„Zamarznięty” bielik

001kgeqr

Grudniowy poranek, mrozik niemal trzydziestostopniowy… Ale wstaje słońce i troszkę się ociepla. Idę wzdłuż brzegu rzeki Kronockiej żwawym krokiem; gdybym szedł wolno, odmroziłbym stopy w gumowcach. Znad rzeki napływa lodowata mgła. Na wodzie rozchodzą się kręgi wywołane przez duże ryby — nadal trwa tarło kiżuczy. Nad tarliskiem na starej brzozie Ermana siedzą trzy bieliki olbrzymie. Kiedy się do nich przybliżam, dwa odlatują, a jeden siedzi dalej. Podchodzę na odległość jakichś dziesięciu metrów i widzę, że bielik nawet nie drgnie: schował głowę pod skrzydło, niczym kogut na grzędzie w kurniku. Wygląda na to, że nie żyje, że zamarzł, ale nie spadł na ziemię. W taki mróz nic dziwnego… Robię mu parę zdjęć z bliska. Następnie wspinam się na brzozę, żeby zabrać nieszczęśnika i przekazać go najbliższym helikopterem do oddziału naukowego rezerwatu w celu zbadania przyczyn śmierci. Staram się dostać do ptaka po bocznej gałęzi, ale nie jest to bezpieczna droga: na takim mrozie gałąź może się złamać pod moim ciężarem. Zaczynam więc huśtać gałęzią, licząc, że strącę ptaka na pokrytą śniegiem ziemię. Ale… przy pierwszym ruchu gałęzi bielik rozpościera swoje ponad dwumetrowe skrzydła i odlatuje, oglądając się za mną z lękiem. Najwidoczniej ptak zmarzł porządnie w nocy, a rankiem zasnął mocno na słoneczku! No i świetnie, że nie trzeba było wysyłać bielika do naukowców!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s