Niedźwiadek Sierotek

Oto poruszająca historia, której świadkiem byłem zeszłego lata na Kamczatce…

Wiele tysięcy lat temu na południu Kamczatki po serii gigantycznych erupcji wulkanów powstała ogromna kaldera, która stopniowa zapełniała się wodą. Tak narodziło się obecne Jezioro Kurylskie — wulkaniczna czasza z malowniczymi wyspami i zatokami. W tafli jeziora przegląda się pięć wulkanów: Kambalnyj (ros. Камбальный), Koszelewskij (ros. Кошелевский), Żełtowskij (ros. Желтовский), Iljinskij (ros. Ильинский) i Dikij Griebień (ros. Дикий гребень). Z czasem jezioro i jego dopływy stały się największym w Eurazji, a być może w świecie, tarliskiem nerki — gatunku łososia. Ryby płyną na tarło w górę rzeki Oziornaja (ros. Озерная) i składają ikrę wzdłuż brzegów samego jeziora, a także w rzekach i potokach wpadających do niego. Każdego roku do ujścia rzeki Oziornaja dociera około 10 milionów przedstawicieli nerki. Ponad połowa z nich odławiana jest przez człowieka, w związku z czym u ujścia rzeki zbudowano zakłady przetwórstwa rybnego.

Sockeye on Kuril Lake åðêà â âîäàõ Šóðèëüñêîãî îçåðà

Nerka to kluczowe ogniwo tutejszego ekosystemu. Zajadają się nią latem i zimą niedźwiedzie brunatne. Dzięki wyjątkowej obfitości pożywienia tutejsza niedźwiedzia populacja charakteryzuje się największym na świecie zagęszczeniem. W ciągu jednego dnia, opływając jezioro łódką, udawało mi się spotkać do stu niedźwiedzi, a w ujściach rzeczek niekiedy można było zobaczyć do piętnastu osobników naraz. Zimą nad jeziorem zbiera się około 800 przedstawicieli bielika olbrzymiego, gatunku wpisanego do Czerwonej Księgi — ptaki te również żywią się wspomnianym gatunkiem łososia. Całe to zadziwiające bogactwo przyrodnicze znajduje się pod ochroną Południowokamczackiego Zakaznika Federalnego, podlegającego Rezerwatowi Kronockiemu, w którym pracuję jako strażnik przyrody.

Co roku przylatuję nad Jezioro Kurylskie, na przylądek Trawianoj — prawdziwy raj dla przyrodników i fotografów. Mieszkają tu i pracują moi bliscy przyjaciele: małżeństwo Wasilij i Jelena Maksimowowie, przy czym Wasilij nie rusza się stąd w miejsca bardziej cywilizowane niekiedy przez dziesięć miesięcy z rzędu. Wcześniej, zanim zaczął pracować w rezerwacie, był melioratorem i zawodowym myśliwym, a teraz, czując się dłużnikiem wobec przyrody, z zapalczywością chroni ją przed ludźmi. Wydaje się, że Wasilij woli towarzystwo niedźwiedzi: „Im lepiej znam ludzi, tym bardziej podobają mi się niedźwiedzie”. Zna wszystkie tutejsze misie, one zaś wspaniale rozpoznają jego głos i zapach jego ulubionych papierosów „Optima”. I Wasilij wcale nie musi daleko chodzić, żeby pobyć z misiami: prosto z ganku niemal codziennie wypomina im dobrodusznym tonem, że znowu pogryzły węże gumowe lub przewróciły drwa, a zwierzaki słuchają go bez lęku.

Teren wokół osady strażników to prawdziwe niedźwiedzie przedszkole. Niedźwiedzie rodziny składają się z matki i młodych. Ojcowie w ogóle nie biorą udziału w wychowywaniu swoich dzieci, wiodą życie samotnych egoistów. Nie wszyscy wiedzą, że w rezerwatach z dużym zagęszczeniem populacji niedźwiedzi głównymi wrogami niedźwiadków są ich ojcowie, ogromne samce kanibale, które, jeśli tylko nadarzy się okazja, chętnie urozmaicą sobie swoją rybno-jagodową dietę małym przedstawicielem własnego gatunku. Sam nie raz obserwowałem takie przypadki.

Samce kanibale zazwyczaj trzymają się z daleka od ludzi. Sprytne samice, aby chronić swoje młode przed niebezpiecznymi spotkaniami z kanibalami, przyprowadzają niedźwiadki jak najbliżej ludzkich siedlisk. Zeszłego lata w okolicach osady strażników stale przebywały 3-4 niedźwiedzie rodziny. Historia jednej z nich, składającej się z matki i dwóch zeszłorocznych młodych, nazywanych piastunami, jest niezwykle poruszająca. Maksimowowie opowiedzieli mi, że na początku lata nad brzegiem jeziora, nieopodal osady, pojawił się osierocony niedźwiadek z tegorocznego miotu. Nie wiadomo, co się stało z jego matką. Malec był wyczerpany, ledwie chodził. Biedaczysko próbował przyłączyć się do niedźwiedzicy i jej piastunów, ale rodzina przeganiała go.

0000c2d6

Kiedy niedźwiedzica karmiła mlekiem swoje dzieci, sierota głośno krzyczał, ale ani matka, ani jej młode nie dopuszczały go do sutków. Nawiasem mówiąc, pracownicy rezerwatu niejednokrotnie obserwowali przypadki, kiedy osierocone młode próbowały „wprosić się” do rodziny, jednakże nigdy im się to nie udawało. Legendarny kamczacki badacz niedźwiedzi, pracownik Rezerwatu Kronockiego Witalij Nikołajenko (ros. Виталий Николаенко), którego w 2003 roku zabił niedźwiedź, w swojej książce „Kamczacki niedźwiedź” kategorycznie stwierdził: „Rodzina to zamknięta wspólnota — nie są znane wiarygodne przypadki  zaadoptowania  przez dziko żyjącą niedźwiedzicę obcych niedźwiadków. Osierocone niespełna roczne niedźwiadki skazane są na śmierć”.

000zzcdz

Jednak Wasilij Maksimow nie tylko obserwował, ale nawet sfotografował i sfilmował cud: półtoraroczna samiczka, najedzona do syta mlekiem matki, w beztroskim nastroju pobawiła się, niczym piłeczką, wyczerpanym osieroconym niedźwiadkiem i jednocześnie umazała go w świeżym matczynym mleku, którym oblała się obficie podczas karmienia. Wtedy to malec po raz kolejny spróbował podpełznąć do sutków niedźwiedzicy. Ta obwąchała go, po czym pozwoliła mu się napić mleka, a nawet zagrzać się przy jej boku. Od tego momentu niedźwiadek stał się członkiem rodziny. Przez pierwsze dni Sierotek nie był w stanie chodzić i cała rodzina pozostawała przy nim. Ale z czasem wszystko zaczęło się układać, malec nabrał sił, zaczął rosnąć i podążać za swoją przybraną rodziną.

Przez półtora miesiąca chodziłem wczesnym rankiem, jeszcze w mroku, nad ujście rzeki Chakycyn (ros. Хакыцын), oddalone o niecałe 800 metrów od osady, i obserwowałem tam trzy niedźwiedzie rodziny, które upodobały sobie to rybie królestwo. Pierwszego dnia poznałem Sierotka i jego przybraną rodzinę. Zwierzęta przyszły od strony tundry, wszystkie miały pyski umazane borówkami. Niedźwiedzie przepłynęły przez rzekę i położyły się na skraju mierzei — udało mi się sfotografować je na tle wulkanu Iljinskij. Różnica między Sierotkiem i piastunami (nazwaliśmy je z Witalijem i Jeleną: Synek i Córcia) była ogromna: Sierotek wyglądał niczym kociątko w towarzystwie wielkich owczarków.

W ujściu rzeki równie często łowiła ryby dobroduszna niedźwiedzica z tłuściutkim rocznym malcem. Daliśmy mu na imię Wańka. Obie rodziny nie wdawały się w konflikty między sobą, przy spotkaniach pokojowo rozchodziły się w swoje strony. Prawie codziennie przychodziła też niedźwiedzica z czwórką młodych z tegorocznego miotu, które nazwaliśmy Skinheadami z uwagi na ich agresywne zachowanie. Skinheady bez przerwy goniły za mewami, kaczkami, lisami, próbowały mnie zastraszyć, testowały także Maksimowa. Czepiały się każdego przechodzącego niedźwiedzia — i młodego, i dorosłego. Kończyło się tym, że Skinheady wołały o pomoc, a ich rozjuszona matka przybiegała im na ratunek. Byłem raz świadkiem, jak zgodna czwóreczka, utworzywszy czworobok, przepędziła znad ujścia rzeki wielką niedźwiedzicę, przy czym prowodyrem był najmniejszy w rodzinie niedźwiadek, niewiele większy od walonka.

001005qy

Przesiadywałem godzinami na zwalonym pniu pośrodku piaszczystej mierzei i wkrótce niedźwiedzie przestały zwracać na mnie uwagę, tym bardziej, że fotografowie i turyści nie są tutaj rzadkością i zwierzęta już dawno przekonały się o nieszkodliwości człowieka. Co więcej, niedźwiedzice, idąc łowić ryby, zostawiały czasami swoje dzieci w moim towarzystwie. Wykorzystywały w ten sposób mnie, wąsatą niańkę, jako rodzaj ochrony przed samcami kanibalami. Moim ulubionym i bezproblemowym podopiecznym był Wańka. Zawsze spokojnie siedział na sąsiednim zwalonym konarze albo bawił się nim, używając gałęzi w charakterze drążka do podciągania albo fotela na biegunach. A zostawać ze Skinheadami po prostu się bałem. Świetnie im szło robienie nieprzyjemnych niespodzianek, i to najczęściej właśnie mnie. Niejednokrotnie próbowały zajść mnie od tyłu, w momencie gdy byłem pochłonięty fotografowaniem różnorakich wydarzeń na mierzei. Kiedy odwracałem się i patrzyłem na Skinheadów, od razu cofały się na odległość piętnastu metrów. Pewnego razu udało im się nawet przewrócić i wdeptać w błoto zamontowany na statywie aparat z teleobiektywem, kiedy rozentuzjazmowany odszedłem parę kroków w bok, aby sfotografować drugim aparatem niedźwiedzich rybaków.

Jednak najbardziej interesowała mnie rodzina, która przyjęła Sierotka. Mamuśka umiała łowić ryby lepiej niż inne niedźwiedzice, dzięki czemu rodzinka nie klepała biedy. Samice niedźwiedzi nie karmią swoich młodych rybą, malcy muszą się zadowolić pozostawionymi resztkami lub tym, co uda im się wyrwać z pazurów rodzicielki. Po złowieniu ryby niedźwiedzie zazwyczaj biegną z nią w trawę, skąd po chwili można usłyszeć mlaskanie i chrzęst rybich ości. Mamuśka jednak umiała jeść ryby bezpośrednio w wodzie: siadała na tylnych łapach, a przednimi, niczym człowiek, wkładała rybę do pyska. Synek zwykle stał wtedy obok na tylnych łapach i stękając żebrał o resztki. Przypadała mu w udziale wyrzucona przez matkę rybia głowa. Córcia z kolei próbowała wyłowić niżej w rzece upuszczone przez mamę w wodę kawałeczki. Sierotek zaś był zbyt mały i silny nurt rzeki porywał go, dlatego czekał na rodzinę na brzegu. Ale kiedy niedźwiedzica była na lądzie, to właśnie zaadoptowanemu niedźwiadkowi z większym powodzeniem niż pozostałemu rodzeństwu udawało się rozczulić mamę swoim płaczem i nakłonić do karmienia mlekiem. Niedźwiedzica kładła się na grzbiecie na piasku, a dzieci przyczepiały się do jej sutków. Górne sutki samicy, produkujące najwięcej mleka, zawsze okupowane były przez piastunów. Sierotek musiał się zadowolić niższymi, dlatego potrzebował więcej czasu, aby się najeść. Niedźwiedzica zawsze cierpliwie czekała, aż jej przybrane dziecko zaspokoi głód.

0000dwz3

Na ogół spędzała z nim więcej czasu niż z rodzonymi dziećmi, często ostrożnie się z nim bawiła. Bawiła się z nim także Córcia, choć czasem używała zbyt wiele siły. Synek zaś był po prostu sadystą. Uwielbiał znęcać się nad Sierotkiem, a ten wszelkimi sposobami starał się unikać brutalnych zabaw przyrodniego brata. Synek, nawet przechodząc obok, uważał za swój rodzinny obowiązek złapać Sierotka za pęczek włosów na głowie i wyrwać go — doszło do tego, że malcowi zrobił się łysy placek. Kiedy piastuny były w szczególnym nastroju do psot i próbowały zrobić sobie z Sierotka piłeczkę, malec uciekał przed nimi na czubek wierzbowego krzewu, na który cięższe rodzeństwo nie mogło się wdrapać.

0000k0f1

Kiedy podczas wędrówek malec zostawał w tyle, zawsze pierwsza zaczynała się niepokoić i oglądać za siebie Córcia. Niejednokrotnie obserwowaliśmy z Wasilijem, jak wracała sama do zmęczonego Sierotka i kładła się obok niego, a ten rozczulająco wtulał się w nią. Podobnie kiedy malec nie chciał przepłynąć rzeki, Córcia zawsze zawracała po niego. Sierotek, niewątpliwie, utrudniał rodzinie przemieszczanie się w poszukiwaniu pokarmu. Wtedy, w sierpniu, kiedy rzeki są pełne ryb, nie było to aż tak uciążliwe, ale co by się stało, gdyby niedźwiedzica zdecydowała się poprowadzić rodzinę do oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów miejsc obfitych w orzeszki piniowe? Jaki los czekałby taką rodzinę w okresie zimowania w gawrze, trwającym ponad pół roku? Bardzo często przeżycie w surowych warunkach zależy od zmobilizowania wszystkich sił, a słaby Sierotek zmniejszyłby szanse całej rodziny.

Według teorii ewolucji nadrzędnym celem żywych istot jest przekazanie własnych genów następnym pokoleniom. Adoptowanie i karmienie obcych dzieci przeczy temu. Jednak w przypadku naszej niedźwiedzicy instynkt macierzyński okazał się silniejszy od pozostałych.

Opowieść o zadziwiającej niedźwiedziej rodzinie ukazała się na stronie Rezerwatu Kronockiego, a także w kamczackich i federalnych stacjach telewizyjnych. Historia ta poruszyła ludzkie serca. Wszyscy pragnęli szczęśliwego zakończenia. Ale przyroda rządzi się własnymi prawami, nierzadko dla nas, ludzi, niezrozumiałymi i okrutnymi…

Wieczorem o godzinie 18 siedziałem jak zwykle na swojej mierzei. Było tak jak zawsze: nieopodal biegały po płyciznach za rybami mama Wańki i macocha Sierotka, ich dzieci zaś wylegiwały się na brzegu w promieniach zachodzącego słońca. Wańka zajmował się ćwiczeniami fizycznymi na leżącym w pobliżu mnie konarze, Sierotek siedział przytulony do Córci, a Synek spał tuż obok. Potem przyszły dwa cztero- bądź pięcioletnie niedźwiedzie i położyły się nieopodal na piasku. Nieco później Wasilij przyprowadził z osady grupę turystów, którzy ulokowali się na wieży obserwacyjnej po drugiej stronie rzeki. A niedługo potem z krzaków wyszła niedźwiedzica z czwórką Skinheadów i też wlazła do wody, Skinheady zaś usadowiły się w pobliżu Wańki, najwyraźniej kombinując, co by tu można nabroić…

Na niewielkiej plaży zgromadziło się 13 niedźwiedzi i czuło się, że napięcie rośnie. Dwie samice: mama Wańki i mama Skinheadów pognały za tym samym łososiem i o mało nie zderzyły się ze sobą. Stanęły na tylnych łapach, wyszczerzyły zęby, zaryczały, jednak ostatecznie każda, zdenerwowana, poszła w swoją stronę. W tym niesprzyjającym momencie Sierotek zdecydował się podejść do swojej przybranej matki krótszą drogą, po skraju wody, gdzie na nieszczęście wychodziła z rzeki rozdrażniona rodzicielka Skinheadów. Malec nie ustąpił jej drogi i podszedł prosto pod jej pysk. Niedźwiedzica, rozgniewana ostatnim zajściem z mamą Wańki, schwyciła Sierotka za kark i szarpnęła nim. Przyrodnia matka, która była zaledwie dwa kroki dalej, rzuciła się na pomoc malcowi i ugryzła w szyję agresorkę. Synek i Córcia też odważnie rzucili się na pomoc rodzicielce. Plażę wypełnił zwierzęcy ryk, poleciały bryzgi wody, piasek, futro. W tym momencie postąpiłem całkowicie nieprofesjonalnie — i jako fotograf, i jako pracownik rezerwatu. Zamiast uwiecznić na zdjęciach zajście z jak najbardziej korzystnego miejsca, chwyciłem za strzelbę i rzuciłem się w stronę rozwścieczonego niedźwiedziego kłębowiska, mając nadzieję, że Sierotka można jeszcze uratować. Wystrzeliłem w powietrze i wszystkie niedźwiedzie, oprócz rodziny malca, uciekły w zarośla.

0000ec5x

Konający Sierotek jeszcze się poruszał. Matka i jej dzieci wyszczerzyły zęby, ochraniając niedźwiadka tym razem przed mną. Wróciłem po aparat, zrobiłem parę zdjęć rodzinie żegnającej umierającego Sierotka, po czym przedostałem się na drugi brzeg rzeki do wstrząśniętych dramatycznym zajściem turystów…

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s