Żyje we mnie marzenie…

Cranes and Igor's truck

Istnieje zwyczaj dzielenia się przed nadejściem Nowego Roku swoimi marzeniami dotyczącymi przyszłości. Dziś właśnie spróbuję to zrobić…

Od kiedy pamiętam, zawsze we mnie walczyły dwa sprzeczne marzenia. Pierwsze: żyć w chatce nad brzegiem leśnej rzeki i ochraniać leśne życie wokół mnie, znać każdego zwierza, każde drzewo, każdą kępkę na sąsiednim trzęsawisku. Drugim zaś dziecięcym marzeniem był dom na czterech kółkach. W czasie gdy moi koledzy z przedszkola rysowali samoloty i czołgi, moja ręka tworzyła na kartce fantastyczne domy na kołach pośród lasów i gór, na brzegach rzek i jezior, w otoczeniu dzikich zwierząt. Jeśli się nie zapomina o dziecięcych marzeniach, to one się spełniają.

Połowę życia spędziłem w Briańskim Lesie; służyłem jak najlepiej swojej małej ojczyźnie, temu miejscu, gdzie się urodziłem i wychowałem. I muszę dodać, że jednocześnie nigdy nie zapominałem o swoim drugim marzeniu, nawet robiłem sobie furgon z prostego wozu i niczym cygan podróżowałem przez kilka dni po bagiennych i pełnych wykrotów bezdrożach okolicznych lasów pojazdem o mocy jednego konia — pokornego myszatego wałacha o imieniu Gazik.

Przez pierwszą połowę życia wszystkie moje podróże mieściły się w promieniu pięćdziesięciu kilometrów od domu. Poza granice Briańskiego Lasu praktycznie nie wyjeżdżałem, jedynie parę razy do Moskwy załatwiać różne sprawy. Pracowałem w rezerwacie, niekiedy spotykałem się z kolegami z innych rezerwatów. Ich opowieści pobudzały moją wyobraźnię i w końcu zrodziła się we mnie nieprzeparta chęć dalekich podróży. Owa pasja zlała się organicznie z jeszcze jedną pasją z okresu dzieciństwa — fotografowaniem. I w połowie swojego życia stałem się fotografem-podróżnikiem, a moim przewodnim tematem została zadziwiająca przyroda rosyjskich rezerwatów, w pierwszej kolejności oczywiście Rezerwatu „Briański Las”, w którego sąsiedztwie znajduje się mój dom.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych spełniłem swoje drugie marzenie. Pojawił się u mnie drugi dom: na czterech kółkach. Zrobiony został na bazie legendarnego pod względem wytrzymałości wojownika „GAZ-66”. Ściślej biorąc, jest to jego współczesny wariant z wygodniejszą kabiną. Teraz marka ta nazywa się „Sadko”. Niewielki furgon ociepliłem, wyposażyłem w wygodne łóżko, szafki na zapasy, stół, fotele i nawet wodociąg. Na przednim zderzaku zamontowałem mocną wyciągarkę elektryczną, którą niejednokrotnie przychodziło testować podczas wyciągania swojej i cudzych maszyn z błota. Na dachu furgonu, oprócz koła zapasowego, woziłem ze sobą łódkę, rower i kryjówki do obserwacji zwierząt.

W ciągu kilku lat dom na kółkach zdążył odwiedzić kilkanaście rezerwatów i parków narodowych europejskiej części Rosji, na obszarze od Morza Białego do Morza Czarnego. Był prawie w Kazachstanie. Wyprawy trwały miesiąc, czasem dwa, a mnie bardzo się podobało takie życie na czterech kółkach. Mój furgon, oprócz tego że służył jako środek przemieszczania się i jako mieszkanie, pełnił także funkcję kryjówki do fotografowania zwierząt. W końcu zwierzęta boją się właśnie człowieka, a nie stojącej długo w jednym miejscu ciężarówki pomalowanej w maskujący wzór. Z okien furgonu fotografowałem płochliwe czarne bociany, łowiące ryby w briańskich rzekach, żubry w Parku Narodowym „Polesie Orłowskie”, suhaki i żurawie stepowe w Kałmucji, ptaki drapieżne w obwodzie astrachańskim.

Ale w 2004 roku postanowiłem polecieć na Kamczatkę. Planowałem wówczas spędzić tam dwa tygodnie… Jednakże tak się zakochałem w pięknym półwyspie, że przestały dla mnie istnieć pozostałe części świata. Kamczatka stała się moją drugą małą ojczyzną, a dom na czterech kółkach stanął nieruchomo pod zadaszeniem we wsi Czuchraje. Stał tak, zapomniany, przez osiem lat.

Teraz codziennie spoglądam na mój zamaskowany furgon i stare marzenia znowu zaczęły mnie nawiedzać. Ile jeszcze będzie bezczynnie stał i rdzewiał mój dom na kółkach? A może powinienem wybrać się w podróż życia? Może by tak pojechać od granicy z Ukrainą, z Briańskiego Lasu … powiedzmy… nad Morze Japońskie. Albo na tę moją Kamczatkę… Jechać drogami federalnymi, a w miarę możliwości przez wsie i leśne bezdroża, odwiedzając rezerwaty i parki narodowe, opowiadając o ich obecnym życiu, o unikalnej przyrodzie, o tamtejszych unikalnych ludziach, o tej Rosji, która żyje daleko od uczęszczanych dróg, która polega tylko na sobie. Jechać bez pośpiechu: rok w jedną stronę, rok w drugą stronę. I oczywiście opowiadać o tym wszystkim, co się zobaczy i usłyszy, na stronach tego blogu, a może nawet nakręcić film.

Kiedy udam się w drogę — jeszcze nie wiem. Na razie dzielę się marzeniem.

Igor's expedition truck

Gdzieś w obwodzie kałuskim…

001kb43z

Nad rozlewiskiem Desny.

Igor photographing bison

Fot. Nikołaj Szpilenok. Miejsce dokarmiania żubrów w Parku Narodowym „Polesie Orłowskie”.

001kdaf9

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s