Trzy lata temu Rosja straciła połowę swoich gejzerów

The landslide in the Valley of the Geysers

Dokładnie trzy lata temu, 3 czerwca 2007 roku, stałem się nieoczekiwanie kronikarzem dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się w Rezerwacie Kronockim, świadkiem zagłady i rodzenia się gejzerów.

Dziwne uczucie niby strachu, niby niepokoju doświadczałem za każdym razem, kiedy szedłem po dnie Doliny Gejzerów, poniżej gejzerów Bolszoj (ros. Большой) i Małyj (ros. Малый). Droga prowadziła wzdłuż jam wypełnionych wrzątkiem, obok syczących i bulgoczących otworów w ziemi, przez gorące grzęzawisko, pokryte jaskrawozieloną trawą. Trzeba było uważać, aby nie trafić na moment wybuchu gejzeru Małyj, który co 20-30 minut wyrzuca pochyłą fontannę wrzątku w stronę rzeki. W każdej chwili trzeba było być przygotowanym na to, że z kłębów pary wychynie nagle pasący się na soczystej trawie niedźwiedź. Dolina w tym miejscu zaczyna się zwężać, jej gliniaste brzegi, pokryte skalnym rumowiskiem, zwisają nad głową. Mimowolnie człowiek zaczyna wyobrażać sobie, jak ogromne kamienie staczają się podczas trzęsienia ziemi, które tutaj może się zdarzyć w każdej chwili. Sam niejednokrotnie widziałem, jak niedźwiedź pasący się na zboczu powyżej zrzuca kamień. Kamień to się toczy, to skacze w nieoczekiwanym kierunku; niełatwo jest się schronić przed jednym kamieniem, a co dopiero przed setkami takich kamieni. Bywa, że wiosną ze zboczy kanionu schodzą z ogromnym hukiem lawiny śnieżne, przypominając po raz kolejny, że człowiek w tym miejscu to nic nieznaczący pyłek. W świadomości nieustannie gnieździło się jakieś przeczucie…

Na początku czerwca 2007 roku w Dolinie Gejzerów mieszkało osiem osób — trzech strażników Rezerwatu Kronockiego, dozorca, trzech filmowców z Niemiec i mój młodszy brat Dmitrij, kręcący filmy dokumentalne o rezerwatach. Panowała ładna wiosenna pogoda, topniał śnieg, kręcenie filmów i fotografowanie przebiegało bez zakłóceń, nastrój wszystkim dopisywał.

2 czerwca mnie i Dmitrija zaczęło coś dręczyć; Dolina nagle wydała się nieprzytulna. W ciągu dnia zażyłem kąpieli w bani, wygrzałem się porządnie, ale zły nastrój nie przechodził. Przewodnik grupy niemieckich filmowców, były pracownik rezerwatu, Siergiej Popow też nie mógł sobie znaleźć miejsca i chciał opuścić Dolinę. Przedyskutowaliśmy to i zdecydowaliśmy się udać się do oddalonej o dwanaście kilometrów kaldery wulkanu Uzon. Nie było szczególnego powodu, aby opuszczać Dolinę, pracy tu nie brakowało, pogoda dopisywała. Dziś można to określić jako przeczucie nadchodzących zdarzeń…

Siergiej Popow musiał zostać, nie mógł zostawić swoich niemieckich klientów. W kalderze wulkanu Uzon od razu poczuliśmy razem z Dimą wewnętrzną ulgę, zaczęliśmy robić porządki w chatce, planowaliśmy trasy wypraw. Ale nieoczekiwane wydarzenia gwałtownie zmieniły nasze plany… Następnego dnia od strony Doliny Gejzerów nadleciał śmigłowiec Mi-8. Pilot natychmiast, nie wyłączając silnika, wysadził grupę turystów i odleciał z powrotem w kierunku Doliny. Ludzie przybiegli do naszej chatki. Wiadomo było, że stało się coś wyjątkowego — w normalnej sytuacji pilot zawsze przed wysadzeniem turystów wyłącza silnik. Niepokój wzbudzało także to, że grupa turystów składała się wyłącznie z kobiet — nie spotkałem się wcześniej z taką sytuacją. „Co się stało?” W odpowiedzi ktoś podsunął mi telefon komórkowy: „Dolina Gejzerów zniszczona! Góra się oberwała i przegrodziła rzekę!”. Na ekranie pojawiały się nieprawdopodobne obrazy: parujące kamienno-błotne osuwisko, żółte bloki skalne tuż obok ośrodka dla turystów. „Co z ludźmi?” „Nikomu nic się nie stało. Śmigłowiec nie był w stanie ewakuować wszystkich, zaraz przylecą mężczyźni!” Po dziesięciu minutach śmigłowiec powrócił, tym razem z samymi mężczyznami, wśród których byli mieszkańcy naszej „wioski”. Strażnicy rezerwatu i niemieccy filmowcy zostali w kalderze wulkanu Uzon, w naszej chatce, a turyści odlecieli w kierunku Pietropawłowska Kamczackiego.

Moi koledzy byli w szoku. Każdy z nich przed chwilą poczuł, jak kruche jest ludzkie życie i jakie miał szczęście! Niemieccy filmowcy, jak tylko doszli do siebie, przez telefon satelitarny zamówili śmigłowiec, aby wywieźć z Doliny nakręcony drogocenny materiał i sprzęt. Po paru godzinach zjawił się śmigłowiec i zrobiliśmy oblot nad epicentrum zdarzeń. Dolina zmieniła się dramatycznie. Dwukilometrowa kamienno-błotna lawina, która oberwała się z sąsiedniej góry, wypełniła parów potoku Wodopadnyj (ros. Водопадный) i zeszła nim do kanionu rzeki Giejziernaja (ros. Гейзерная), przegradzając go ogromną tamą. Od razu wiedzieliśmy, że straty są nieodwracalne.

0006sxxh

Górne zdjęcie: tak wyglądała erupcja gejzeru Małyj przed katastrofą (zdjęcie z 2006 roku). Dolne zdjęcie: ostatnia erupcja gejzeru Małyj 5 lipca 2007 roku. Obecnie gejzer znajduje się na głębokości 14 metrów.

Pod grubą warstwą gorącego szaro-żółtego błota i kamieni pogrzebane zostały gejzery: Trojnoj, Sacharnyj, Sosied, Parowoj, Fakieł (ros. Тройной, Сахарный, Сосед, Паровой, Факел) i mnóstwo innych mniejszych gorących źródeł. Przestały istnieć także dwa ciepłe wodospady nad potokiem Wodopadnyj, tak samo jak i sam potok. Dzień był upalny, śnieg intensywnie topniał, rzeka Giejziernaja szalała, szybko zapełniając błotnistą wodą jezioro, które utworzyło się przed tamą i w którym tonęły jeden po drugim gejzery. Na naszych oczach po raz ostatni wybuchł gejzer Małyj, po czym zniknął pod wodą. Woda zdążyła się już wedrzeć do środkowej, turystycznej części Doliny, zaczęła sięgać drewnianych turystycznych kładek. Do szczytu tamy brakowało około 30-40 metrów. Nie pozostawiało wątpliwości, że woda dotrze też do gejzerów Bolszoj i Szczel oraz do gejzerytowego zbocza Witraż (ros. Витраж). Gejzery skazane na zagładę pracowały nadal, jak gdyby nic się nie stało.

Lawina błotna, która zmiotła wszystko co żywe na przestrzeni dwóch kilometrów i przyniosła bloki skalne o wielkości wagonu pociągowego, zatrzymała się w odległości pół metra od ośrodka dla turystów. Wojskowy furgon z siłownią elektryczną w środku, wcześniej świetnie zamaskowany w krzakach w odległości 30 metrów od ośrodka dla turystów, został zniesiony razem z krzakami pod budkę strażniczą. Furgon wbił się w róg budki i zatrzymał. Kamienno-błotna masa pogrzebała trzy puste lądowiska dla śmigłowców i zatrzymała się na skraju czwartego, gdzie oczekiwał na turystów Mi-8. Świadkowie opowiadali, że przyniesione przez lawinę brzozy i krzewy olchy karłowatej zaplątały się w tylne śmigło helikoptera. Maszynę trzeba było ręcznie wytaczać spomiędzy gałęzi.

Załadowaliśmy do śmigłowca wszystko, co miało jakąś wartość, i przetransportowaliśmy do kaldery wulkanu Uzon. W ciągu mniej więcej półtorej godziny, które spędziliśmy w Dolinie, woda w nowo powstałym jeziorze podniosła się o prawie metr.

0006rsky

Na górnym zdjęciu: turysta z Wielkiej Brytanii w 2006 roku medytuje pod ścianą ośrodka dla turystów w Dolinie Gejzerów. Na dolnym zdjęciu: pracownik rezerwatu w tym samym miejscu w czerwcu 2007 roku.

Wieczorem próbowaliśmy przeanalizować to, co się wydarzyło. Niesamowite szczęście: wszyscy żyją, choć wszyscy mogli zginąć… 3 czerwca 2007 roku stał się drugim dniem narodzin dla trzydziestu osób. Lawina, ścinająca góry na swojej drodze, straciła w końcu impet i utknęła w warstwie śniegu tuż przed zejściem do turystycznej części Doliny, w której w tym samym czasie 22 wycieczkowiczów, oprowadzanych przez Wołodię Złotnikowa, beztrosko podziwiało gejzery. Jeśli energia lawiny błotnej byłaby chociażby o jeden procent wyższa, stałaby się tragedia. Oto kolejny dowód na niebywałe szczęście.

Parów potoku Wodopadnyj znalazł się pod gorącymi bryłami skalnymi i warstwą błota. Znalazła się pod nimi, na głębokości 50 metrów, także nasza bania — ta, w której się kąpałem poprzedniego dnia. A w dzień zejścia lawiny trzy osoby planowały kąpiel w bani: strażnicy Wołodia Złotnikow, Walerij Cypkow i niemiecki filmowiec Kristian Baumeister. Jednak w związku z tym, że bania jest jednoosobowa, uzgodnili, że pierwszy pójdzie się kąpać Wołodia, i ten zaczął się szykować do kąpieli. Walerij, aby nie tracić czasu, zaczął gotować zupę na obiad, a Kristian położył się spać. Nieoczekiwanie przyleciał śmigłowiec z turystami i Wołodia, który już był w bani, wrócił, aby przywitać gości i oprowadzić wycieczkę. Cypkow nie mógł teraz iść się kąpać, ponieważ chwilę wcześniej zaczął gotować zupę, a Kristian zasnął tak głębokim snem, że nawet nie słyszał helikoptera. Jeden z pilotów, dowiedziawszy się, że bania jest pusta, chciał tam pobiec i wygrzać kości, ale jego koledzy przekonali go, żeby tego nie robił, ponieważ w drodze powrotnej mogłoby go przewiać. Tak więc bania, mimo że było wielu chętnych do kąpieli, została pusta. Był to jedyny budynek w Dolinie Gejzerów zniszczony przez osuwisko.

3 czerwca 2007 roku Kamczatka straciła połowę gejzerów. I nie tylko gejzery. Gorące źródła z unikalnymi koloniami ciepłolubnych mikroorganizmów, także tych, które nie zdążyły zostać zbadane przez naukowców. Pod kilkumetrową warstwą skał wulkanicznych w parowie potoku Wodopadnyj została całkowicie pogrzebana jedyna znana na Kamczatce populacja rzadkiej orchidei — Spiranthes sinensis.

0006zxqt

Orchidea Spiranthes sinensis. Dolina Gejzerów była jedynym miejscem na Kamczatce, gdzie można było spotkać tę roślinę. 

Ile gniazd zginęło — w końcu to szczyt okresu lęgowego? Ile niedźwiedzi znalazło się pod lawiną? Ile gejzerów znajdzie się jeszcze pod wodą? Jak szybko zgromadzona woda zacznie podmywać korpus tamy utworzonej przez mieszankę błota tufowego, głazów i śniegu? Wysokość tamy wynosi co najmniej 50 metrów. Nie ulegało wątpliwości, że dawna Dolina nie powróci, że ulegnie przeobrażeniu. Powstanie niezamarzające jezioro górskie. Ocaleją liczne gejzery. Które i ile — zależeć będzie od tego, na jakiej wysokości ustabilizuje się poziom wody. W tamte dni nikt z nas w Dolinie nie miał GPS-a, ani dokładnych map topograficznych; nie było nawet czym w przybliżeniu zmierzyć poziom przyszłego zatopienia. Nieznana była najbliższa przyszłość głównego gejzeru Doliny — Wielikana (ros. Великан) i położonego nieopodal gejzeru Żemczużnyj (ros. Жемчужный) — szczyt tamy znajdował się mniej więcej na tym samym poziomie, co wspomniane gejzery.

Kolejne dni mijały jak w gorączce. Z powrotem zamieszkaliśmy w Dolinie. Upał nie ustępował i woda z rzeki napływała jak szalona. Na naszych oczach znikały pod błotnistą wodą gejzery, gorące źródła, wodospady, wypływały na powierzchnię drewniane kładki dla turystów, mosty. Niedźwiedzie przychodziły swoimi odwiecznymi ścieżkami pod nieoczekiwaną wodną przeszkodę i błąkały się wzdłuż niej, szukając przejścia. Już na drugi dzień niedźwiedzie zaczęły wykorzystywać powstałą tamę, aby przejść przez kanion. Woda przyniosła skądś martwego niedźwiadka. Na trzeci dzień nad mętną wodą zaczęły latać kaczki, łabędzie, mewy i rybitwy.

Losem Doliny przejęli się urzędnicy. Z Pietropawłowska Kamczackiego przylatywały komisje, dyskutowano o przyszłości Doliny, brano pod uwagę wysadzenie tamy, rozmycie jej za pomocą hydromonitorów, zburzenie za pomocą buldożerów. Na szczęście przypomniano sobie, że jest to teren państwowego rezerwatu, gdzie wszelka ingerencja w naturalne procesy przyrodnicze jest prawnie zabroniona. 6 lipca specjaliści z Rezerwatu Kronockiego i Instytutu Wulkanologii zaczęli pilnie śledzić rozwój wydarzeń. Po zrobieniu pomiarów okazało się, że było to najpotężniejsze osuwisko, jakie kiedykolwiek obserwowano na Kamczatce. Jego kubaturę oszacowano na ponad 20 milionów metrów sześciennych! Aby przewieźć taką ilość ziemi, trzeba by załadować ponad dwa miliony wywrotek KAMAZ!

Poziom wody w jeziorze wzrastał nadal o 4-5 metrów w ciągu doby. Pod wodą znalazł się gejzer Bolszoj. Zatopiony został także malowniczy wodospadzik, znajdujący się w miejscu ujścia potoku Łobowoj (ros. Лобовой) do rzeki Giejziernaja. Ledwie mogłem powstrzymać łzy, kiedy metr po metrze tonął 10-metrowy wodospad Kosiczka (ros. Косичка) — w jego sąsiedztwie spędziłem w przeciągu trzech sezonów wiele szczęśliwych godzin, obserwując i fotografując niedźwiedzie.

0006tt0q

Wodospad Kosiczka. Górne zdjęcie zostało zrobione w 2006 roku, a dolne — 5 czerwca 2007 roku.

0006x87h

Gejzerytowe zbocze Witraż. Górne zdjęcie pochodzi z 2006 roku, a dolne — z 5 czerwca 2007 roku.

Rankiem 6 czerwca robiłem zdjęcia zalewanego przez wodę zbocza Witraż. Nieoczekiwanie na prawym brzegu (co samo w sobie jest nietypowe, ponieważ prawie wszystkie gejzery znajdują się na lewym brzegu) na miejscu gorącego źródła wytrysnął nowy gejzer średniej wielkości. Pierwsze wyrzucane przez niego słupy wody były czerwone od rozpuszczonej w gryfonie gliny wulkanicznej. Gejzer wybuchał co godzinę, ale przetrwał jedynie niecałą dobę: został zatopiony przez napływającą wodę. Dano mu biblijne imię: Niewiniątko Betlejemskie (ros. Вифлеемский Младенец).

Birth of a new geyser

7 czerwca o godz. 19, rozłożywszy statywy z aparatami, czekaliśmy na erupcję gejzeru Wielikan (która zdarza się mniej więcej co 6 godzin), aby sfotografować go wraz z nowym jeziorem na pierwszym planie. Nagle mokry pas wzdłuż linii wody zaczął się szybko rozszerzać. Oznaczało to, że woda dosięgła szczytu tamy, zaczęła się przelewać i ją rozmywać! W ślad za cofającą się wodą ze stromych zboczy spełzała rozmoknięta glina, odsłonięta czerwona ziemia gwałtownie parowała. W jeziorze pojawił się prąd i pływające po powierzchni szczątki roślin opadły na dno. Na naszych oczach całkowicie osuszyło się zatopione do połowy zbocze Witraż. Spod wody ukazało się Niewiniątko Betlejemskie i od razu zaczęło tryskać! Gejzer Szczel (ros. Щель), dopiero co wychynąwszy spod wody, zaczął wybuchać w takich samych odstępach czasu, jak przez zatopieniem — jak gdyby nic się nie stało! Wodospady Kosiczka i Eskałator (ros. Эскалатор) pojawiły się na mniej więcej dwóch trzecich swojej poprzedniej wysokości.

Rozmywanie tamy trwało około 4 godzin i lustro wody jeziora obniżyło się przez ten czas o 9 metrów! Woda rozmyła, na ile tylko mogła, miękkie skały i znalazła się w bezpiecznym łożu z głazów, spojonych warstwą tufu. Przez następne dni i tygodnie poziom wody w jeziorze praktycznie się nie zmienił. Najprawdopodobniej pozostanie bez zmian przez długi czas, aż do następnego potężnego tajania śniegu, tajfunu, trzęsienia ziemi, osuwiska.

Przed 3 czerwca 2007 roku znanych było ponad 40 gejzerów. Dziewięć z nich, w tym Pierwieniec, Trojnoj, Sacharnyj, Sosied, Fakiel (ros. Первенец, Тройной, Сахарный, Сосед, Факел), przykryła lawina; już ich nie zobaczymy, tak samo, jak ciepłego wodospadu Diewiczji kosy (ros. Девичьи косы). Sześć gejzerów znalazło się pod lustrem wody nowo powstałego jeziora: Skalistyj, Konus, Bolszaja pieczka, Kamienka, Małyj, Małaja pieczka (ros. Скалистый, Конус, Большая печка, Каменка, Малый, Малая печка). Wątpliwe, że jeszcze kiedyś je zobaczymy. Na przykład gejzer Małyj znalazł się na głębokości 14 metrów. Ale nadal wypuszcza z głębi jeziora pęcherze gorącej wody, dając choć niewielką nadzieję, że kiedyś znowu go ujrzymy. Gejzer Bolszoj znalazł się w sytuacji granicznej: jego ujście znajduje się kilka centymetrów poniżej lustra wodnego, ale kiedy poziom wody w jeziorze jest minimalny, gejzer pracuje tak jak niegdyś, wybuchając co dwie godziny. Grota Malachitowa (ros. Малахитовый грот), która przed zatopieniem była pulsującym źródłem, przeistoczyła się w gejzer, ale straciła swoje piękno — dwie trzecie jej barwnej kopuły znalazły się pod wodą i warstwą naniesionych otoczaków.

0006yx3w

Centralna część Doliny Gejzerów. Górne zdjęcie zostało zrobione we wrześniu 2005 roku, a dolne — w lipcu 2008 roku.

Odradzanie się Doliny następowało z godziny na godzinę. W przeciągu dwóch tygodni po przejściu lawiny pośrodku kamienno-błotnistego chaosu, w miejscu ujścia potoku Wodopadnyj zarysowało się koryto nowego potoku, wpadającego teraz do jeziora nieco powyżej tamy. I potok ten jest ciepły, tak jak niegdyś! W zagłębieniach terenu pojawiło się kilka gorących i zimnych jezior. Wierzę, że na miejscu wcześniejszych pojawią się gorące źródła i nawet gejzery. Latem 2009 roku przez warstwę naniesionego lawiną błota przebił się i zaczął tryskać gejzer Pierwieniec, pierwszy z odkrytych w 1941 roku przez Tatianę Ustinową, pracownicę Rezerwatu Kronockiego.

Kiedy naukowcy z Instytutu Wulkanologii rozpoczęli badanie osuwiska, okazało się, że masy skalne oderwały się od góry wzdłuż starej szczeliny, udokumentowanej na zdjęciach lotniczych jeszcze w 1973 roku. Szczelina utworzyła się na styku dawnych warstw osadowych jeziora i krawędzi depresji Uzon-Giejziernaja (ros. Узон-Гейзерная депрессия), zbudowanej z twardych skał wulkanicznych. Przyczyną osuwiska mogły być także pionowe ruchy w kalderach wulkanicznych, które od niedawna mierzy się za pomocą satelitów. Największe wrażenie robią wyniki badań kaldery Yellowstone w Stanach Zjednoczonych. Podobne dane zebrano też w przypadku depresji Uzon-Giejziernaja. Teren Doliny Gejzerów podniósł się w latach 2000-2003 łącznie o 15 centymetrów!

Z geologicznego i nawet historycznego punktu widzenia znamy Dolinę Gejzerów niezwykle krótko. Nie wiemy szczegółowo, jak wyglądała nawet sto lat temu. Ziemia na Kamczatce jest niespokojna… Ze zboczy kanionu można wyczytać ślady minionych kataklizmów: niezliczonych erupcji wulkanów, katastroficznych trzęsień ziemi, wielokrotnych zatopień przez powstałe jeziora, lawin błotnych. Osuwisko z 3 czerwca 2007 roku i w konsekwencji utworzenie się jeziora — to zaledwie mgnienie w łańcuchu tych zdarzeń. Przed Doliną Gejzerów nowy etap życia…

Reklamy

4 comments

  1. Ale katastrofa! Opisana jak w filmach grozy, przeczytałem z zapartym tchem. Być tam na miejscu, widzieć i przeżyć to – emocje muszą być nieprawdopodobne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s