Jezioro Kurylskie. A jeśli ryby nie powrócą z oceanu?

000b0chr

Uwaga! Poniżej znajdują się drastyczne zdjęcia ofiar kłusowników.

Ludzie już dawno temu zrozumieli, jak unikalna i jak podatna na ciosy jest tutejsza przyroda. W połowie XIX wieku najcenniejsze zwierzęta futerkowe Kamczatki — soból i wydra morska (zwana też kałanem morskim) — znalazły się na granicy wymarcia. W 1882 roku z inicjatywy wybitnego geografa i zoologa, byłego polskiego zesłańca politycznego Benedykta Dybowskiego oraz na wniosek mieszkańców Okręgu Pietropawłowskiego utworzono Kronocki i Asaczyński Rezerwat Soboli. Jednocześnie w celu chronienia wydr morskich powołano Łopatiński Rezerwat Wydr — obecnie tereny te znajdują się w granicach Zakaznika Południowokamczackiego. Wspomniane wyżej rezerwaty prawdopodobnie nie posiadały odpowiedniego statusu prawnego (w każdym razie nie znaleziono dotychczas żadnych dokumentów przeczących tej tezie), zachowała się jednak dokumentacja poświadczająca istnienie realnej straży składającej się z Kozaków i miejscowych ochotników, którzy niekiedy zbrojnie odpierali próby przedostania się japońskich i amerykańskich kłusowników w miejsca występowania wydr morskich.

000b1tdc

W skład Zakaznika Południowokamczackiego wchodzi przylegający do niego trzymilowy akwen morski.

Zakaznik Południowokamczacki w obecnych granicach istnieje od 1983 roku. Położony jest na południowym krańcu Kamczatki. Jego powierzchnia wynosi 322 tys. ha. Oprócz Jeziora Kurylskiego pod ochroną zakaznika znajdują się takie unikalne obiekty, jak: czynne wulkany Iljinskij, Dikij griebień, Kambalnyj, Koszelewskij (ros. Ильинский, Дикий гребень, Камбальный, Кошелевский), przylądek Łopatka (ros. мыс Лопатка), Jezioro Kambalne (ros. Камбальное), wyspa Utaszud (ros. Уташуд).

To jedyny zakaznik o znaczeniu federalnym w Kraju Kamczackim. Od początku swojego istnienia zakaznik podlega Kronockiemu Rezerwatowi Biosfery i ochraniany jest przez jego strażników. Obowiązuje tu niemal taki sam jak w rezerwacie rygor ochronności, zabraniający polowania, połowu ryb, wyrębu lasów, melioracji, badań geologicznych i wydobywania surowców naturalnych. W 1996 roku obszar ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości UNESCO w nominacji „Wulkany Kamczatki”.

Niedaleko północno-zachodniej granicy zakaznika znajdują się dwie osady: Paużetka (ros. Паужетка) i Oziernowskij (ros. Озерновский). Część mieszkańców owych osad zajmowała się kłusownictwem, przede wszystkim nielegalną produkcją kawioru i tępieniem niedźwiedzi w celu pozyskania ich łap i żółci, cenionych w kuchni i medycynie wschodniej. Na terenie zakaznika istniały zamaskowane bazy kłusowników, skrytki do przechowywania sprzętu kłusowniczego i rybiej ikry. Każdego roku znajdowano szczątki zabitych niedźwiedzi.

000b2p40

Siergiej Szurunow sporządza protokół dotyczący zabicia przez kłusowników na terenie zakaznika niedźwiedzicy z młodymi. Fot. D. Szpilenok.

000b3wk6

Łapy niedźwiedzia — przysmak kuchni wschodniej. Fot. D. Szpilenok.

000b4341

Kłusownicy odcięli niedźwiedziowi łapy i wycięli woreczek żółciowy. Fot. D. Szpilenok.

W cały ten — nieźle zorganizowany — nielegalny biznes zaangażowana była miejscowa społeczność, a także niektórzy pracownicy zakaznika. W ostatnich latach jednak zbiegły się dwa procesy. Po pierwsze: w zakazniku pojawili się oddani strażnicy, którzy zdołali przełamać kryzys związany z kłusownictwem. Po drugie: nastąpiło ożywienie gospodarcze w okolicznych osadach, szczególnie w osadzie Oziernowskij, i u ludzi pojawiła się możliwość legalnego zarobku.

W 2007 roku zakaznik miał wyjątkowe szczęście do pracowników: do grupy operacyjnej zwalczającej kłusownictwo dołączyli bracia Łazarienko: Anatolij, Giennadij, Aleksandr, Wiktor i Jurij oraz starszy strażnik Siergiej Szurunow.

000b50xr

W ciągu pierwszych tygodni pracy członkowie grupy operacyjnej zlikwidowali w zakazniku kilometry sieci kłusowniczych. Fot. D. Szpilenok.

Nowa grupa operacyjna w ciągu kilku tygodni dokonała tego, czego przez dziesiątki lat nie były w stanie zrobić skorumpowane państwowe struktury na czele z omonowcami i specnazowcami — wytępiła kłusownictwo w zakazniku. Chłopaki mają ogromne doświadczenie w walce z kłusownictwem na Kaukazie (tam walkę tę przegrali), zwierzęcą wytrzymałość fizyczną i… czyste dziecięce serca. Obejrzyjcie film o nich, nakręcony przez mojego brata Dmitrija (który także, nawiasem mówiąc, pracuje w grupie zwalczającej kłusownictwo). Przekonacie się, dlaczego wszyscy uwierzyli chłopakom, że wyplenią bezprawie panujące nad jeziorem — poczynając od kłusowników i kończąc na władzach krajowych.

000b6dkp

Starszy brat Anatolij Łazarienko w czasie popasu. Fot. D. Szpilenok.

000b7ke7

Młodszy brat Jurij Łazarienko z trudem skrywa radość: w zakazniku znaleziono i spalono kolejną kryjówkę kłusowników — jedną z trzydziestu zlikwidowanych jesienią 2007 roku. Fot. D. Szpilenok.

Nie tylko uwierzono chłopakom, ale także zapewniono im wsparcie (szczególne podziękowania należą się Światowemu Funduszowi na rzecz Przyrody WWF, Stowarzyszeniu Przetwórców Ryb regionu oziernowskiego, Siergiejowi Barabanowi). Po pierwszych sukcesach zaprezentowanych przez „kaukaską” grupę operacyjną do pracy w straży zakaznika zgłosili się młodzi mieszkańcy Kamczatki — większość z nich nie ma nawet 25 lat. Od dwóch lat „Kamczadale” rywalizują z „Kaukazami”. Dopóki tacy ludzie pracują w zakazniku, można być spokojnym o losy niedźwiedzi znad Jeziora Kurylskiego.

Obecnie zlewisko Jeziora Kurylskiego reprezentuje całkiem prawidłowy model zarządzania zasobami przyrody. Interesy jednostek chroniących przyrodę i szeroko tu rozwiniętego przemysłu rybnego w znacznej mierze pokrywają się. Mamy tu duży zakaznik z wysokim rygorem ochronności i efektywnie działającą strażą, zapewniający reprodukcję populacji łososia; mamy też naukę pod postacią Kamczackiego Naukowo-Badawczego Instytutu Gospodarki Rybnej i Oceanografii (gdzie ludzie związani z przemysłem rybnym mogą poszerzać swoją wiedzę); mamy także położoną w dolnym biegu rzeki osadę, której mieszkańcy od ponad stu lat odławiają i przetwarzają łososie na skalę przemysłową (nie doprowadzając przy tym do przetrzebienia populacji!); jest tu również pierwsza w Rosji elektrownia geotermalna w osadzie Paużetka, zaopatrująca w czystą energię mieszkańców osady i zakłady przetwórstwa rybnego. Obecnie dynamicznie rozwija się tu także ekoturystyka. Co roku setki turystów z całego świata wydają tysiące rubli, euro i dolarów, żeby podziwiać i fotografować przypływające na tarło łososie i polujące na nie niedźwiedzie. Ludzie zrozumieli, że żywy niedźwiedź, przyciągający zamożnych turystów, przynosi znacznie więcej dochodu niż martwy niedźwiedź, którego zabito, by pozyskać jego żółć.

Co może naruszyć ten niemalże harmonijny układ? Brak ryb! Czy jest to możliwe? Jak już pisałem wcześniej, łosoś to główny filar tutejszego ekosystemu. Obecnie, kiedy planuje się masowe wydobycie węglowodorów na kamczackim szelfie Morza Ochockiego, takie zagrożenie staje się realne. Jaki jest związek między słodkowodnym Jeziorem Kurylskim i planowanym wydobyciem ropy i gazu na szelfie Morza Ochockiego u brzegów Kamczatki? Otóż związek jest bezpośredni: 90% narybku nerki (gatunku łososia) od razu po spłynięciu z Jeziora Kurylskiego zmierza w miejsca żerowania znajdujące się na obszarze planowanego wydobycia ropy i gazu. I jaki sens będzie mieć wspaniale zorganizowana ochrona Zakaznika Południowokamczackiego, jeśli pewnego razu ryby nie powrócą w miejsce swoich narodzin? Wtedy nie pomogą nawet bracia Łazarienko. W razie poważnej awarii technogennej na szelfie kontynentalnym Jezioro Kurylskie, oddalone o setki kilometrów od platform wiertniczych, opustoszeje. Jeśli znikną łososie, znikną też niedźwiedzie i bieliki, zaniknie ekoturystyka. Jeśli znikną łososie, zaniknie przemysł rybny, będący od dawien dawna podstawowym źródłem utrzymania mieszkańców Kamczatki.

Katastrofa tankowca Exxon Valdez (nastąpiła 23 marca 1989 roku u brzegów Alaski; w jej wyniku do morza dostało się ponad 40 mln litrów ropy, tworząc plamę o powierzchni 28 tys. m²) i niedawna awaria na platformie wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej — uświadomiły nam, że obecnie największym zagrożeniem dla przyrody i mieszkańców Kamczatki jest wydobycie ropy i gazu na zachodniokamczackim szelfie. Tutejsze warunki przyrodnicze są nieporównanie surowsze od tych panujących w Zatoce Meksykańskiej i nawet na Alasce. Sztormy, przemieszczający się lód (pokrywający północną część Morza Ochockiego przez ponad siedem miesięcy w roku), trzęsienia ziemi, brak rozwiniętej infrastruktury przybrzeżnej — żaden kraj na świecie nie posiada doświadczenia w wydobywaniu ropy naftowej i likwidacji nieuchronnych awarii w tego typu warunkach. I jeśli najbardziej doświadczeni specjaliści z „British Petroleum” doprowadzili do największej w historii katastrofy ekologicznej w subtropikalnej Zatoce Meksykańskiej i teraz nie mogą sobie z nią poradzić, to co tu mówić o rosyjskich specjalistach, którzy dopiero się uczą — a przecież mają pracować na jednym z najsurowszych mórz!

Spotkanie w porannej mgle.

Jestem głęboko przekonany, że główną wartością Kamczatki jest jej dzika przyroda — zasoby, które na całym świecie gwałtownie się kurczą i których znaczenie gwałtownie rośnie. Wiem, że większość zdrowo myślących ludzi mieszkających na Kamczatce i poza jej granicami podziela mój punkt widzenia.

Niestety, w czeluściach półwyspu znaleziono złoto, platynę, boksyty, ropę naftową i gaz ziemny. Te cenne kopaliny w większości zostały odkryte jeszcze w czasach Związku Radzieckiego, ale ich aktywne wydobycie zaczęło się stosunkowo niedawno. Przy czym owo wydobycie odbywa się według wzorca kolonialnego: mieszkańcom półwyspu pozostaje nędza i rozryta ziemia, a dochody trafiają do rąk niewielkiej grupki bezdusznych ludzi, żyjących w wielkich metropoliach.

Na wszelkie projekty zagrażające dzikiej przyrodzie Kamczatki powinno zostać wprowadzone moratorium, do czasu kiedy nie pojawią nowe technologie nieprzynoszące szkód środowisku naturalnemu. Możemy brać przykład z innych krajów: moratorium na wydobycie ropy obowiązuje na norweskim archipelagu Lofoty oraz w Stanach Zjednoczonych: w Kalifornii, na Florydzie i Alasce. Przecież przyszłe pokolenia też będą potrzebować kopalin użytecznych. Ale jeszcze bardziej potrzebować będą zakątków z prawdziwie dziką przyrodą. Jeśli kamczackie ryby nie wyginą na skutek wydobycia ropy na szelfie, to i tak stracą coś ważnego, co je teraz wyróżnia: przestaną być ekologicznie czyste.

Steller tango

Ryby, niedźwiedzie, bieliki, wulkany, gorące źródła, dziewicze krajobrazy, czyste rzeki i jeziora, unikalna kultura narodów autochtonicznych — to główne bogactwo Kamczatki. Chroniąc je, ocalamy fundament zrównoważonego rozwoju gospodarczego Kraju Kamczackiego. Podstawą gospodarki Kamczatki powinny być takie tradycyjne gałęzie, jak rybołówstwo i przetwórstwo ryb, które z dawien dawna karmiły mieszkańców półwyspu, oraz nowa gałąź: ekoturystyka, która ma przed sobą wielką przyszłość. Pod warunkiem, że ta przyszłość nie zostanie teraz przekreślona…

000b8z12

Pod tym linkiem możecie obejrzeć film opowiadający o ważności zachowania populacji łososia nie tylko na Kamczatce, ale i w całej północnej części Pacyfiku (w filmie prezentowane są moje zdjęcia, sam także zabieram w nim głos).

I przyjeżdżajcie na Kamczatkę, by podziwiać łososie i niedźwiedzie!

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s