Dwa portrety mojego rudego przyjaciela

0015cx7y

Siedzę parę dni temu nad rzeką, opatuliłem się wraz z aparatem narzutką maskującą typu „leśny dziad”. Z zewnątrz trudno mnie rozpoznać, zlewam się z okoliczną roślinnością. Obserwuję, jak dzięcioł drąży dziuplę w zmurszałej olsze. Przyszedł Kazik, przed nim nie schowasz się nawet w „leśnym dziadzie”. Usiadł obok, też zachwycił się dzięciołem, tłuściutkim. Skierowałem obiektyw na Kazika i zrobiłem kilka portretów rudego miłośnika ptaków. Widzę w wizjerze, że zwierzakowi szybko znudził się niedostępny dla lisich kłów dzięcioł; zainteresowała go bazia na gałązce wierzby, czy też może zeschnięty zeszłoroczny owocostan. Ale odległość dzieląca Kazika od gałązki była zbyt mała, jakieś dziesięć centymetrów. Dalekowzroczny Kazik zaczął zezować, jednak nie mógł skupić wzroku na gałązce, za blisko było i oczy mu się „rozjechały”. Wtedy Kazik cofnął się troszeczkę, skupił się i podjął jeszcze jedną próbę. Zuch, udało mu się, zobaczył wyraźnie gałązkę! Wyglądał tak przezabawnie, że zapomniałem o dzięciole i wybuchnąłem śmiechem. Kazik popatrzył na mnie jak na skończonego głupca i pobiegł truchcikiem wzdłuż rzeki.

U kamczackich lisów właśnie teraz przychodzą na świat młode. Za mniej więcej trzy tygodnie zaczną wyglądać z nory małe Kaziątka.

0015dg8k

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s