Rok temu nad Jeziorem Kurylskim…

0008acz1

Za oknem chatki niebieszczeje mrok przedświtu… To moja ulubiona pora dnia. Aromat świeżo zaparzonej kawy przegania ostatki snu. Proste śniadanie. Ostatni łyk kawy. Wkładam wodery, zarzucam na plecy ciężki plecak z teleobiektywami i statywem, przez ramię przewieszam strzelbę, gaszę żółty płomień lampy naftowej i z ciepłej ciemności swojego pokoju na poddaszu wychodzę na drewniane schody. Znajomo skrzypią rozeschnięte stopnie. W pokoju poniżej mieszkają moi koledzy z pracy i przyjaciele — małżeństwo Maksimowów. Stąpam ostrożnie, aby nie zbudzić sąsiadów. Ale Wasilij Wasiljewicz już nie śpi, jego odwieczny papieros żarzy się w ciemności sieni, a na płycie zaczyna szumieć czajnik. „Dzień dziarski!” — to jego codzienne powitanie.

Całkowicie bezwietrznie. Tafla jeziora, na ile można ją dostrzec w mroku, gładka jak lustro, bez żadnej zmarszczki, zaścielona przejrzystą mgłą. Niektóre zatoki i okoliczne góry pokrywa gęsta ściana mgły. Na południu nad warstwą mgły zawisnął szczyt wulkanu Kambalnyj. Wulkan oddalony jest od jeziora o 30 kilometrów, ale powietrze jest tak czyste, że nawet w mroku można podziwiać odległe pola śniegowe i parowy. Za to sąsiednie wulkany Dikij griebień i Iljinskij, położone w odległości zaledwie paru kilometrów, dosłownie zniknęły — przykryła je mgła znad jeziora. Kieruję wzrok na ponton z silnikiem, zakotwiczony w odległości dziesięciu metrów od brzegu. Nie dobrały się do niego przez noc niedźwiedzie, wielcy miłośnicy gryzienia wszystkiego, co gumowe i plastikowe? Wszystko w porządku, na burcie łódki, stojąc na jednej nodze, śpi mewa.

Nastawiam uszu… Słychać bliskie pluśnięcia dużych ryb. Z daleka, od strony pokrytych mgłą gór, niesie się szum wodospadów znajdujących się w górnym biegu rzeki Etamynk. W linii prostej do wodospadów jest około 12 kilometrów i ich szum słychać jest tylko podczas najcichszych nocy. Od strony jeziora dobiegają co jakiś czas krzyki mew — co mogło je zaniepokoić tak wcześnie? Idę po drewnianej kładce w kierunku wody, a dalej po naniesionym przez fale przyboju grubym piasku. Z pozostawionych na piasku śladach można odgadnąć, że w nocy w okolicach naszej chatki przebywało kilka niedźwiedzi różnej wielkości. Oprócz tego na piasku widnieje parę świeżych niedźwiedzich odchodów.

Z każdą minutą robi się coraz jaśniej. Od ujścia rzeki Chakycyn dzieli mnie jakieś dziesięć minut drogi, ale jak zwykle napotykam przeszkodę: na wąskim pasie piasku beztrosko śpią moi dobrzy znajomi: Misza i Masza — niedźwiedzie-nastolatki, najprawdopodobniej brat i siostra, niedawno zostawione przez matkę. Kiedy zbliżam się do znajomych niedźwiedzi, zawsze cichutko do nich mówię, żeby łatwiej mnie rozpoznały i nie musiały się denerwować. Kudłaty łeb Miszy spoczywa bezwładnie na grzbiecie Maszki. Misza nawet oka nie otworzył, kiedy obchodziłem ich przez pokryte rosą trawy — we wszystkim zdaje się na Maszę. Ta zaś odprowadziła mnie obojętnym wzrokiem i na powrót zapadła w słodką drzemkę. U ujścia rzeki Chakycyn zmąciłem spokój jeszcze jednej znajomej niedźwiedziej rodzinie, składającej się z czterech tegorocznych niedźwiadków i ich mamusi. Malcy leżeli kupą na swojej mamie i kiedy podszedłem, a oni wszyscy podnieśli głowy, miałem wrażenie, że spogląda na mnie potwór o pięciu głowach! Przywitałem się z nimi, mój głos został rozpoznany i „potwór” opuścił głowy.

Pokonuję w bród bystre boczne koryto z mętną wodą. Spłoszona przez mnie ławica łososi wpływa do jeziora, a ja wychodzę na czystą piaszczystą wyspę. To właśnie ze względu na te łososie, a konkretnie przypływające tu na tarło nerki, wokół ujścia rzeki zbierają się niedźwiedzie. To moje ulubione miejsce do obserwacji tych zwierząt. Miejscowe misie przyzwyczaiły się, że przesiaduję tu każdego ranka, i powierzają mi najcenniejsze chwile swojego życia. Zdejmuję plecak przy „swoim” zwalonym pniu, rozkładam statyw, wyciągam aparat z teleobiektywem. Podnoszę głowę i zamieram z zachwytu: w rozdarciu mgły ukazał się stożek wulkanu Iljinskiego, oświetlony od tyłu delikatnym różowym blaskiem skrytego jeszcze za górskim grzbietem i dlatego niewidocznego dla mnie słońca. Szczyt wulkanu odbija się w zwierciadle jeziora, a owo odbicie rozbijają dwie rozchodzące się świetliste smugi, utworzone przez płynącego po jeziorze niedźwiedzia. Niedźwiedź zmierza w moją stronę, w kierunku ujścia rzeki Chakycyn. Sylwetka zwierzęcia robi się coraz większa, już słychać jego sapanie. Przywieram do wizjera aparatu: światła jest wystarczająco dużo, aby fotografować. Ile wyjątkowych chwil zawdzięczam temu miejscu!

A oto nadchodzi kolejny szczęśliwy dzień, jeden z setek szczęśliwych dni danych mi w darze przez to jezioro. I powinienem się podzielić tym szczęściem z Wami. I tymi fotografiami zrobionymi przeze mnie w minionych latach nad ujściem rzeki Chakycyn, przy „moim” ulubionym pniu na wprost wulkanu Iljinskiego…

0008br2c

W oczekiwaniu na rybę…

Bear and gulls

Wulkan Iljinskij.

0008e6kp

Kiedy jest się nad ujściem rzeki Chakycyn, słońce wstaje za wulkanem Iljinskim.

0008f07k

Jezioro Kurylskie słynie ze swoich widowiskowych wschodów słońca. Na Kamczatce nigdy nie używam filtrów fotograficznych, aby zwiększyć efekty świetlne na niebie; tutaj jest to zupełnie niepotrzebne.

0008g04e

Poranne zabawy Miszy i Maszy.

Bear family attacks young bear Œåäâåæüß ñåìüß íàïàäàåò íà ìîëîäî

Rodzinka zgodnie wyprasza młodego niedźwiedzia, który znalazł się przypadkowo na ich terytorium.

Bear fight ‘õâàòêà ìåäâåäåé

Bójka dwóch niedźwiedzic o lepsze miejsce do łowienia ryb.

0008p6ep

Misza i Masza swawolą w wodzie na tle osady strażników Zakaznika Południowokamczackiego, położonej na przylądku Trawianoj.

Bear family at lakeside

Gwoli sprawiedliwości pokażę, jak wygląda wulkan Iljinskij w wieczornym oświetleniu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s