Rosomak w złotym świetle…

000w8a33

Podczas fotografowania zwierząt wiele zależy od szczęścia. Bywa, że wspaniałe zdjęcia przychodzą z wielką łatwością. Jednak najczęściej trzeba uzbroić się w cierpliwość i poważnie natrudzić, żeby osiągnąć zamierzony cel. Tak też było w przypadku powyższej fotografii. Ale mimo wszystko bez szczęścia się nie obyło…

Rosomak to niezwykle ostrożne zwierzę, aktywne głównie nocą i o zmierzchu. Zamieszkuje północne obszary Eurazji i Ameryki Północnej, porośnięte tundrą, lasotundrą lub tajgą — miejsca, gdzie praktycznie nie ma ludzi. Jest rzadkim zwierzęciem, zajmowane przez nie terytorium obejmuje obszar kilku tysięcy kilometrów kwadratowych — jak więc tu spotkać rosomaka? Myśliwi polujący na zwierzęta futerkowe nie lubią rosomaków, tępią je wszelkimi możliwymi sposobami, ponieważ rosomaki wyciągają przynęty z zastawionych pułapek i niszczą skórki zwierząt złapanych w sidła. Rosomaka nazywają demonem tajgi. Jest w tym trochę prawdy. Rosomak to zwierzę-zbieracz, zwierzę-sanitariusz. Jego zadaniem jest usuwanie padłych i osłabionych przedstawicieli fauny — od myszy po łosia. Stąd też jego biegłość w odszukiwaniu szczątków zwierząt, pułapek kłusowników i chatek kłusowników z zapasami żywności. Ale w rezerwacie nie istnieje takie pojęcie jak „szkodliwe zwierzę”. Tutaj wszystkie zwierzęta są pod ochroną. W tym także rosomaki.

Długo marzyłem o sfotografowaniu rosomaka, ale nie udawało mi się to, mimo że mieszkałem w tajdze i codziennie widywałem jego ślady… Tropiłem owego przedstawiciela łasicowatych w nieskończoność, przesiadywałem w czatowniach, jednak bez rezultatu. Rosomak zawsze z daleka mnie spostrzegał i uciekał. Dopiero padły z głodu niedźwiedź, który nie zapadł w sen zimowy, pomógł mi uwiecznić po raz pierwszy w kadrze rosomaka — było to na przełomie lutego i marca 2008 roku.

Do padłego niedźwiedzia dobrali się najpierw skrzydlaci padlinożercy — wrony i bieliki. Po kilku dniach zjawili się czteronożni padlinożercy: wokół niedźwiedzia dostrzegłem ślady rosomaków, najpierw jednego, potem dwóch. W odległości dwudziestu metrów od tuszy niedźwiedzia, w trzymetrowej zaspie śnieżnej wykopałem jamę, urządziłem pod śniegiem prawdziwy bunkier, zamurowałem wejście blokami śniegu, zostawiając tylko niewielki otwór na obiektyw. Przez dwie doby obserwowałem rosomaki, ale one zjawiały się jedynie nocą; odgryzały z zamarzniętej tuszy spore kawałki i znikały w ciemności.

Wieść o padłym niedźwiedziu szybko się rozniosła po tajdze i po dwóch dobach moich obserwacji zaczęły się pojawiać cztery rosomaki; obgryzały szczątki z różnych stron, czasami wdawały się w kłótnie między sobą. Ale wszystko to widziałem w słabym świetle księżyca, fotografować nie mogłem. Z niedźwiedzia zostały tylko skóra, kręgosłup i głowa, a ja nie zrobiłem ani jednego zdjęcia.

Po trzech dobach przyszło sześć rosomaków! Konkurencja wśród nich była na tyle duża, że słabsze osobniki mogły zbliżyć się do jedzenia dopiero przed samym świtem, kiedy fotografowanie było już możliwe. Pojawiły się u mnie pierwsze kadry z wygłodniałymi rosomakami.

Z niedźwiedzia niewiele zostało. Nie miałem już siły siedzieć dłużej pod śniegiem: ubranie i śpiwór przesiąkły wilgocią, zaczęło mi dokuczać zimno, osłabłem od braku ruchu. Wylazłem z kryjówki na świat boży, dotarłem do chatki, zagrzałem się, wypiłem gorącą kawę — i siły wróciły. Przewiozłem skuterem śnieżnym prosto pod chatkę szczątki niedźwiedzia. Zasłoniłem wszystkie okna, żeby w chatce było ciemno; wysunąłem obiektyw przez lufcik — jednym słowem: przemieniłem chatkę w suchą, ciepłą i wygodną czatownię.

Nocą zjawiła się cała szóstka rosomaków! I została do świtu — ku przerażeniu pary lisów, Lizy i Lizowina, które bały się rosomaków jak ognia. O wschodzie słońca, kiedy z niedźwiedzia nic już nie zostało, rosomaki zniknęły. Został tylko jeden, który obszedł chatkę wokół, aby upewnić się, że wszystko zjedzone. Wtedy zrobiłem swoje najlepsze zdjęcie, które zamieściłem dziś jako pierwsze: rosomaka w aureoli złotego światła, z łapami-nartami, którym niestraszne głębokie śniegi i ogromne północne przestworza…

000wagf2000wbds6

Wolverines on a bear carcass îñîìàõè íà òðóïå ïîãèáøåãî îò ãîëî

Wolverine portrait îñîìàõà

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s