Kiedy niedźwiedź jest w pobliżu…

000431w5

Tak mogła wyglądać moja śmierć. Przedzierałem się wąską ścieżką przez porastającą zalewisko gęstwinę, kiedy nieoczekiwanie rzucił się na mnie niedźwiedź. Uratowała mnie flara, którą zazwyczaj mam w pogotowiu, chodząc po gęstych zaroślach w dolinach zalewiskowych rzek, stanowiących miejsce tarła ryb. Niedźwiedź zaatakował mnie dlatego, że bronił swojej zdobyczy — upolowanego przez siebie niedźwiadka. To udało mi się ustalić dopiero później, a w momencie ataku po prostu postanowiłem wycofać się z odpaloną flarą w rękach i jak najszybciej uciekać. Później ustaliłem także, że szanse na uratowanie się za pomocą flary nie były stuprocentowe, ponieważ druga flara, którą miałem wówczas ze sobą, nie działała. Gdyby ta właśnie flara znalazła się w moich rękach podczas ataku zwierza, nie czytalibyście teraz tych słów, a dyrektor Rezerwatu Kronockiego miałby masę nieprzyjemności z powodu śmierci w paszczy niedźwiedzia kolejnego pracownika…

Miałem okazję pracować w najbardziej niedźwiedzich miejscach Rosji: w kamczackiej Dolinie Gejzerów, położonej w Rezerwacie Kronockim, i nad Jeziorem Kurylskim, znajdującym się w Zakazniku Południowokamczackim. Bywało, że nad Jeziorem Kurylskim spotykałem ponad sto niedźwiedzi dziennie. Doświadczenie pokazuje, że w owym królestwie niedźwiedzi każdego sezonu zdarza się od dwóch do czterech niebezpiecznych sytuacji, kiedy trzeba bronić się przed tymi drapieżnikami. O tym, jak postępuję w takich chwilach, dziś właśnie chcę wam opowiedzieć.

Od razu podkreślę, że cała sztuka życia pośród niedźwiedzi nie polega na tym, żeby umieć się przed nimi bronić, ale na tym, żeby unikać konfliktów z nimi. Jest to w pełni możliwe: cały sezon 2006 roku upłynął mi bez ani jednej utarczki z misiami. Jednak przedstawiciele mojej profesji (jestem nie tylko fotografem, ale pracuję też w rezerwacie jako strażnik) cały czas są w centrum wydarzeń, dbając o przestrzeganie obowiązującego w rezerwacie prawa i chroniąc niedźwiedzie przez ludźmi i ludzi przed niedźwiedziami. Ludzi też jest tu niemało: naukowcy, fotografowie, ekipy filmowe oraz pozostali odwiedzający rezerwat. Prędzej czy później muszą się zdarzyć nieprzewidziane sytuacje…

Bear biologists at work

Na tym zdjęciu ludzie stoją w bezpiecznej odległości od niedźwiedzia.

Po raz pierwszy miałem taką sytuację w pierwszym tygodniu mojej pracy w Dolinie Gejzerów pod koniec maja 2005 roku, w szczycie okresu godowego niedźwiedzi, kiedy to misie głupieją od buzujących w nich hormonów. Razem z moim przyjacielem i kolegą z pracy Władimirem Złotnikowem wracaliśmy do chatki z długiego obchodu. Ostatni odcinek drogi prowadził przez strome zbocze i usiedliśmy, żeby trochę odsapnąć. Do domu zostało zaledwie dwieście metrów. Wołodia wypalił papierosa i niedbale zarzucił plecak na ramię, przez które miał przewieszoną strzelbę — w końcu dom jest już blisko! A ja z tego samego powodu nawet nie zarzuciłem strzelby na ramię, postanowiłem nieść ją w ręce.

Zbliżaliśmy się do szczytu kanionu, gdy nagle z góry zza pagórka wyskoczył niedźwiedź i ruszył w stronę Wołodii. Ten automatycznie złapał za kolbę, ale strzelba tkwiła pod plecakiem i na zdejmowanie go nie było po prostu czasu. Wołodia krzyknął: „Strzelaj!!!”, co też zrobiłem. Jedną lufę strzelby załadowaną miałem rakietą sygnalizacyjną, a drugą — kulą. Strzeliłem rakietą. Trudno byłoby spudłować, gdyż niedźwiedź był dosłownie cztery kroki od nas. Przy tak bliskiej odległości energia uderzenia była wystarczająco duża, żeby zwalić z nóg potężnego zwierza. Niedźwiedź zsunął się w dół stromego zbocza i zatrzymał dopiero po dziesięciu metrach na tarczowym wzniesieniu wokół gejzeru Szczel. Na skutek tego nieoczekiwanego zdarzenia złapała misia przypadłość niedźwiedzia — turyści potem wielokrotnie pytali, skąd się wzięła na gejzerze wielka kupa. Ale po minucie niedźwiedź wziął się w garść i zaczął paść się na świeżej trawce, jak gdyby nic się nie stało. Z całej tej lekcji wyciągnął słuszne wnioski: już nigdy nie podchodził do ludzi na odległość mniejszą niż trzydzieści metrów. Dopóki niedźwiedź nie zaczął linieć, na jego futrze dobrze widać było wypalony ślad, przez co miś otrzymał imię Znaczony (ros. Меченый).

Od tego czasu uważam naboje sygnalizacyjne o kalibrze 12 mm za skuteczny środek do odpędzania niedźwiedzi i nie raz jeszcze z powodzeniem ich używałem. Nie czynią poważnej krzywdy zwierzęciu. Poza tym celowanie bezpośrednio w niedźwiedzia jest ostatecznością, czasami wystarczy wystrzelić w kamienie albo kawałki drewna leżące w pobliżu. Zwierzę boi się nie tylko huku wystrzału, ale także chemicznego zapachu płonącej rakiety, ognia, iskier i syczenia. Ale miałem taki przypadek, że niedźwiedź nie uciekł na dźwięk wystrzału, lecz zaczął badać leżącą w śniegu zapaloną rakietę, trącając ją koniuszkami pazurów.

Używanie naboi sygnalizacyjnych w suchym lesie jest niebezpieczne — łatwo się od nich zapala ściółka.

00044wdk

A to ujarzmiony Znaczony minutę po napaści. Ciemna plama na jego barku to ślad po rakiecie sygnalizacyjnej. 

Kolejny sprawdzony środek do przepędzania niedźwiedzi to flary. Na Kamczatce sprzedawane są w sklepach myśliwskich i wędkarskich. Lepiej kupować flary nie w tekturowym korpusie (150-200 rubli), ale w plastikowym, chociaż są dwa razy droższe (400-500 rubli). Tekturowy korpus prędzej czy później rozmięknie na nieustającym deszczu, a plastikowy będzie dobrze chronić flarę. Z kilkudziesięciu plastikowych flar, jakie przewinęły się przez moje ręce, ani jedna mnie nie zawiodła, a kartonowe parę razy zawodziły — dzięki Bogu nie w krytycznych sytuacjach. Trzeba mieć ze sobą kilka flar. Każda płonie przez mniej więcej dwie minuty i może się okazać, że to zbyt krótko, aby zdążyć opuścić niebezpieczne miejsce. Nie należy odpalać flary, kiedy niedźwiedź jest daleko i nie ma bezpośredniego zagrożenia. W przeciwnym razie można zostać bez żadnej ochrony, kiedy zwierzę znajdzie się tuż obok. Poza tym niedźwiedzie mogą oswoić się z płonącą flarą i zacząć ją ignorować nawet w bliskiej odległości.

00045zax

Flara to najbardziej dostępny „antyniedźwiedzi” środek. Człowiek odgania niedźwiedzia od beczki z paliwem. Niedźwiedzie uwielbiają wąchać kerozynę i gryźć pojemniki z owym paliwem.

So long, bearwell

Niektóre niedźwiedzie nie boją się nawet helikoptera. Co więcej, na Kamczatce znane są przypadki, kiedy misie właziły do pustych, niezamkniętych maszyn.

Niezłym środkiem do przepędzania niedźwiedzi jest też gaz pieprzowy w sprayu, tylko nie ten, który sprzedaje się do obrony przed ludźmi i psami, ale specjalny — przeciw niedźwiedziom. Praktycznie nie da się go przewieźć do Rosji samolotem z powodu surowych przepisów bezpieczeństwa. Widziałem wiele razy, jak działa ów gaz w praktyce: jeśli używa się go prawidłowo, przepędza zwierza.

Mówimy tu jednak o skrajnych sytuacjach i bezpardonowych środkach. Ale zazwyczaj konfrontacja człowieka z niedźwiedziem przebiega znacznie łagodniej. Zwykle ten, kto mądrzejszy, ustępuje drogi. Prawie zawsze robią to niedźwiedzie. Jeśli zwierz mimo wszystko próbuje się zbliżyć, w 90% przypadków wystarczy ostro gwizdnąć lub niespodziewanie zaklaskać, żeby go przepędzić. Jeśli nadal podchodzi, trzeba sięgnąć po kolejny środek: rzucić w niedźwiedzia kamykiem. Z reguły to działa. Niektórzy moi koledzy twierdzą, że skutecznym środkiem na niedźwiedzie jest porządna wiązanka przekleństw. Nie zamierzam jednak propagować tej metody. Co więcej, mój przyjaciel i kolega z pracy Wasilij Maksimow, mieszkający nad Jeziorem Kurylskim pośród niedźwiedzi, zabrania używania przekleństw w stosunku do karmiących niedźwiedzic, bo podobno tracą przez to mleko.

00046bb8

Lekko przygłuchy Wasilij Maksimow pochłonięty jest robieniem mi zdjęcia i nie słyszy, jak za jego plecami człapie po płyciźnie zajętymi własnymi sprawami niedźwiedź.

Niedźwiedzie boją się wszelkich nieoczekiwanych rzeczy. Na przykład rozłożonego nagle parasola, szczególnie jeśli namalowane jest na nim dwoje wielkich oczu. Albo niespodziewanie rozchylonych pół płaszcza czy też podrzuconego w górę plecaka. Boją się każdego nieoczekiwanego zachowania.

Największych nieprzyjemności doświadcza się ze strony młodych niedźwiedzi, aktywnie badających otaczający świat, a także ze strony dominujących samców, które nie mają wrogów w naturze i zapomniały już, jak się ustępuje drogi.

0004dk2g

Młoda ciekawska niedźwiedzica przyszła badać osadę strażników Zakaznika Południowokamczackiego w momencie, gdy przebywali tam turyści.

W najbardziej niebezpiecznych chwilach w głowie człowieka coś się przełącza i zwierzęcy strach znika. Miałem kiedyś taką sytuację, że — będąc nieuzbrojonym — rzuciłem się na strzelającego do mnie kłusownika. I dobrze pamiętam, że nie było we mnie strachu, była za to maksymalna mobilizacja wszystkich sił fizycznych i psychicznych. Podobne uczucia pojawiają się w starciu z niedźwiedziem. Nie sądziłem, że będę się musiał rzucać na zwierzęta, ale — niestety — musiałem.

W sierpniu 2005 roku siedzieliśmy razem z synem Pietią i grupą francuskich turystów na wznoszącym się nad sztormowym Pacyfikiem urwisku, obserwując lisięta u nory. Liski zniknęły w pewnym momencie z pola widzenia, a ja, przekazawszy synowi strzelbę i zabrawszy ze sobą futerał z aparatem, poczołgałem się w kierunku drugiej nory, żeby sprawdzić, czy tam się nie bawią liski. Ledwie się przeczołgałem za pagórek i stałem niewidoczny dla siedzących nad oceanem ludzi, jak ujrzałem kątem oka niedźwiedzia: stał na tylnych łapach w wysokich zaroślach trzcinnika i przyglądał mi się z wielkim zaciekawieniem. Wyciągnąłem aparat i zrobiłem parę zdjęć sterczącemu nad trawami niedźwiedziowi. Nie podobały mi się jego oczy, zbyt „mięsożernie” na mnie patrzyły… Czułem intuicyjnie, że w niedźwiedzim łbie powzięta już została niekorzystna dla mnie decyzja… I wtedy zrozumiałem, jak wielki błąd popełniłem: pełzający po ziemi człowiek odbierany jest przez niedźwiedzia jako chore albo ranne stworzenie, jako łatwa zdobycz, której cierpienia należy zakończyć. Od razu skoczyłem na równe nogi, schowałem aparat do futerału i krzyknąłem: „Pietia! Strzelba! Dawaj szybko strzelbę!”. Ale Pietia nie przybiegł zza pagórka ze strzelbą i po jakimś czasie pojąłem dlaczego: moje krzyki zagłuszał huk sztormowego oceanu!

Niedźwiedź zniknął w trawie i po sekundzie wychynął z niej już w całkiem niewielkiej odległości, jakieś dziesięć metrów ode mnie, po czym zaczął iść w moją stronę nieco pod kątem. W ułamku sekundy postanowiłem zrobić coś, czego niedźwiedź się nie spodziewa, pokazać mu swoją przewagę. I nie pozostawało mi nic innego, jak ruszyć na niedźwiedzia z bojowym okrzykiem na ustach i wysoko zadartym nad głową futerałem od aparatu, którym rzuciłem w zwierza, a który trafił w jego tylną część: niedźwiedź bowiem zdążył dać drapaka w przeciwną stronę. Kiedy po minucie dołączyłem z powrotem do Pietii i Francuzów, jedynie szeptem zdołałem im opowiedzieć, co się stało, gdyż po tym bojowym okrzyku na długo straciłem głos. A Nikon D2x z teleobiektywem 80-400 mm po owym pamiętnym uderzeniu nadal działa!

00047kay

Nachalni fotografowie budzą śpiącego na śniegu niedźwiedzia.

00048sca

Znany fotograf niedźwiedzi Siergiej Gorszkow wybrał właściwe miejsce do fotografowania: dzieli go od niedźwiedzia rzeka Giejziernaja. Jeśli między człowiekiem i zwierzęciem znajduje się przeszkoda, na przykład rzeka albo wąwóz, można bezpiecznie fotografować.

00049qzz

A ten fotograf mocno ryzykuje: dzieli go od niedźwiedzia zaledwie parę kroków.

0004a8wh

Dominującego samca zmęczyło natrętne zainteresowanie ze strony fotografujących i ruszył w ich kierunku.

0004bhhf

Niedźwiedź, chcąc zademonstrować swoją przewagę, pomaszerował ścieżką, z której korzystają ludzie.

0004etgg

Pomnik upamiętniający legendarnego fotografa niedźwiedzi Michio Hoshino, wzniesiony na brzegu Jeziora Kurylskiego, w miejscu, gdzie japoński fotograf został zabity przez niedźwiedzia. Pomnik przypomina nam, fotografom, jak czasem niebezpieczny jest nasz zawód.

0004gars

A na koniec rada: kiedy jesteście w miejscach zamieszkanych przez niedźwiedzie, nie zapominajcie o oglądaniu się za siebie!

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s