasu zamieszczę reklamę. Na razie jednak nie ma takiej potrzeby. Pojawił się bowiem u mnie sponsor: federalny operator satelitarny РАДУГА-ИНТЕРНЕТ (Raduga-Internet; raduga w języku rosyjskim oznacza ‘tęcza’). Kilka dni temu pracownicy firmy przywieźli i zamontowali w mojej wsi Czuchraje niezbędny sprzęt: antenę i modem satelitarny. Wszytko pięknie działa z zadziwiającą dla mnie prędkością! Wreszcie uda mi się zrealizować plan stworzenia na moim blogu działu, w którym będę zamieszczał zdjęcia w dużym formacie — do wykorzystania jako tapety na pulpit. I częściej też będę mógł się z wami spotykać! Podziękowania dla  РАДУГА-ИНТЕРНЕТ!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s