Jak Kazik został fotomodelem…

000shdde

1.

Wiosną 2007 roku ugrzęzłem razem ze swoim bratem w chatce u podnóża Kronockiej Sopki, w Rezerwacie Kronockim (opowiadałem o tym tutaj). Ponad miesiąc czekaliśmy na helikopter, który miał nas stamtąd zabrać. Skończyło się nam jedzenie, a o tej porze roku nie było ani czosnku niedźwiedziego, ani jagód, ani grzybów. Dobrze, że w chatce ostał się stary makaron i sucha karma dla psów (swego czasu przywiózł ją tam kanadyjski zoolog dla swoich specjalnie wytresowanych psów, które pomagały mu w badaniach niedźwiedzi). Uratowała nas ta karma :)

Nie mogliśmy się oddalać zbytnio od chatki, gdyż w każdej chwili mógł przylecieć helikopter. Musieliśmy trzymać się w promieniu kilometra od domu, żeby zdążyć przybiec na lądowisko, kiedy usłyszymy długo wyczekiwany odgłos terkotania. Leżeć w chatce — nudno; każdą książkę i magazyn przeczytaliśmy trzy razy, gdy nie było pogody. Jednak nie nudziliśmy się — nieopodal chatki prawie codziennie przebiegały rosomaki, z gór schodziły renifery, nocami pojawiały się świeże tropy wilków, na kępach w tundrze tokowały pardwy mszarne, trwały migracje ptaków…

Naszym stałym fotomodelem był lis z blizną na biodrze, nazwany później Kazikiem, ale wtedy mówiliśmy na niego po prostu „lis”. W ciągu kilku dni obserwacji dowiedzieliśmy się, gdzie są jego nory, ulubione legowiska, jakimi trasami się porusza… Przyjaciółka owego lisa nie była zbyt towarzyska, widywaliśmy ją nie każdego dnia, lis zaś nieustannie kręcił się w pobliżu.

Niedaleko chatki znajduje się niezamarzający potok o długości mniej więcej pół kilometra i szerokości 4-5 metrów. Lis kilka razy w ciągu dnia biegał wzdłuż tego potoku, monitorował sytuację — najwidoczniej było to miejsce udanych polowań bądź połowów. Na swoje ulubione dzienne legowisko pod zwalonym konarem nad rzeką Kronocką lis też biegał wzdłuż potoku. Pozostawione na śniegu ślady wskazywały, że lis przeskakiwał przez potok w jednym i tym samym miejscu, w którym potok z powodu zalegających po jego obu stronach zasp śnieżnych miał szerokość zaledwie półtora metra. Na pozostałym odcinku potok był zbyt szeroki, żeby lis mógł go przeskoczyć, a na wchodzenie do wody zwierzak najwidoczniej nie miał ochoty. Obserwowałem przez lornetkę, jak lis przeskakuje przez potok, i pomyślałem sobie, że można by w tym miejscu zrobić dynamiczne zdjęcie. Najpierw chciałem fotografować z ukrycia, zdalnie wyzwalając migawkę aparatu, ale w czasie gdy przygotowywałem się do zdalnego fotografowania, lis po prostu przeskoczył przez wodę tuż obok mnie i przystanął, żeby zobaczyć, co robię. Było jasne, że będę się mógł obejść bez szczególnych podstępów (chociaż ze zdalnego wyzwalania migawki i tak skorzystałem, kiedy robiłem zdjęcia praktycznie z tafli potoku, tak żeby lis znalazł się na tle mroźnego porannego nieba).

Po ciemku, o szóstej rano, przychodziłem nad potok i przyczajałem się poniżej jego brzegów. Jeśli wszystko odbywało się według standardowego scenariusza, kilka minut przed wschodem słońca pojawiał się lis. Miałem parę minut na przygotowanie się. Lis podbiegał do wąskiego koryta potoku i skakał. Aparat Nikon D2x w ciągu pół sekundy trwania lisiego lotu rejestrował 3-4 kadry. I na tym się kończyło — można było wracać do domu, zjeść na śniadanie karmę dla psów, wypić gorzką herbatę i obejrzeć na komputerze efekty sesji nad potokiem. Jeśli była ładna pogoda, lis wyruszał na obchód swoich włości niekiedy także w ciągu dnia. Czasami, wypatrzywszy z daleka lisa przez lornetkę, udawało mi się dobiec do zwężenia w potoku przed pojawieniem się tam zwierzaka. Parę razy także, naśladując pisk myszy, udawało mi się zmusić lisa do powtórzenia ujęcia, ale zwierzak szybko przestał reagować na takie oszustwo.

Fotografowałem lisa prawie codziennie, dopóki nie stajała zaspa, z której skakał. Fotografowałem w czasie różnej pogody, różnymi obiektywami, z różnej wysokości nad wodą, z różnym ustawieniem czasu naświetlania i przysłony… Można było z tej sytuacji więcej wycisnąć, na przykład przełożyć nad potokiem jakąś niewielką kłodę, żeby sfotografować lisa biegnącego po niej, ale ograniczyłem się jedynie do fotografowania skoków. Oto kilka takich zdjęć spośród setek zrobionych przeze mnie w ciągu miesiąca czekania na helikopter.

O tym, które zdjęć z tej kolekcji wysłać na konkurs, zdecydowała moja żona — to ona tym zawiaduje i to całkiem udanie. Ja bym wysłał zdjęcie nr 1. Ale mój wybór rzadko bywa trafiony, ponieważ nie umiem oddzielić emocji towarzyszących fotografowaniu od zdjęć i wybieram te najdroższe mi, które z reguły nie są najlepsze. Moja żona wybrała zdjęcie nr 2 i zwyciężyło ono kilka lat temu w konkursie „Złoty Żółw”, w kategorii „Zwierzęta”.

A wy które zdjęcie wybralibyście?

2.

000spy78

3.

000sqxea

4.

000srk1d

5.

000ssa6h

6.

000stf4r

7.

000sw0sd

8.

Advertisements

3 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s